1. Gdy Gajusz został Cezarem, szczęście taką nadęło go pychą551, że począł uważać się za Boga, innym kazał, by go Bogiem nazywali, pozbawił ojczyznę ludzi najwybitniejszych rodów, a także na Judeę552 przeniósł swoje ohydy. Ni stąd ni zowąd wysłał do Jerozolimy Petroniusza na czele wojska553, aby w świątyni ustawił jego wizerunki554, gdyby zaś Żydzi chcieli stawić opór555, miał winnych ukarać śmiercią, a naród cały sprzedać w niewolę. Ale Bóg przecież nie dopuścił do tego. Petroniusz na czele trzech legii i licznych posiłków syryjskich ruszył z Antiochii do Judei. Jedni spomiędzy Żydów nie wierzyli pogłoskom o wojnie, drudzy, uwierzywszy, łamali sobie głowę, jakby się bronić. Niebawem jednak cały naród popadł w trwogę, bo wojsko ujrzano już pod Ptolemaidą.
2. Jest to miasto556 nadmorskie Galilei, położone w pobliżu Wielkiej Równiny557 i otoczone górami: od wschodu w odległości sześćdziesięciu stajań dźwigają się góry galilejskie, od południa w odległości stu dwudziestu stajań widoczny Karmel, a od północy w odległości stu stajań wznosi się góra znacznej wysokości, którą ludność miejscowa zwie Drabiną Tyryjczyków558. O dwa stajania za miastem płynie maleńki potoczek Beleos559, w pobliżu którego stoi posąg Memnona560. Znajduje się też tam szczególna kotlinka561 obwodu jakich stu łokci562, a z niej dobywają szklisty piasek. Skoro go wybiorą na stojące w pobliżu okręty, kotlinka znowu zapełnia się nim, gdyż wiatry jakby umyślnie zwiewają do niej piasek, który się tam zaraz w szkło zamienia. A to najbardziej dziwnym mi się wydaje, że szkło, które z powodu przepełnienia się kotlinki z niej się przesypie, na powrót w zwyczajny zamienia się piasek. Taka jest przyroda tej okolicy563.
3. W równinie pod Ptolemaidą zebrali się Żydzi z żonami i dziećmi, błagając Petroniusza, aby miał wzgląd przede wszystkim na Zakon, a następnie i na nich samych. Petroniusz wzruszony widokiem owych błagających tłumów, zostawił w Ptolemaidzie legie i wizerunki564 i ruszył do Galilei, nakazując, aby w Tyberiadzie zebrali się wszyscy, zwłaszcza starszyzna. Tam też mówił im o potędze Rzymian, o groźbach Cezara; wskazywał, jak są bezrozumni w swym oporze. Albowiem wszystkie ujarzmione ludy ustawiły w miastach swoich między posągami bogów posągi Cezara, a jeżeli jedni Żydzi tego uczynić nie zechcą, będzie to względem Cezara i obelga, i bunt.
4. Żydzi powoływali się na Zakon i na obyczaje, które nie pozwalają ustawiać rytego obrazu Boga, a więc tym bardziej człowieka, i nie tylko w świątyni, ale w jakimkolwiek miejscu ich krainy. Tedy rzekł do nich Petroniusz: „I ja muszę być posłuszny zakonowi mego pana, bo gdybym go naruszył, całkiem słusznie przypłaciłbym to życiem. Zresztą ten z wami będzie wojnę prowadził, kto mnie tu przysłał, nie ja. Bo i ja tak samo jestem od niego zależny, jak wy”. Wtedy krzyknął wszystek lud, że gotów jest cierpieć565 za swój Zakon. Petroniusz, uciszywszy tłumy, zapytał: „Chcecie tedy wojny z Cezarem?”. Na co mu Żydzi odpowiedzieli, że codziennie dwukrotnie składają ofiary za pomyślność Cezara i Rzymian, ale gdyby chciał owe wizerunki ustawić, musiałby pierwej cały naród żydowski wyniszczyć, gdyż wraz z żonami i dziećmi gotowi są pójść na rzeź. Petroniusz uczuł podziw i współczucie, gdy ujrzał, jak niewzruszony jest ów lud w swej czci dla Boga i jak przygotowany iść za to na śmierć. Nie zdziaławszy tym razem nic, rozpuścił tłumy.
5. Następnych dni wzywał do siebie starszyznę, potem znowu lud, prosił, przekonywał, groził, powoływał się na potęgę Rzymu, na gniew Cezara, przedstawiając, że prze go konieczność. Widząc wreszcie, że to żadnego nie odnosi skutku i lękając się, że rola całkiem nie będzie zasiana, gdyż w porze siewów lud przez pięćdziesiąt dni do niczego się nie brał, zwołał ich raz ostatni i tak im powiedział: „Spróbuję, czy mi przy pomocy Bożej nie uda się przekonać Cezara, a jeżeli gniew jego na mnie za to spadnie, chętnie oddam duszę za taką liczbę ludu”. Rozpuścił tłumy, żegnany ze wszystkich stron błogosławieństwami, wstąpił po wojsko do Ptolemaidy i udał się następnie do Antiochii. Stamtąd doniósł Cezarowi o swym wkroczeniu do Judei, z kolei o tym, jak go lud błagał i jak musiałby cały naród wytępić, a kraj zniszczyć, gdyby chciał skruszyć Zakon żydowski, a jego wolę przeprowadzić. Gajusz na list ten odpisał bardzo nieumiarkowanie i groził Petroniuszowi śmiercią za tak opieszałe spełnianie jego rozkazów. Wszelako złożyło się, że poseł wiozący pismo cesarskie przez trzy miesiące był po morzu miotany burzami, a tymczasem ci, którzy już wieźli wiadomość o śmierci Gajusza, płynąwszy szczęśliwiej, sprawili, że Petroniusz najpierw otrzymał wiadomość o śmierci Cezara, a dopiero w dwadzieścia siedem dni później to srogie pismo.
XI
1. Gajusz bowiem padł z ręki skrytobójczej po trzech latach i ośmiu miesiącach panowania566, wojska zaś stojące w Rzymie osadziły na tronie Klaudiusza567. Wszelako senat, mając w pamięci okrucieństwa Gajusza i posiadając zapewnienie konsulów Sencjusza Saturninusa i Pomponiusza Secundusa, że może liczyć na wierność trzech legii, zebrawszy się na Kapitolu, postanowił wszcząć wojnę z Klaudiuszem i potem albo wskrzesić dawniejsze rządy optymatów568, albo też drogą wyboru zdać władzę człowiekowi godziwemu.
2. Agryppa bawił właśnie w Rzymie i tak się złożyło, że równocześnie wezwał go senat na naradę i Klaudiusz do obozu, aby sobie zapewnić jego usługi. Ten, widząc, że Klaudiusz jest już właściwie Cezarem, udał się nie do senatu, lecz do niego. Klaudiusz wyprawił go do senatu jako posła, by tam wyłożył jego zamiary: że został wbrew woli swojej przez wojsko władcą obwołany, że żadną miarą nie może lekceważyć tego zapału legionistów, lecz nie widzi569 w tym szczęścia, bo władza ma swoje niebezpieczeństwa. Zresztą, objąwszy władzę, chce być kierownikiem łagodnym, a nie tyranem. Zadowoli się właściwie samym tytułem, gdyż we wszystkich sprawach zamierza odwoływać się do ludu; bo choćby i z natury nie był zbyt umiarkowany, wszelako śmierć Gajusza jest dla niego pouczającym przykładem.
3. Agryppa słowa te senatowi powtórzył. Senat wszelako, licząc na wojsko i na słuszność sprawy, odpowiedział, że w ponowną niewolę dobrowolnie nie pójdzie. Klaudiusz, usłyszawszy to, znowu kazał przez Agryppę powiedzieć, że nigdy nie opuści tych, którzy mu poprzysięgli wierność, i że przeto zmuszony jest podjąć bój z tymi, z którymi bynajmniej nie chciałby walczyć; ale należy wybrać na bitwę jakieś miejsce poza miastem, byłoby bowiem rzeczą niegodną z powodu fałszywego kroku senatu zbryzgać krwią bratnią święte ojców siedziby. Agryppa poniósł to oświadczenie senatowi.
4. Wówczas jeden z legionistów, którzy stali po stronie senatu, dobywszy miecza zawołał: „Towarzysze broni! Czyż mamy570 mordować braci naszych i rżnąć krewnych, że oświadczyli się za Klaudiuszem, gdy jest to samowładca, któremu nic zarzucić nie można? Tam są ludzie, względem których mamy obowiązki, a my na nich z bronią w ręku ruszać zamierzamy?”. Rzekłszy to, wyszedł, kierując się przez sam środek zgromadzenia, i pociągnął za sobą wszystkich żołnierzy. Odejście ich zatrwożyło patrycjuszów. Widząc, że nie ma dla nich innego ratunku, udali się za żołnierzami do obozu Klaudiusza. Ale zaraz za murami natknęli się na tłum żołnierzy, chcących się rzucić na nich jako na nieprzejednanych przeciwników Cezara. I byliby postępujący przodem eupatrydzi571 legli pod ciosami żołnierzy, nim by Klaudiusz w ogóle coś o tym posłyszał, gdyby nie Agryppa, który udał się do niego pospiesznie i powiadamiając go o niebezpieczeństwie, nie zwrócił mu na to uwagi, że jeśli nie poskromi rozjątrzonych żołnierzy, to padną ci, którzy jedynie są w stanie otoczyć blaskiem jego władzę, i że w razie przeciwnym zostanie po prostu królem pustyni.