3. Po ukończeniu oszańcowania żołnierze oddziałami udają się do namiotów na spoczynek w wielkim ładzie i składzie. Wszystkie ich czynności ten sam cechuje porządek, ta sama sprawność, każdy oddział kolejno zajmuje się znoszeniem drzewa, niezbędnej żywności, wody. Nikt nie może spożywać posiłku obiadowego czy wieczerzy w porze dowolnej, ale czynią to razem, na znak trąbki kładą się na spoczynek i zrywają się z legowisk, nic tam w ogóle nie dzieje się bez komendy. O świcie oddziały witają swych centurionów, ci znowu trybunów, a potem wszyscy naczelnicy udają się do głównego wodza, który obwieszcza im hasło i wydaje dzienne rozkazy, aby je dalej podwładnym swoim ponieśli. Taki sam ład panuje w czasie bitwy i dlatego to tak sprawnie, zwartymi postępując szeregami, umieją nacierać lub też w miarę potrzeby dokonywać odwrotu.
4. Zanim opuszczą obóz, trąbka daje znak i wtedy każdy przerywa spoczynek, wszyscy zwijają namioty799, czyniąc wszelkie przygotowania do wymarszu. Powtórnie odzywa się trąbka: żołnierz szybko stara się objuczyć zwierzęta i już każdy jest gotów niby ów biegacz, co to stanął u linki startowej. Następnie puszczają z dymem obozowe zabudowania, najpierw dlatego, że w razie potrzeby łatwo im wznieść nowe, po wtóre i z tej przyczyny, aby z nich wróg nie mógł korzystać. Po raz trzeci rozlega się trąbka, dając znak do wymarszu, i tych, co się z jakiegoś powodu opóźnili, nagli, by spieszyli do szeregów. Wtedy stojący po prawej wodza naczelnego praeco800 pyta trzykrotnym wołaniem w ojczystej mowie żołnierza, czy wszystko jest w pogotowiu do bitwy. Takimże trzykrotnym okrzykiem donośnym, a raźnym wojsko przytwierdza, uprzedzając niekiedy praecona przez wzniesienie prawicy i okrzyk pełen wojennego zapału.
5. Tedy wojsko rusza w pochód i dąży spokojnie i składnie, każdy w pokoju i wojnie pilnie trzymając się szeregu. Piechota nosi pancerz i hełm, a z obu boków ma przypasaną broń sieczną: dłuższy miecz po lewej i króciutki na jedną piędź801 po prawej802. Piechota doborowa, otaczająca wodza, ma włócznie i okrągłe tarcze, pozostała jest uzbrojona w oszczepy i tarcze podłużne, a oprócz tego ma przy sobie piłę, koszyk, rydel, siekierę, wiązkę rzemieni, sierp, łańcuch i żywność na trzy dni. Tym sposobem każdy piechur jest niemal tak obładowany jak zwierzę juczne. Jeźdźcy noszą po prawej duży miecz, a w ręku dzierżą długą włócznię. U boku rumaka zwiesza się podłużna tarcza, w kołczanie zatknięte trzy dziryty lub więcej, długości oszczepów, o ostrzu płaskim. Hełmy i pancerze są takie jak u piechoty. Jazda wyborowa, tworząca straż dokoła stratega, odrębnego uzbrojenia nie posiada. Na czoło wojska jako straż przednia wysuwa się zawsze legia, która na to los wyciągnęła.
6. Taki jest ład u Rzymian w pochodzie, spoczynku i uzbrojeniu. Bitwą nie kieruje przypadek, we wszystkich ich działaniach jest myśl, a po każdym postanowieniu następuje bezpośrednio czyn. Dlatego tak rzadko błądzą, a zbłądziwszy, tak łatwo pomyłki naprawiają. Nad przypadkową wygraną milsza im niemal porażka, byle wszystko, co się stało, było owocem rozwagi. Bo według nich ślepe szczęście tylko do lekkomyślności usposabia, a rozmysł, choćby go powodzenie nie uwieńczyło, uczy jak działać i jak strzec się porażki. Dlatego też przypadkowego powodzenia nie poczytują sobie za zasługę, gdy tymczasem w razie klęski, choć ich zawiodły rachuby, pozostaje im ta pociecha, że przynajmniej działali rozważnie.
7. Ćwicząc się we władaniu bronią, rozwijają nie tylko dzielność ciała, ale i ducha. Postrach jest u nich także środkiem skutecznym. Prawo ich karze śmiercią nie tylko za zbiegostwo z szeregów, ale także za drobniejsze przekroczenia. Lecz władza ich naczelnego wodza jest nad wszelkie prawa straszniejsza. Władzę tę można by względem winnych nazwać srogą, gdyby jej nie równoważyły zaszczytne odznaczenia, jakimi wynagradza zasługę. Posłuszeństwo żołnierzy względem wodzów jest tak wielkie, że w czasie pokoju wszystko ma pozór popisu, a w zamęcie bojowym wojsko jest tak sprawne jak członki jednego ciała. Szeregi zwarte803, poruszenia ich lotne, ucho chwyta rozkazy, oko wszelkie skinienie, a ręka w mig ima804 się czynu. I oto przyczyny, że działają tak szybko, że nie łatwo ulegną, bo nie stropi ich szeregów805 ani liczba nieprzyjaciela, ani podstęp, ani przeszkody naturalne, ani przypadek, bo bardziej niż w los wierzą w zwycięstwo swoje. Jakże się tedy dziwić, że naród, który pierwej coś rozważy, nim przedsięweźmie806, i który w swych wojskach takich woli swej posiada wykonawców, utworzył państwo sięgające na wschodzie Eufratu, na zachodzie Oceanu, na południu żyznych Libii przestrzeni, na północy zaś Istru i Renu? Można by raczej powiedzieć, że dzielność ich wcale jeszcze do tych ziemnych nie dotarła kresów, za które sprawność ich sięgnąć by już dalej nie mogła807.
8. Tego wszystkiego nie mówi się tutaj, aby ich zachwalać, ale raczej dlatego, by ujarzmionych pocieszyć, a buntujących się do jakiegoś doprowadzić opamiętania. Może zaś opis wojskowych urządzeń Rzymian pouczy czegoś tych, którzy takie rzeczy cenią, ale się z nimi zapoznać nie mogli. Po tym odskoku wróćmy na drogę dalszej naszej opowieści.
VI
1. Wespazjan z synem Tytusem bawił tymczasem w Ptolemaidzie, doprowadzając wojska do gotowości bojowej, natomiast Placidus krążył po Galilei, wielu obywateli chwytał i zabijał, wszelako przeważnie różną słabiznę i zbiegów808, gdyż, jak się sam przekonał, wszelki bardziej do walki sposobny mąż cofał się do miast obwarowanych przez Józefa. Postanowił tedy ruszyć od razu na twierdzę spomiędzy wszystkich najsilniejszą, a mianowicie na Jotapatę, w nadziei, że ją nagłym podchodem zaskoczy, bez trudu zajmie, czym na wstępie zyska sobie dobre imię u obu wodzów i szalę całej dalszej wojny już w jej początkach na stronę Rzymian przeważy; bo gdy padnie twierdza najbardziej warowna, miasta pozostałe zastraszą się i poddadzą. Wszelako srodze omyliły go te rachuby. Albowiem mieszkańcy Jotapaty w porę zawiadomieni o jego zbliżaniu się wyszli zbrojnie przed miasto i tu go czekali, a gdy się pokazał, wykonali nagły napad, mężnie, dzielnie, z wiarą, że walczą za ojczyznę zagrożoną, za swe żony i dzieci. Rychło też zmogli Rzymian, powalili ich i poranili, wszelako zaledwie siedmiu udało się im zabić, gdyż cofali się w wielkim porządku, a żydowskie miecze dobrze opancerzonej piersi rzymskiej głębokich ran zadać nie mogły ani też zastępy żydowskie zbytnio nie były w stanie zbliżać się do hoplitów, tylko z dala raziły ich pociskami. Po stronie żydowskiej było zabitych trzech, a rannych niewielu. Placidus przekonał się, że posiada zbyt szczupłe siły do napaści na miasto, przeto wycofał się.
2. Teraz Wespazjan sam postanowił wkroczyć do Galilei; ruszył tedy wraz z wojskiem z Ptolemaidy, uformowawszy je w pochód wedle taktyki rzymskiej. Przodem ciągnęły wojska posiłkowe o lekkim uzbrojeniu oraz łucznicy, mający za zadanie odpierać nagłe napady nieprzyjaciela i przetrząsać wszelkie podejrzane, a do zasadzek nadające się zarośla. Następnie podążał oddział ciężkozbrojnych Rzymian złożony z piechoty i konnicy. Do oddziału tego wchodziło po dziesięciu ludzi z każdej centurii; oprócz zwykłego ładunku nieśli narzędzia potrzebne do rozbijania obozu. W oddziale tym znajdowali się także ludzie przeznaczeni do robót przy naprawie dróg, jak usuwanie wszelkich nierówności, zbyt stromych spadków i wycinanie krzaków tamujących przejścia, aby wojsko zbytnio nie męczyło się w pochodzie. Następnie szedł tabor z jukami Wespazjana i wszystkich wodzów pod osłoną silnego oddziału konnicy. Teraz jechał sam Wespazjan na czele wyborowej piechoty, jazdy i włóczników. Potem sunęły oddziały konnicy od różnych legii, albowiem do każdej z nich było przydzielonych stu dwudziestu jeźdźców. Po nich szły muły, dźwigające wieże oblężnicze i inne machiny. Następnie jechali legaci, centurionowie, trybuni, otoczeni wyborowym żołnierzem. Zaraz potem niesiono godła bojowe, a między nimi orła; na czele bowiem każdej legii rzymskiej niosą orła, który jako król ptaków uchodzi za symbol władzy i wróży zwycięstwo nad wszelakim nieprzyjacielem, z jakim im wypadnie wojować. Za tymi świętościami809 dążyli trębacze, a po nich dopiero postępowały główne siły wojska w zbitych szeregach po sześciu żołnierzy. Wiódł je centurion, którego zadaniem było pilnować porządku. Za piechotą ciągnął tabor każdej legii; zwierzęta były objuczone pakunkami żołnierzy. Za wszystkimi legiami postępowały dopiero wojska najemne, za którymi jeszcze dla bezpieczeństwa dążyła silna straż tylna, złożona ze zwykłej piechoty, hoplitów oraz dużej ilości jeźdźców.
3. Oto jak ciągnął Wespazjan ze swymi wojskami. Niebawem wkroczył do Galilei i rozbił obóz. Na razie powstrzymywał wojenny zapał żołnierzy, aby widokiem sił swoich nieprzyjaciela zastraszyć i przed rozpoczęciem kroków stanowczych dać mu czas do możliwej zmiany wojowniczych zapędów. Wszelako równocześnie czynił przygotowania do oblężenia twierdz. I rzeczywiście zjawienie się jego wywołało u wielu wahanie, a u wszystkich strach. Pod miastem Garis810, w pobliżu Sefforis, obozowali ludzie Józefa. Zaledwie posłyszeli, że wojna się ku nim zbliżyła i że Rzymianie rzeczywiście na nich następują, nie ujrzawszy nawet wroga na oczy, bez wszelkiej walki pierzchli w popłochu. Szczupłe siły zostały u boku Józefa, toteż spostrzegł, że z tak małą garstką nie da rady nieprzyjacielowi. A gdy się w dodatku przekonał, jak Żydzi upadli na duchu i że większość spomiędzy nich zapragnęła układów, o ile byłyby dochowane, poważnie zatroskany o wyniki wojny, postanowił na razie unikać niebezpiecznych starć. Dlatego też wraz z tymi, co pozostali mu wierni, schronił się do Tyberiady.