4. Wszelako wewnątrz miasta natychmiast wybuchły spory. Ludność miejscowa ze względu na dobytek i swoją siedzibę od samego początku nie bardzo opowiadała się za wojną, a jeszcze mniej teraz, kiedy już nastąpiła pierwsza klęska. Natomiast liczni przybysze usilnie na nich nalegali, toteż powstało wielkie wzajemne na siebie rozjątrzenie, że podnieśli niesłychaną wrzawę, jak gdyby mieli z orężem w ręku zaraz rzucić się na siebie. Tytus, stojąc pod murem, posłyszawszy te wrzaski, zawołał: „Oto pora właściwa, towarzysze! Czemu zwlekamy, gdy sam Bóg oddaje Żydów w nasze ręce? Zwycięstwo leży przed wami, tylko je brać! Słyszycie wrzawę? Ci, co zaledwie z rąk naszych uszli, już spierają się między sobą. Miasto nasze, byleśmy uderzyli zaraz. Ale tu nie tylko pośpiech potrzebny, ale wysiłek i zapał. Kto się nie naraża, nic wielkiego nie zdziała. Nie tylko musimy uprzedzić pogodzenie się Żydów, które pod naporem konieczności przyjdzie rychło, ale także ubiec pojawienie się naszych posiłków, ażebyśmy, tak przeważające zastępy wroga pobiwszy, jeszcze i miasto sami zdobyli”.

5. To powiedziawszy, skoczył na konia, wjechał do jeziora i przez wodną przeszkodę pierwszy wtargnął do miasta, a za nim cała konnica. Żydów, którzy na murach stali i na to patrzyli, ogarnął wielki przestrach; ani walczyć nie śmieli, ani bronić się. Jezus ze swymi ludźmi uciekł za miasto, inni, rzuciwszy się do brzegu jeziora, wpadli pod konie pędzącego wroga. Wielu legło już na wsiadaniu do łodzi, innych rażono w chwili, kiedy zamierzali wpław gonić za tymi, co zdążyli odpłynąć. Rzeź sroga powstała w mieście, bo mordowano nie tylko przybyszów, co nie zdołali uciec i przeto bronili się, lecz także ludność miejscową, udziału niebiorącą w walce; liczyli na łaskę, nie chcieli wojny, więc się też nie bili. Dlatego Tytus, pokarawszy dostatecznie winnych, zmiłował się nad tamtymi i kazał dać spokój dalszej rzezi. Ludzie, którzy umknęli na wody, zauważywszy, że miasto zostało opanowane przez nieprzyjaciela, starali się od brzegów871 odjechać jak najdalej.

6. Tytus natychmiast wysłał jednego z jeźdźców do ojca z radosną wieścią o szczęśliwym dokonaniu dzieła. Tego, rzecz prosta, męstwo syna i odniesione zwycięstwo wielce ucieszyło, sądził bowiem, że dzięki tej bitwie wojna w znacznie mierze została wygrana. Sam też osobiście zaraz przybył na miejsce, polecił miasto otoczyć i strzec, aby nikt z niego nie uszedł; wszelkiego zbiega kazał bezzwłocznie zabijać *872 Nazajutrz udał się nad brzeg jeziora i zarządził zbijanie tratw w celu pościgu za zbiegami, co poszło dość szybko, bo nie brakło ni drzewa, ni cieśli.

7. Jezioro Gennezar873 bierze swą nazwę od ziemi przyległej. Szerokość jego wynosi stajań czterdzieści, a długość sto czterdzieści. Mimo tak znacznego obszaru jego wody są całkiem słodkie i bardzo smaczne. Nie posiadają bowiem owej gęstości wód jezior bagnistych, przeciwnie, są przezroczyste, gdyż ze wszystkich stron okala je piaszczysty brzeg. Są chłodne, że tylko je czerpać, przyjemniejsze niż wody rzek i źródeł, mimo to zimniejsze, co dziwi z tego względu, iż rozlewają się na takiej przestrzeni. Wody do wiadra zaczerpniętej nie należy przykrywać, a będzie zimna jak śnieg, toteż mieszkańcy letnią porą zawsze ją wystawiają nocą na otwarte powietrze. W głębi jeziora roi się od przeróżnych ryb, które wyglądem i smakiem wcale są niepodobne do ryb innych wód. Środkiem jeziora toczy się Jordan. Przypuszczalnym źródłem Jordanu jest Panejon, ale w rzeczywistości wody napływają tutaj drogą podziemną z Fiali874, która leży po drodze do Trachonitis, w odległości stu dwudziestu stajań od Cezarei, z drogi na prawo875, w nieznacznym oddaleniu. Ponieważ jezioro to ma kształt koła, przeto całkiem słusznie nazywają je Czaszą876. Woda zawsze wypełnia je po brzegi, nigdy nie opada ani się nie przelewa. Że Jordan stąd bierze swój początek, dowiódł tego Filip, tetrarcha Trachonitis; przedtem tego nie wiedziano. Plewy rzucone przez niego do Fiali wypłynęły w Panejonie, gdzie starożytni widzieli źródło rzeki. Naturalne piękno Panejonu zyskało jeszcze wiele dzięki temu, że Agryppa kochając się w przepychu, a posiadając znaczne skarby, bardzo tę miejscowość przyozdobił. U podnóża skały powstaje tu nadziemny bieg Jordanu, który następnie przecina bagna i moczary jeziora Semechonitis877, znowu potem toczy się sto dwadzieścia stajań, mija miasto Juliadę i wlewa się w sam środek jeziora Gennezar, skąd wypłynąwszy, wije się przez całą pustynię i wpada do jeziora Asfaltowego878.

8. Nad jeziorem Gennezar rozciąga się kraina dziwnej przyrody i dziwnego piękna. Na pulchnej ziemi krzewi się wszelaka roślina, toteż jej właściciele hodują tu przeróżne ich gatunki, czemu niezmiernie sprzyja znakomity klimat. Orzechy, wymagające najwięcej chłodu, rosną tu na równi z palmą, która dojrzewa tylko w sferze gorącej, a obok nich stoją figi i oliwki, którym znowu potrzebny jest klimat umiarkowany. Rzekłbyś że tutaj dumna natura nagromadziła swoje przeciwieństwa, aby wszystkie pory roku stanęły do szlachetnych zapasów ze sobą o władanie tą okolicą. Bo tu przez okrągły rok wszystko kwitnie. Najwspanialsze879 winogrona i figi dojrzewają dziesięć miesięcy z rzędu, a inne owoce bezustannie. Z pysznym klimatem łączy się nawodnienie przez doskonałe źródło, które ludność miejscowa zwie Kafarnaum880. Niektórzy brali je nawet za jedną z żył Nilu881, gdyż łowią tu rybę podobną do kruka morskiego882 z jeziora pod Aleksandrią. Oko lica ta, ciągnąca się nad brzegiem jeziora i wspólną z nim nazwę mająca, posiada na długość stajań trzydzieści a na szerokość dwadzieścia. Oto jaka jest przyroda owej ziemi.

9. Kiedy tratwy były już zbite, Wespazjan wsadził na nie tylu żołnierzy, ilu było potrzeba do zwalczenia powstańców, którzy umknęli na jezioro. Powstańcy tedy ani nie mogli uciec na ląd, ze wszystkich stron obstawiony przez wojska, ani też nie zdołali wytrzymać boju na wodach, albowiem szczupłe łodzie, na sposób piracki zbudowane, zbyt były nikłe w porównaniu z tratwami, a ich nieliczne załogi nie śmiały uderzyć na Rzymian, stojących tam w zbitych szeregach. Wreszcie jednak poczęli tu i ówdzie okrążać tratwy i podpływać, miotając z oddalenia kamienie na Rzymian, niekiedy nawet zaczepiając ich z bliska. Ale jedno i drugie raczej im samym szkodę przynosiło. Kamienie, uderzając w pierś dobrze opancerzoną, tylko wydawały ustawiczny dźwięk, odbijając się, tymczasem strzały Rzymian, które na tę odległość już dolatywały, trafiały skutecznie. A jeśli odważyli się podpłynąć jeszcze bliżej, zanim cokolwiek zdołali zdziałać, zostali pobici i wraz z łódkami zatopieni. Tych, co się chcieli przebić przemocą, przeszywały rzymskie włócznie; do innych łódek najezdnik wskakiwał i mieczem przeciwnika raził; jeszcze inne łodzie zostały otoczone przez tratwy i brano w niewolę załogę wraz z ich statkiem. Ktokolwiek, wpadłszy dowody, wypływał na powierzchnię, był przeszyty strzałą albo wiosłem w kark dostawał, kto zaś w przystępie rozpaczy ważył się gramolić na nieprzyjacielską tratwę, temu Rzymianie ucinali albo głowę, albo ręce. Tak wkoło dokonywał się mord na przeróżny sposób, a gdy resztka łodzi żydowskich rzuciła się do ucieczki, została otoczona i zmuszona do zawrócenia do brzegu. Ale i ci ludzie nie uszli śmierci, bo albo ubijano ich jeszcze na wodach, albo już na brzegu mieczem przeszywano. Całe jezioro zarumieniło się od krwi ludzkiej, wszędzie pływały trupy, nikogo bowiem nie oszczędzono. Dnia następnego powietrze zostało zarażone okropną wonią, a oczom przedstawiał się straszny widok. Całe wybrzeże pokryło się szczątkami łodzi i wzdętymi zwłokami, które rozkładając się w upale, zatruwały powietrze, napełniając Żydów boleścią, zwycięzców obrzydzeniem. Oto jak się zakończyła owa bitwa na jeziorze. Razem z tymi, którzy padli przy zdobywaniu miasta, legło ogółem sześć tysięcy siedemset ludzi883.

10. Po bitwie Wespazjan zasiadł w Tarychei na sąd, aby oddzielić spokojnych obywateli od obcych przybyszów, którzy, jak się stało oczywiste, wywołali cały ów zamęt. Wespazjan naradzał się też ze swymi wodzami, czy można by im darować życie. Ale wszyscy oświadczyli, że byłoby to rzeczą wielce niebezpieczną, bo jako ludzie bez ojczyzny nie będą zachowywać się spokojnie, tylko jeszcze wyciągną na wojnę tych, co im u siebie dadzą schronienie. Wespazjan także sądził, że niepodobna ich życiem obdarować, bo zaraz użyliby tej darowizny przeciwko tym, którzy im ją dali. Przeto zastanawiał się już tylko nad tym, w którym by miejscu ich zgładzić. Gdyby tego dokonał w Tarychei, mogliby się wzburzyć obywatele; nie znieśliby prawdopodobnie, aby na ich oczach mordowano tak znaczną liczbę ludzi błagających łaski; a także nie chciał użyć gwałtu względem tych, którzy mu się oddali bez zastrzeżeń. Ale zwyciężyło zdanie jego przyjaciół, twierdzących, że względem Żydów każdy środek jest godziwy i że należy iść za pożytkiem, a nie za słusznością, kiedy jednego z drugim nie można pogodzić. Wespazjan dał tedy owym ludziom względem łaski odpowiedź niewyraźną i pozwolił im odejść, ale jedynie drogą wiodącą do Tyberiady. Ludzie ci chętnie uwierzyli, w co im kazały wierzyć ich nadzieje. Zabrali tedy swój dobytek i ruszyli wskazaną drogą. Ale Rzymianie tymczasem obstawili cały szlak aż do Tyberiady, aby który nie zboczył, a następnie wparli ich do miasta. Wespazjan kazał ich zapędzić na stadion. Tu wszystkich starych i słabowitych w liczbie dwunastu tysięcy polecił zabić, z młodzieży najtęższej wybrał sześć tysięcy, aby ich posłać Neronowi na Istm884, resztę zaś w liczbie trzydziestu tysięcy czterechset sprzedał, prócz pewnej ilości, którą podarował Agryppie; albowiem z ludźmi, którzy pochodzili z jego kraju, pozwolił mu robić, co by tylko zechciał. Król także ich sprzedał. Ów tłum zaprzedany w niewolę pochodził z Gaulantis i Trachonitis, a składał się przeważnie z ludzi, którzy z powodu przestępstw popełnionych w czasie pokoju rzucili się w wir wojny *885 Ujęto ich ósmego dnia miesiąca Gorpiajos886.

Księga czwarta

I

1. Po upadku Jotapaty jeszcze tu i ówdzie burzyli się Galilejczycy; ale gdy legła Tarychea, już nie było oporu, a w ręce Rzymian przechodziły po kolei wszystkie twierdze i miasta. Wyjątek stanowiła Gischala i góra Tabor, a także trzymała razem z nimi Gamala, leżąca po drugiej stronie jeziora naprzeciwko Tarychei. Gamala oraz miasta Sogane887 i Seleucja znajdowały się nad granicą ziem Agryppy. Sogane i Gamala należały do Gaulanitis, a mianowicie Sogane położone było w części górnej, a Gamala w części dolnej. Seleucja natomiast znajdowała się nad jeziorem Semechonitis. Szerokość tego jeziora wynosi stajań trzydzieści, a długość sześćdziesiąt. Jego moczary ciągną się aż do Dafne888, nadzwyczaj żyznej okolicy, gdzie ma źródła swoje tak zwany Mały Jordan889, wpadający do Wielkiego Jordanu890 w pobliżu świątyni Złotego Cielca891. Agryppa zdołał jeszcze w samym początku powstania892 Soganę i Seleucję przeciągnąć na swoją stronę, Gamala natomiast stała oporem, bardziej bowiem jeszcze niż Jotapata liczyła na swoje dzikie, przez naturę uczynione obwarowanie. Bo oto z pasma górskiego dźwiga się zrąb skalny i zamienia się w ogromny garb, który następnie z drugiej strony równie stromo opada i zupełnie kształtem swoim przypomina wielbłąda893, co też i stało się powodem nazwy owej miejscowości, tylko że ludzie tamtejsi źle ją wymawiają. Z obu stron, a także z przodu ciągną się niedostępne wąwozy; zaledwie od tyłu, gdzie garb łączy się z pasmem górskim, dojście nieco łatwiejsze, dlatego też w tym miejscu przekopano w poprzek bardzo głęboką fosę, do przebycia prawie niemożliwą. Na stromym zboczu wznoszą się gęsto rzędy domków, wyżej i wyżej, że miasto jest jakby spiętrzone w powietrzu i czekasz tylko chwili, kiedy to wszystko runie z wyżyny w dół. Pięło się ono na zboczu południowym i u swego krańca miało znowu na całym południu strome wzgórze, stanowiące cytadelę miejską, gdzie żadnego innego obwarowania nie było, bo skała bardzo przepaścisto opadała ku głębokiemu wąwozowi. Nie brakło też i źródła w obrębie miasta, a biło ono na jego końcu.