5. Antygon chciał dowieść nieprzyjacielowi, że przewyższa go nie tylko śmiałością, ale i liczbą wojsk; posłał tedy do Samarii z garścią żołnierzy jednego z swoich zaufanych imieniem Pappos. Z nim borykał się Machajras296, Herod zaś przebiegał wzburzony kraj, wpadł do pięciu miasteczek, ubił dwa tysiące mieszkańców, miasteczka zburzył i spalił, wreszcie wrócił do obozu, rozbitego pod wsią zwaną Kana.
6. Z Jerycha i z wszystkich okolic napływają do niego codziennie gromady Żydów. Jednych przypędza nienawiść względem Antygona, innych uniesienie dla zwycięskiego Heroda, większość jednak sprowadza tu dziwna żądza przewrotów. Herod pała chęcią zmierzenia się z nieprzyjacielem. Żołnierze Papposa, siłą przeciwnika niezastraszeni, ruszają naprzeciw niego. Powstaje walka. Z początku niektóre oddziały srogo naciskają Heroda. Ale ten, gnany wyłącznie żądzą pomsty brata, nie liczy się z żadnymi niebezpieczeństwami i sieje śmierć tak, jak gdyby każdy żołnierz nieprzyjacielski był brata jego zabójcą. Odparł tedy nacierających, przełamał szeregi tych, którzy mu czoło stawiali, aż wreszcie zmusił wrogów do ucieczki i jeszcze ich ścigał. Trup padał gęsto; Herod zapędził wrogów do wsi297, z której byli na niego wyruszyli, i zwłaszcza w ostatnich szeregach pierzchających wielkie porobił spustoszenia. Wreszcie wpadł do samej wsi, gdzie trzeba było zdobywać dom za domem i gdzie nieprzyjaciel bronił się na dachach. Gdy Herod pokonał tych, którzy walczyli zewnątrz domów, kazał dla wypłoszenia wroga domy burzyć, a pod zawalającymi się dachami mnóstwo żołnierzy ginęło. Kto stamtąd cało uszedł, wpadał na ostrze miecza, aż wreszcie wał trupów samym zwycięzcom zagrodził drogę. Ten pogrom odjął ducha nieprzyjacielowi; jeszcze tu i ówdzie zbierały się kupy, ale okropny widok całymi stosami leżących ciał takim przejął ich lękiem, że się rozpierzchli w nieładzie. Herod byłby zaraz ruszył na Jerozolimę298, ale zatrzymała go wyjątkowo ostra zima. Był to jedyny powód, dla którego nie wyzyskał zwycięstwa i nie zgnębił ostatecznie Antygona, mającego już nawet zamiar wycofania się z miasta.
7. Pod wieczór Herod, rozpuściwszy na odpoczynek swoich towarzyszy broni, cały jeszcze rozgrzany bitwą, poszedł zwyczajem żołnierskim wykąpać się, wziąwszy ze sobą dla posługi tylko pacholika. Gdy wchodził do łaźni, wyskoczył stamtąd żołnierz nieprzyjacielski z mieczem w ręku, potem drugi, trzeci, wreszcie cała ich kupa. Tu bowiem schronili się po bitwie, drżąc z przerażenia. Gdy król ich spłoszył, przebiegali pędem około nieuzbrojonego, szukając wyjścia. Że zaś przy królu nie było prócz owego pacholika nikogo, przeto uszli. Ale tylko dzięki ich przerażeniu Herod uniknął poważnego niebezpieczeństwa.
8. Nazajutrz Herod kazał uciąć głowę poległemu w bitwie Papposowi, strategowi Antygona, i posłał ją Ferorasowi na dowód, że śmierć ich brata została pomszczona. Pappos bowiem ubił wtedy w bitwie Józefa. Kiedy zima nieco złagodniała, Herod ruszył na Jerozolimę, podprowadził wojska pod same mury, a obóz rozbił naprzeciwko świątyni299. A właśnie upłynął rok trzeci, odkąd go Rzym wyniósł na króla Judei. Sądził, że zajął pod Jerozolimą dobre stanowisko, gdyż z tej strony właśnie zdobył ją dawniej Pompejusz. Rozdzieliwszy roboty oblężnicze między wojska, rozkazał dokoła miasta wyciąć całe zadrzewienie, sypać trzy wały i ustawiać na nich wieżyce. Przy robotach tych zostawił najzdolniejszych spomiędzy swoich podwładnych, sam zaś udał się do Samarii, aby pojąć za małżonkę córkę Aleksandra300, syna Arystobulowego, z którą, jak już o tym wspomniałem, był zaręczony. W ten sposób połączył oblężenie z weselem; albowiem już poczynał lekceważyć sobie przeciwników.
9. Gdy uroczystości weselne dobiegły do końca, wraca pod Jerozolimę z większym jeszcze wojskiem, gdyż przyłączył się do niego Sosjusz ze znaczną ilością konnicy i piechoty, który dążył ku Jerozolimie środkiem kraju, podczas gdy Herod obrał drogę na Fenicję301. Wszystkie te wojska Herodowe liczyły prawie jedenaście legionów piechoty i sześć tysięcy konnicy, nie biorąc pod uwagę posiłków syryjskich, które zresztą nie były znaczne. Rozłożono się po stronie północnej miasta. Za Herodem stało orzeczenie senatu, wynoszące go na króla, za Sosjuszem zaś rozkaz Antoniusza, który kazał mu całymi siłami swoimi popierać Heroda.
XVIII
1. Duszą zamkniętego w Jerozolimie ludu wstrząsały najsprzeczniejsze uczucia302. Słabsi gromadzili się dokoła świątyni głosząc, że szczęśliwy i błogosławiony ten, kogo śmierć z owego położenia wybawi; śmielsi łączyli się w bandy, popełniając liczne grabieże i plądrując głównie dzielnice podmiejskie, gdyż uczuwać się dawał brak żywności dla ludzi303 i paszy dla koni. Bardziej karna część obywateli stanęła do obrony miasta, płoszyła nieprzyjaciela sypiącego szańce i wszelakimi sposobami starała się udaremnić działanie machin oblężniczych. A w niczym tak nie przewyższali wroga, jak w robieniu podkopów.
2. Król, poczyniwszy różne zasadzki, położył koniec grabieżom. Potrzebom zaś swojego wojska zaradził w ten sposób, iż kazał sprowadzać żywność ze stron najodleglejszych. Sprawność rzymskich legionistów dawała królowi znaczną przewagę nad oblężonymi; jedynie pod względem śmiałości nikt się z nimi równać nie mógł; boju otwartego z Rzymianami unikali, bo byliby zawsze pobici na głowę, ale z podkopów wypadali, kiedy się ich najmniej spodziewano, a nim jakaś część muru została całkowicie zburzona, niesłychanie szybko dźwigali w tym miejscu mur nowy. Nie brakło tam nigdy ani rąk, ani wojennych pomysłów i z wszystkiego było widać, że się chcą bronić do upadłego. Pomimo przewagi Heroda wytrzymali oblężenie przez okrągłe pięć miesięcy304. Aż nareszcie w czasie szturmu doborowi Heroda żołnierze wdarli się na mur, za nimi ruszyli centurionowie Sosjusza i całe wojsko. Najpierw fala zdobywców zalała dzielnicę dokoła świątyni305, następnie wojska wpadły do samego miasta i wtedy rozpoczęła się rzeź. Rzymianie byli rozwścieczeni z powodu długotrwałego oblężenia, Żydzi zaś Heroda chcieli wytępić wszystkich stronników obozu przeciwnego. Gromadami tedy padał mordowany lud, czy to po domach, czy w wąskich uliczkach, czy też na dziedzińcu świątyni. Nikogo tam nie szczędzono, ani starców, ani dzieci, ani kobiet. Na próżno król rozsyłał na wszystkie strony, aby zaniechano rzezi. Nie spoczęła tam żadna ręka; żołnierzy ogarnął szał mordu. Teraz i Antygon wyszedł ze swojej twierdzy i jak gdyby zupełnie nie zdawał sobie sprawy z całej przeszłości ani z chwili, jaka nastała, przypadł Sosjuszowi do nóg. Tego jednak nie wzruszyła podobna igraszka losu. Zaśmiał mu się w oczy i powiedział, że jest nie Antygonem, lecz Antygoną306. Ale choć go nazwał kobietą, kazał go związać i dobrze pilnować.
3. Teraz, gdy miasto było już zdobyte, Herod pragnął przede wszystkim ukrócić wybryki cudzoziemskiego żołnierza, który party ciekawością gromadami całymi pchał się do świątyni i Przybytku. Król powstrzymywał ich prośbami, groźbami, a niekiedy nawet siłą zbrojną; wiedział bowiem, że w oczach ludu zwycięstwo jego okryłoby się hańbą, gdyby przybysze wtargnęli tam, dokąd nie wolno było wchodzić nawet prawowitemu Żydowi307. Starał się także kres położyć dalszemu plądrowaniu miasta. Raz za razem zapytywał Sosjusza, czy Rzymianie chcą Jerozolimę całkiem ogołocić z mieszkańców i dobytku, a uczynić go królem ruin; bo gdyby można zdobyć panowanie nad całym światem za krew, która się tutaj leje, to wolałbym się tego panowania całkiem zrzec. Sosjusz odpowiedział mu na to, że plądrowanie jest zwykłą nagrodą legionisty za poniesione trudy w czasie oblężenia. Wtedy Herod oświadczył, że wynagrodzi każdego żołnierza z własnego skarbca. Tym przyrzeczeniem uratował resztę miasta; a co obiecał, wykonał natychmiast. Każdego żołnierza po kolei obdarzył hojnie, dowódców stosunkowo jeszcze hojniej, Sosjusza zaś wprost po królewsku. Każdy odchodził od niego dobrze obładowany. Sosjusz złożył Bogu na ofiarę złoty wieniec, a następnie opuścił Jerozolimę, aby Antygona dostawić Antoniuszowi. Antygon był tak przywiązany do swego nikczemnego żywota, że do ostatniej chwili oddawał się złudnym nadziejom308. Nikczemny był, zginął też nikczemnie pod toporem.
4. Król Herod przystąpił teraz do rozdzielenia nagród i wymierzenia kar. Licznym, a wiernym stronnikom swoim porozdawał urzędy, czym ich sobie jeszcze bardziej zjednał, ludzi zaś Antygona pokarał śmiercią. W końcu brakło mu już pieniędzy; kazał tedy stopić wszystkie swoje klejnoty i bić z nich monetę, którą posłał Antoniuszowi i jego powiernikom. Ale nie okupił sobie tym dostatecznego bezpieczeństwa. Albowiem Antoniusz, który rozgorzał miłością dla Kleopatry, stał się był już wtedy zupełną igraszką w jej rękach. Kleopatra ograbiła i straciła wszystkich członków swojej rodziny, tak że ani jeden przy życiu nie został. Teraz krwawe oko zwróciła nieco dalej. Zaczęła przed Antoniuszem oczerniać władców syryjskich, nastając na ich życie, aby tym łatwiej stać się panią ich posiadłości. Z kolei spojrzenie jej padło także na Judeę i Arabię; czyniła tedy zabiegi, aby usunąć królów tych krain, Heroda i Malchosa.