2. Takie listy sprowadzał sobie za pieniądze z Rzymu jeszcze dawniej, przed wyjazdem z Judei. Herod nie mógł go jednak podejrzewać, bo Antypater, pokazując mu te listy, bronił młodzieńców i sam robił przypuszczenia, iż mogą być one sfałszowane. Dodawał wszakże, że gdyby nawet listy te były prawdziwe, to zawarte w nich oskarżenie dowodziłoby najwyżej młodzieńczej lekkomyślności. Listy takie kosztowały go bardzo drogo, a ponieważ ostatecznie trzeba było i otoczenie jakoś w błąd wprowadzić, przeto zaczął skupować różne drogocenne szaty, wezgłowia, złote i srebrne puchary oraz wiele innych równie kosztownych przedmiotów, aby wśród wydatków, jakie na to ponosił, ukryć to, co płacił fałszerzom listów. Toteż w końcu wydatki jego wyniosły dwieście talentów, które, jak pozorował, głównie poszły na sprawę z Syllajosem. Teraz tedy wyszły na jaw wszystkie jego zbrodnie, cięższe i lżejsze. Wszyscy bowiem, których brano na tortury, zeznali, że dopuścił się zamachu na życie ojca, listy owe natomiast dowodziły, że dopuścił się drugiego zamachu na życie braci. Tedy sprawy jego w Judei stały bardzo źle, a jednak nikt mu o tym do Rzymu nie doniósł, aczkolwiek od owych badań do jego powrotu upłynęło siedem miesięcy. Dowodzi to, że był istotnie przez wszystkich znienawidzony. A może zresztą tym, którzy do niego pisać chcieli, pogroziły ręką cienie zamordowanych braci. On sam zaś nadesłał z Rzymu list, w którym zapowiadał rychły powrót i w którym się chwalił, jak zaszczytne Cezar wyprawił mu pożegnanie.

3. Król, któremu już się bardzo spieszyło, aby zdrajcę dostać w ręce, a bał się, żeby go kto nie spłoszył, sam teraz począł do niego pisać listy obłudne, pełne udanej życzliwości i wyrażające pragnienie rychłego jego powrotu. Twierdził, że tylko z jego pomocą będzie mógł odeprzeć oskarżenia, jakimi obarczono jego matkę. Albowiem wydalenie matki z dworu nie ukryło się przed Antypatrem. Nieco wcześniej doszedł go jeszcze do Tarentu list z wiadomością o śmierci Ferarosa. Bardzo go opłakiwał, aż niektórzy zaczęli przypuszczać, że istotnie wuja niezmiernie kochał. Zdaje się jednak, że żałował raczej udaremnionego zamachu i że opłakiwał w Ferorasie stratę nie wuja, lecz spiskowca. Trwożył się, aby w jakiś sposób nie wygrzebano owej trucizny. Otrzymawszy jednak w Cylicji jeden ze wspomnianych wyżej listów ojca, ruszył pospiesznie dalej. Ale gdy wylądował w Kelenderis416, ogarnęły jego duszę nie tylko nowe niepokoje o matkę, ale i złe przeczucia co do własnego losu. Rozważniejsi przyjaciele radzili mu, aby nie stawał przed ojcem, dopóki się nie dowie, z jakiego powodu matka została przez niego wydalona; bo kto wie, czy go w sprawę matki nie wplątano. Ale przyjaciele lekkomyślniejsi, którym się już do domu spieszyło, tłumaczyli mu, że właśnie powinien co rychlej wracać, aby wahaniem nie wzbudzić podejrzeń ojca i jeżeli znaleźli się jacyś oszczercy, śmiało stawił im czoło. Bo jeżeli zakwitły gdzie nowe obmowy, to tylko dzięki jego nieobecności; po jego powrocie wszystko to zwiędnie i opadnie. Byłoby zresztą rzeczą bezrozumną na podstawie tak nikłych przypuszczeń umykać się od bijących w oczy korzyści. Niechaj tedy jak najprędzej dąży do ojca i stara się ująć ster władzy, którą Herod z słabej już ręki wypuszcza. Antypater, gnany przez złe duchy, posłuchał tej rady, wsiadł na okręt i zawinął do Sebastos, portu Cezarei.

4. Ale tu nagle pokazało się, że został przez wszystkich opuszczony. Każdy go omijał, nikt nie śmiał się do niego zbliżyć. Dawna skryta nienawiść mogła teraz występować jawnie. Ci i owi zresztą unikali go z obawy przed królem. Całe miasto było już pełne złowrogich wieści, tylko on jeden nic w dalszym ciągu nie wiedział. Nikogo chyba na drogę do Rzymu nie żegnano tak wspaniale, a po powrocie nie witano tak sromotnie. Zaczął już przeczuwać, że go coś złego w domu czeka. Targa nim śmiertelna trwoga, ale siłą woli panuje nad swoją twarzą i nad swoją postawą. Wracać nie mógł; wyjścia z nastawionych matni nie było. Zresztą wskutek surowego nakazu króla nic właściwie pewnego nie wiedział. Jedno mu tedy pozostało: nadzieja, że nic nie wykryto albo jeżeli nawet coś wykryto, że go przecie nie zawiedzie ani chytrość, ani przebiegłość, bo już na nic więcej liczyć nie mógł.

5. Obarczony tymi myślami wstępował do pałacu królewskiego, ale już zupełnie sam, bo jego przyjaciół od pierwszej zaraz bramy obelżywie417 odepchnięto. W pałacu znajdował się właśnie Warus418, zarządca Syrii. Antypater zbliżał się do ojca z całą bezczelnością i chciał go powitać. Ale ten zasłonił się rękami i odwróciwszy twarz, krzyknął: „Iść tak bezczelnie w mój uścisk po tylu zbrodniach może zaiste tylko niedoszły ojcobójca! Precz, człowieku bez czoła! Nie tykaj mnie, póki się nie oczyścisz z zarzutów! Na sąd cię powlokę, a oto sędzią niechaj będzie Warus, który mi tutaj w porę przybył. Masz dość czasu do jutra, abyś obmyślił, jak się bronić. Idź tedy i wysilaj swą chytrość!”. Spiorunowany Antypater, nie zdobywszy się na słowo odpowiedzi, wyszedł. Niebawem odwiedziły go matka i żona, opowiadając mu o wszystkim, co zostało wykryte. Antypater jął powoli zbierać myśli i zastanawiać się nad tym, jakby się mógł bronić.

XXXII

1. Nazajutrz Herod złożył sąd z krewnych, dworzan, a także przyzwał przyjaciół Antypatra419. Przewodniczyli on i Warus. Herod kazał wprowadzić wszystkich świadków, między którymi znaleźli się schwytani świeżo służebnicy matki Antypatra, którzy mieli mu zanieść od niej list tej treści: „Ponieważ ojciec wie już o wszystkim, przeto uciekaj, chyba że możesz liczyć na poparcie Cezara”. Kiedy już wszyscy świadkowie swoje zeznali, Antypater padł na twarz u nóg ojca i zawołał: „Błagam cię, ojcze, nie potępiaj, póki mnie nie wysłuchasz bez uprzedzenia. Bo jeżeli tylko pozwolisz, to udowodnię, że jestem niewinny”.

2. Herod odkrzyknął mu, aby zamilkł. A potem w te słowa zwrócił się do Warusa: „Nikt nie wątpi, przyjacielu, że jako sprawiedliwy sędzia widzisz w Antypatrze człowieka upadłego. Boję się tylko, abyś do mnie obrzydzenia nie nabrał i nie powiedział, że zasłużyłem na to nieszczęście, spłodziwszy takich synów. A jednak współczuj mi, bo byłem dla tych wyrodków najczulszym ojcem. Dwóch synów w wieku jeszcze młodzieńczym królewskimi otoczyłem zaszczytami, wysłałem do Rzymu dla nauki, zbliżyłem ich do Cezara, że wszyscy królowie świata im tego zazdrościli; aż się okazało, że nastawali na moje życie, przeto musieli umrzeć. Nie chodziło mi tyle o siebie, ile o Antypatra, któremu chciałem tron zabezpieczyć. Ale ten potwór, nadużywając mej dobroci, jął zuchwale przeciwko mnie spiskować. Żyłem mu za długo; przykrzyła mu się starość moja. Chciał po trupie ojca wstąpić na tron. Tu ja sam przede wszystkim jestem winien, żem odepchniętego na powrót w dom przyjął i naznaczył w dodatku dziedzicem tronu, usuwając synów urodzonych z królowej. Chyba mi się wtedy, Warusie, umysł zamroczył! Pokrzywdzeni na rzecz Antypatra synowie powstali przeciwko mnie. Czyż im jednak świadczyłem takie dobrodziejstwa, jak temu? Za życia całą prawie władzę złożyłem w jego ręce; w testamencie naznaczyłem go swoim następcą; wydzieliłem mu osobistych dochodów pięćdziesiąt talentów. Zasypywałem go bogactwami. A świeżo na drogę do Rzymu ofiarowałem mu trzysta talentów. Ukazałem go Cezarowi jako jedynego w całej rodzinie zbawcę ojca. A czyż który z nich posunął się do takiej zbrodni jak Antypater? Czyż zebrano przeciwko nim podobne dowody? I ten nikczemnik, spiskujący przeciw własnemu ojcu, chce się tu jeszcze bronić zuchwale i chytrymi podstępami zamazywać prawdę. Strzeż się, Warusie, dobrze poznałem tego potwora! Wiem, jak będzie nam w oczy błyskał pozorami prawdy, jak obłudnymi jękami będzie nas chciał chwytać za serca. To on mnie przed nieżyjącym Aleksandrem ostrzegał, to on mi radził, abym swej osoby nie oddawał byle komu pod opiekę. On strzegł mego łoża, aby mnie kto skrycie nie napadł; on był stróżem mego snu, mego bezpieczeństwa; on był mi pocieszycielem w żałobie nad straceńcami, on miał czuwać nad myślami pozostałych braci, ten mój stróż, mój brońca! Jeżeli uprzytomnię sobie, Warusie, całą jego chytrość i obłudę, zrozumieć mi trudno, że uszedłem z matni takiego zdrajcy i że dotąd żyję! Ale jeżeli jakiś demon chce wyludnić mój dom i wciąż przeciwko mnie najbliższych podburza, mogę biadać nad losem niesprawiedliwym, płakać nad osamotnieniem, ale nie ujdzie mi żaden, co łaknie mojej krwi, choćby przyszło wytracić całe moje plemię!”

3. Powiedziawszy to, zamilkł, a że był nadto poruszony, kazał jednemu z dworzan imieniem Mikołaj wytaczać dalej wszystko, co się było okazało. Lecz Antypater, który wciąż leżał u stóp ojca, uniósłszy głowę, zawołał: „W twoich własnych słowach, ojcze, kiełkuje wszystko na moją obronę. Bo jakiż to ze mnie ojcobójca, skoro, jak sam powiadasz, zawsze we mnie miałeś stróża? Kłamstwem i obłudą nazwałeś miłość moją ku tobie? Ale czymże byłaby ta moja przebiegłość, o której tyle mówisz, gdyby mnie nie była ostrzegła, że takich potworności nawet przed ludźmi ukryć niepodobna, a cóż dopiero przed sędzią niebieskim, wszechobecnym i wszechwidzącym? A czy to nie byłem świadkiem, jak okropnie Bóg pokarał braci moich za podobną zbrodnię? I czemuż miałbym nastawać na ciebie? Aby zostać królem? Ja już byłem królem! Podejrzenie, że mnie nienawidzisz? Czyż nie byłem kochany? Lękać się innych, żem stał przy tobie? Ależ, żem przy tobie stał, inni się właśnie mnie lękali! Skarbów mi brakło? Nikt tak nie opływał w dostatki. Ale gdybym nawet był wyrzutkiem ludzkości, gdybym miał nawet duszę dzikiego zwierza, ty, ojcze, dobrodziejstwami umiałeś nikczemność na cnotę zamieniać. Wszakżeś mnie, jak sam wyznałeś, przygarnął do domu, nad inne dzieci postawił, królem obok siebie uczynił, że każdy mnie zazdrośnie wybrańcem losu nazywał! Przeklinam tę podróż nieszczęsną, bo wskutek niej zrodziła się twoja niełaska, bo wypełzali ku tobie wszyscy moi oszczercy i czas mieli, by syczeć przeciwko mnie! Ale, ojcze, wszakże to dla ciebie podjąłem tę podróż, wszakże chodziło o to, aby Syllajos nie urągał siwym twoim włosom. Niechaj Rzym mówi, jak ciebie kochałem, niechaj Cezar powtórnie podniesie rękę i na mnie wskaże jako na wzór miłości synowskiej! Przyjmij, ojcze, list jego. Tu prawda, a nie tam, wśród tych oszczerców. Tu moja obrona jedyna, tu jedyne świadectwo mojej ku tobie miłości. Pomnij, jak niechętnie odjeżdżałem; wiedziałem, że pozostawiam za sobą kryjącą się wszędzie zawiść. Tyś mnie bezwiednie wtrącił w otchłań tego nieszczęścia, boś mnie zmusił, żem na chwilę z rąk wypuścił duszoną zazdrość, która też zaraz przeciwko mnie głos podjęła oszczerczy. Ale wróciłem! I oto śmiało staję twarzą w twarz przeciw wszystkim rzekomym dowodom. Wróciłem i ani morze nie ściągnęło mnie do swych głębin, ani też wstrząśnięta ziemia ojcobójcy nie pochłonęła. Lecz na nic mi to wszystko! Przeklął mnie ojciec, więc przeklął mnie Bóg!420 Ale błagam cię, nie wierz zeznaniom ludzi rozpiętych na mękach. Niech na mnie przyniosą ogień, niech w moje wnętrzności zanurzy się ręka oprawcy! Niechaj was litość nie ogarnia, gdy z ust wyrodka dobędą się jęki, bo jeżeli rzeczywiście jestem ojcobójcą, to niechaj mnie zaraz rozciągną na mękach!”. Tak mówił, zalany łzami, szlochając. Wszystkich do żywego poruszył, nawet litość wzbudził Warusa. Tylko Herodowe oko było suche, a gniewem roziskrzone, albowiem nadto był przeświadczony o prawdziwości oskarżeń.

4. Teraz na rozkaz króla zabrał głos Mikołaj421. Mówił wiele o chytrości Antypatra i z wolna całe współczucie dla niego rozproszył. Ciężkie wytoczył zarzuty, składał na niego różne nikczemności, a wszystkie spomiędzy tych, które się działy na dworze, śmierć dwóch braci, co to poginęli wskutek matactw Antypatrowych, nastawanie na innych członków królewskiej rodziny, którzy by mogli stać mu na drodze do tronu. A kto chciał podać truciznę ojcu, temu i braci mordować nietrudno. Przytoczywszy dowody tyczące zamierzonego otrucia, mówił z oburzeniem, jak to Antypater i Ferorasa do bratobójczego zamachu wciągał, jak w to zaplątał najbardziej Herodowi oddanych przyjaciół, jak ostatecznie z pałacu królewskiego uczynił prawdziwą jaskinię zbrodni. Przytoczywszy jeszcze cały szereg innych dowodów, zakończył.

5. Gdy Warus następnie zapytał Antypatra, co miałby do powiedzenia na swoje usprawiedliwienie, ten zawołał tylko: „Bóg jest świadkiem mojej niewinności!”. I leżał dalej w milczeniu. Warus kazał przynieść truciznę i podać ją pewnemu skazańcowi. Ten, połknąwszy ją, zmarł natychmiast. Warus odbył jeszcze tajną naradę z Herodem i ułożywszy o wszystkim sprawozdanie dla Cezara, wyjechał nazajutrz. Herod kazał Antypatra uwięzić, a Cezarowi doniósł o swoim nieszczęściu.