gwiezdny jakże piękny jest ognisk purpurowy żużel

za obozem kołysały się wzgórza

grzbietami wielkich wołów

drewniane niezdarne łamały szuwar koła

i tu chaos mosiężne ręce miecze karki

naszyjniki z krzemieni oczy w ogniu jarkim

oto burza postaci w skórach i kożuchach

stosy rozbijające płomieniami łun nów

aż znowu zaszumiało w szumach półbrzask bucha

pochłania miękka paszcza obłoku tłum hunnów2