3. Ścigał nieprzyjaciela aż do samego Jordanu i głównie jego zastępy wyniszczył; garść niedobitków, przedostawszy się za Jordan, rozpierzchłą się na wszystkie strony. Herod czynem tym bawił Galileę od prawdziwej klęski. Należało jeszcze wygnieść tych, którzy się kryli po jaskiniach, ale na to trzeba było więcej czasu. Rozdał tedy żołnierzom nagrody za poniesione trudy, wypłacają na każdą głowę po sto pięćdziesiąt drachm288 srebrem, a starszyźnie znacznie więcej; następnie odsyła ich na leże zimowe. Najmłodszemu bratu swego Ferorasowi poleca zaopatrywać ich w żywność, a także owartować Aleksandrejon, co ten ściśle wykonał.
4. Antoniusz wtedy bawił w Atenach. Wentidiusz natomiast kazał Sylonowi i Herodowi ruszyć na Partów289, o ile by pierwej zaprowadzili ład w ziemi żydowskiej. Herod jednak puścił chętnie Sylona przodem do Wentidiusza i sam zabrał się do wytępienia rozbójników, gnieżdżących się po jaskiniach. Owych jaskiń należało szukać w niedostępnych zboczach górskich, prowadząc wojsko wąziutkimi ścieżynami. Wejścia do jaskiń były ukryte pośród strzelistych skał nad ziejącymi otchłaniami, z których dna ściany górskie dźwigały się w niebo, niemal prostopadle. Herod długo łamał sobie głowę, szukając dostępu do tych pieczar, aż wreszcie wpadł na pomysł bardzo śmiały. Umieściwszy najodważniejszych żołnierzy w skrzyniach, kazał ich za pomocą lin opuszczać w dół na wysokość pieczar; żołnierze, wisząc, siekli rozbójników i ich rodziny, a na opornych miotali gorejące głownie. Herod chciał niektórych pojmać żywcem, przeto kazał wołać, aby się poddali. Ale żaden nie uczynił tego dobrowolnie, a ci nawet, którzy stracili nadzieję ratunku, woleli śmierć nad niewolę. Pewien stary zbój, ojciec siedmiorga dzieci, gdy żona zaczęła go prosić, aby wraz z dziećmi wyszli z jaskini na słowo, pozabijał ich wszystkich w sposób następujący: stanął u wyjścia, kazał synom kolejno wychodzić i każdego w chwili, gdy go mijał, kładł trupem. Patrzący na to z daleka Herod wyciągnął prawicę w stronę starca i zaklinał go ze wzruszeniem, aby miał litość nad swym potomstwem. Ale nieubłagany starzec, wymyślając jeszcze Herodowi, że ma niskie pochodzenie290, zabił prócz tego żonę, powyrzucał zwłoki do przepaści i sam się wreszcie do niej rzucił.
5. W ten sposób Herod dotarł do owych grot i uprzątnął z nich rozbójników. Następnie zostawił dostatecznie silny oddział pod dowództwem Tolemeusza291 dla duszenia buntu, gdziekolwiekby się jeszcze ujawnił, sam zaś na czele trzech tysięcy piechoty i sześciuset jeźdźców ruszył przeciw Antygonowi do Samarii. Zaledwie opuścił Galileę, znowu z wszelkich kryjówek powychodzili buntownicy, opadli znienacka Tolemeusza, zabili go, spustoszyli kraj, a następnie ukryli się wśród moczarów i pustkowi. Na wieść o tym ponownym wybuchu powstania Herod wraca pospiesznie, kładzie trupem znaczną ilość buntowników, uwalnia warownie od oblężenia, a jako karę za wszczęcie rozruchów ściąga z nieprzyjaciela sto talentów daniny.
6. Tymczasem Partowie zostali z kraju wypędzeni, Pakoros poległ, a Wentidiusz z rozkazu Antoniusza posłał Herodowi na pomoc tysiąc jeźdźców i dwie legie, aby łatwiej poskromił Antygona. Ten do stratega owych posiłków, Machajrasa, pisze list z żalami na gwałty Heroda i kusi go podarkami, aby przeszedł na jego stronę. Machajras nie sprzeniewierzył się jednak swemu zwierzchnikowi; zresztą Herod, do którego szedł, lepiej płacił. Udaje wszelako życzliwość i mimo przestróg Heroda rusza ku Antygonowi, aby przeszpiegować jego położenie. Antygon jednak przejrzał jego zamiary, zamknął bramy miasta, bronił się z murów, obchodząc się z nim jak z otwartym nieprzyjacielem, aż wreszcie zawstydzony Machajras musiał wrócić do Heroda pod Ammaus. Ale rozzłoszczony z powodu porażki, napadał po drodze wszystkich Żydów, zabijał nawet stronników Heroda, postępując z nimi tak, jak gdyby wszyscy byli sojusznikami Antygona.
7. Oburzony Herod chciał na Machajrasa natychmiast ruszyć i zbić go jak wroga, ale gdy nieco ostygł w gniewie, postanowił udać się do Antoniusza ze skargą na jego bezprawie. Machajras, pomiarkowawszy się, podążył do Heroda i przebłagał go. Herod wszelako z drogi do Antoniusza nie zawrócił, albowiem dowiedział się, że oblega Samosatę292, silną twierdzę nad Eufratem, więc zarówno chciał mu pomóc, jak i błysnąć przed nim męstwem. I rzeczywiście wskutek jego przybycia pierścień oblężenia zaraz silniej się zacisnął. Herod mocno poraził barbarzyńców, nabrał dużo łupów, Antoniusz zaś, który był zawsze wielbicielem jego męstwa, teraz jeszcze bardziej go pokochał, zasypując go pochwałami i rokując mu rychłe objęcie tronu. Król Antioch zaś musiał Samosatę poddać.
XVII
1. Nagle sprawy Heroda w Judei bardzo zły wzięły obrót293. Zostawił tam brata i pilnie mu zalecił, aby do jego powrotu żadnych kroków przeciwko Antygonowi nie poczynał, albowiem nie dowierzał Machajrasowi. Ale Józef, skoro tylko poczuł, że brata nie ma w pobliżu, niepomny jego słów rusza na Jerycho na czele pięciu kohort Machajrasa; chciał tam zrabować zboże, które właśnie dojrzewało. W górzystej i bezdrożnej okolicy napadli go nieprzyjaciele, mimo dzielnej obrony legł, a z nim padły wszystkie kohorty, składały się bowiem z samych nowobrańców syryjskich, a nie ze starego żołnierza, który zmieszamy z niedoświadczoną młodzią byłby jej dał niezawodnie silniejsze oparcie.
2. Antygonowi nie wystarczyło zwycięstwo, chciał się jeszcze pastwić nad zwłokami pobitego nieprzyjaciela. Gdy przy uprzątaniu poległych znaleziono ciało Józefa, kazał mu odrąbać głowę, chociaż brat poległego, Feroras, dawał mu za trupa pięćdziesiąt talentów. Ledwie że wieść o tym zwycięstwie Antygona dobiegła do Galilei, a zaraz się wszystko przeciw Herodowi ruszyło, głównych zaś jego stronników chwytano i topiono w jeziorze. Wrzenie poczęło się także w Idumei, gdzie właśnie Machajras naprawiał mury warowni zwanej Gitta294. Herod o tym wszystkim nic nie wiedział. Po wzięciu Samosaty Antoniusz zamianował namiestnikiem Syrii Sosjusza i kazał mu wspierać Heroda przeciw Antygonowi, sam zaś udał się do Egiptu. Sosjusz posłał też Herodowi do Judei dwie legie, za którymi niebawem zresztą wojska sam ruszył.
3. Herod bawił pod te czasy w Dafne około Antiochii. Nawiedza go sen, że brat ginie. Budzi się przerażony; wyskakuje z łoża. W tej chwili wchodzą do niego zwiastuny nieszczęścia. Herod nie oddawał się długo boleści z powodu zgonu brata; odkładając żałobę na później, ruszana wroga spiesznym pochodem. Przybywszy na Liban295, tworzy zastęp z ośmiuset górali; prócz tego znajduje tam całą legię rzymską. Nie czekając nawet brzasku, spada na Galileę. Nieprzyjaciel występuje z twierdzy i dąży naprzeciw niego. Herod uderza, spycha go z powrotem do warowni, przypuszcza nawet szturm, ale właśnie rozszalała się burza i musiał przed nią chronić się do okolicznych wsi. W ciągu kilku najbliższych dni zjawia się druga legia, przysłana przez Antoniusza. Wróg, widząc przed sobą siły przemożne, opuszcza warownię nocą i uchodzi.
4. Herod, chcąc jak najrychlej wywrzeć pomstę na mordercach brata, kieruje się na Jerycho, gdzie miał zdarzenie niezwykłe; a że z niego wyszedł cało, przeto poczęto mówić, iż cieszy się szczególną łaską Boga. Wieczorem podejmował u siebie wielu znakomitych gości. Ledwie biesiadnicy po skończonej uczcie wyszli na próg, dom nagle zawalił się. Z tego zdarzenia Herod wyciągnął wróżbę, że wprawdzie czekają go na wojnie wielkie niebezpieczeństwa, ale wyjdzie z nich cało. Nim zaczęło świtać, ruszył z wojskiem w pochód. Z gór zeszło ku niemu około sześciu tysięcy nieprzyjaciela; niepokoili jego przednie oddziały. Nie ważyli się wdać z Rzymianami w bój ręczny, tylko miotali z daleka oszczepy i ciskali kamienie, raniąc wielu. Sam Herod, gdy zbyt blisko podjechał na koniu, został raniony w bok oszczepem.