4. Dopiero teraz, gdy nad Jerozolimą wojna ukazała nagle oblicze w całej swojej grozie, przycichły nieustające walki stronnictw. Burzyciele spoglądali z przerażeniem na owe trzy rzymskie obozy i szukając bezużytecznej już między sobą zgody1088, powiadali: na cóż jeszcze czekać1089 i dawać sobie dech zapierać owymi trzema obwarowaniami, a patrzeć, jak wróg spokojnie na oczach naszych wznosi wały, na co siedzieć z założonymi rękami, jak gdyby one wały na pożytek nasz były wznoszone, na co dajemy rdzewieć naszemu orężowi? „Otośmy mężni tylko względem samych siebie1090 — zawołali — wskutek niezgody naszej Rzymianie zajmą miasto, kropli krwi nie przelawszy”. Takimi krzykami podniecając się wzajemnie, nagle wszyscy chwycili za broń i wypadli z miasta, kierując się na legię dziesiątą. Z niesłychanym wrzaskiem przebiegłszy dolinę, napadli na nieprzyjaciela, zajętego wznoszeniem obwarowań. Żołnierze, rozproszeni przy robotach i z tego powodu przeważnie niemający przy sobie broni, sądząc, że Żydzi czy to nie odważą się na nich napaść, czy też, gdyby i chcieli, to się między sobą wnet pokłócą, w wielki wpadli popłoch, część ich porzuciła szańce, część natychmiast zbiegła, ten i ów leciał po broń, ale nim zdołali pomyśleć o jakimś oporze, zostali wycięci. Wskutek powodzenia Żydów przybywały do ich zastępów wciąż nowe gromady, a tak im szczęście sprzyjało, że i sami posiedli przesadne mniemanie o swej przewadze liczebnej, i Rzymianie o tej ich przewadze nie inaczej sądzili. Żołnierz nawykły do walki w szeregu, do boju w pełnym uzbrojeniu, do działania pod rozkazami, zaraz głowę traci, gdy ów ład pryśnie. Dlatego też tym razem Rzymianie, znienacka napadnięci, rzucili się do ucieczki. Ilekroć jednak przystanęli i zawrócili, zdołali nieprzyjacielowi, zbyt pochopnie nacierającemu, zadać niejedną ciężką ranę; ale gdy liczba jego bezustannie rosła, między Rzymianami tworzyło się coraz większe zamieszanie, aż wreszcie zostali całkiem wyparci ze swego obozu. I już zdawało się, że cała legia jest stracona. Ale Tytus powiadomiony o tym, co się dzieje, pospiesznie przybiegł na pomoc, wyrzucając pierzchającym tchórzostwo; zmusił ich do powrotu, sam na czele doborowego żołnierza natarł na Żydów z boku, wielu położył trupem, jeszcze większą liczbę poranił, aż zmusił ich do odwrotu i zepchnął w dolinę. Na urwistych zboczach Żydzi ponieśli dotkliwe straty, ale zaledwie stamtąd się wydobyli i przedarli się na drugą stronę doliny, zaraz znowu poczęli przeciwko Rzymianom miotać pociski. Bój wrzał do południa, a kiedy się słońce przechyliło na stronę zachodnią, Tytus pozostał na miejscu tylko ze swoją odsieczą i kilku innymi kohortami, resztę zaś żołnierzy odesłał na szczyt góry dla dokończenia oszańcowań.
5. Żydzi zaraz wzięli to za ucieczkę, a gdy w dodatku spostrzegli, że stojący na murze strażnik potwierdza im to machaniem szaty, wysunął się całkiem świeży zastęp i tak gwałtownie rzucił się na Rzymian, iż rzekłbyś drapieżne zwierzęta biegną tam doliną. Szeregi rzymskie nie wytrzymały tego naporu; zdało się, że to lecący z kuszy pocisk uderzył w ludzką ścianę i skruszył ją; zaraz też Rzymianie rzucili się w górę do ucieczki. W połowie urwistej wyżyny został Tytus z nielicznym jedynie zastępem, a jego otoczenie, które z szacunku dla wodza, nie bacząc na niebezpieczeństwo, zostało u jego boku, jęło usilnie na niego nalegać, aby Żydom, szukającym śmierci, ustąpił z drogi, a nie narażał się dla żołnierza, który przecież jego samego raczej bronić i osłaniać powinien; niechaj jako prosty legionista życia swojego nie wystawia na taką grozę, on, głowa wojny, pan świata, od którego tyle zależy. Czego Tytus jakby wcale nie słyszał, jeno się rzucił na tych, którzy się ku niemu parli, kładł trupem tamtych, co gromadą ku niemu się rzucali, aż wroga ze stromego skłonu góry strącił i w dół spędził. Dzielność i odwaga wodza wprawiła wroga w zdumienie; ale i tym razem jeszcze nie uciekli do miasta, lecz na dwie strony rozłamawszy swe gromady, jęli ścigać tych, co pod górę uciekali. Tytus, natarłszy z boku, znowu ich obezwładnił. Tymczasem ci, co pracowali około szańców, widząc ucieczkę towarzyszy, popadli w przerażenie, zdjął ich wielki strach, toteż teraz prysła cała legia; żołnierze bowiem mniemali, że naporu Żydów żadną miarą powstrzymać nie można i że sam Tytus uciekł, bo nikt by nie uciekał, mówili sobie, gdyby on stał na miejscu. Zdjęci panicznym lękiem, rozpierzchli się na wszystkie strony i dopiero, gdy kilku zobaczyło wodza w samym środku zamętu bojowego, zatrwożywszy się o niego, krzykiem swoim zwrócili na to uwagę całej legii. Zdjęci wstydem, wzajemnie sobie z powodu tchórzostwa wymyślając, a nad wszelki wstyd czując sromotę1091, że tak haniebnie opuścili Cezara, zawrócili, uderzyli z całą siłą na Żydów, a raz doprowadziwszy ich do cofania, całkiem już ich potem w dolinę zepchnęli. Żydzi jeszcze podczas odwrotu odcinali się im, ale Rzymianie, że z góry uderzali, już wzięli przewagę i spędzili ich w wąwozowisko. I znowu Tytus, załatwiwszy się z tymi gromadami nieprzyjaciela, które go opadły, odesłał z powrotem legię do robót obozowych, a sam ze swoimi poprzednimi zastępami dalej się zmagał. Aby tedy powiedzieć jedynie czystą prawdę, bez tego, co przydałoby pochlebstwo lub ujęła zawiść, rzec należy, iż Cezar osobiście dwa razy uratował zagrożoną legię i umożliwił jej dokonać spokojnie oszańcowania obozu.
III
1. I oto ledwie na chwilę wojenne przycichły wrzawy, a znowu wewnętrzne poczęły się rozterki. Ponieważ dnia czternastego miesiąca Ksantikos1092 przypadało Święto Przaśników, który to dzień, wedle mniemania Żydów, był owym dniem wyjścia z niewoli egipskiej, przeto stronnictwo Eleazara odemknęło bramy świątyni1093, aby wpuścić lud tam spieszący. Ale Jan nadużył owego święta dla wprowadzenia w czyn swoich podstępnych zamiarów i skrycie zaopatrzywszy w broń takich ze swoich stronników, co to byli mniej znani, a którzy w dodatku nie poddali się przepisanym oczyszczeniom, kazał im wejść do świątyni i zmieszać się z tłumem, aby ją w ten sposób wziąć w posiadanie. Toteż ludzie ci, ledwie tam stanęli, kiedy wierzchnie szaty zrzucili, ukazali się w pełnym uzbrojeniu. Natychmiast powstało dokoła Przybytku niesłychane zamieszanie. Lud, niemieszający się do żadnych rozruchów, mniemał, że to przeciw niemu jest obława, ale gorliwcy, wiedząc doskonale, że tu o nich chodzi, zaraz poniechali strażowania u bram, zaraz też i z blanków na murach zeskoczyli, a nie wdając się w żadną walkę, czym prędzej się skryli do podziemnych chodników świątyni1094. Wszelako lud, który w wielkim przerażeniu stłoczył się dokoła ołtarza, został częścią stratowany, częścią wytłuczony pałką i żelazem. Legło też wielu wtedy całkiem spokojnych obywateli, których powaliła osobista nienawiść i zemsta; zabijano ich pod pozorem, że należą do przeciwnego stronnictwa. Ktokolwiek przedtem w jakiś sposób naraził się przywódcom, a teraz został poznany w tłumie, ginął bez ratunku, zabijany jako rzekomy stronnik gorliwców. Kiedy już ludzie ci namordowali się do syta niewinnych, tedy z winnymi zawarli układ i pozwolili im bezpiecznie wyjść z podziemia. Zająwszy świątynię i zagarnąwszy wszystkie zapasy, jakie tam zostały nagromadzone, zaraz nabrali większej śmiałości do walki z Szymonem. W taki to sposób w miejsce trzech stronnictw były teraz dwa.
2. Tytus tymczasem postanowił obóz swój ze Skopos przenieść bliżej miasta, w którym to celu, aby mu Żydzi napadami nie przeszkadzali, ustawił w szyk wyborowe zastępy jazdy i piechoty, a reszcie wojska nakazał zrównać całą przestrzeń aż po mury. Tedy wszystkie płoty i ogrodzenia, którymi obywatele swoje ogrójce i sady obwiedli, zniesiono, drzewa owocowe na całej przestrzeni zrąbano, rowy i doły zapełniono, skalne wyskoki żelazem skruszono, że między Skopos a grobowcami Heroda1095 w pobliżu Sadzawki Wężów1096, jak okiem było sięgnąć, jedna uczyniła się płaszczyzna.
3. W owych dniach Żydzi takim podstępem Rzymian podeszli. Oto najśmielsi spomiędzy powstańców wyszli za miasto koło Wież Kobiet, że to ich niby spokojni obywatele od siebie wygnali. Udając strach przed możliwym napadem ze strony Rzymian, tłoczyli się, jeden krył się za drugiego; inni, rozstawieni na murach, udając niewinnych obywateli, wołali o pokój, wznosili prawice, wzywali Rzymian, aby przyszli, a otworzą im bramy. Równocześnie ciskali kamieniami na tamtych, jak gdyby chcieli ich odegnać od bram. Tamci znów udawali, że chcą sobie gwałtem wstęp do miasta wywalczyć, to znowu niby bezradni błagali, by ich wpuszczono, biegli też niby to na Rzymian i zaraz niby to w strachu zawracali. Podstęp ten nie wzbudził w legionistach żadnego podejrzenia; sądząc, że jednych już mają w ręku dla ukarania, natomiast drudzy na pewno otworzą im bramy, bezzwłocznie zabrali się do dzieła. Tytusowi owa chęć poddania stanowczo wydała się zbyt nagła; albowiem jeszcze dnia poprzedniego wzywał Żydów przez Józefa1097, aby się poddali, i nic nie wskórał. Kazał tedy żołnierzom stać w miejscu. Ale ci, co pracowali na samym przedzie około szańców, zaraz chwycili za broń i poczęli biec w stronę bram. Powstańcy, którzy to udawali, że zostali z miasta wypędzeni, najpierw przed nimi zbiegli; kiedy jednak legioniści znaleźli się między wieżami bramy, zaszedłszy im z tyłu, otoczyli ich i uderzyli na nich. Zaraz też i ci, co stali na murach, sypnęli na nich kamieniami i wszelkim innym pociskiem, że wielu poległo, a reszta przeważnie odniosła rany. Legioniści, nie mogąc uciec od muru, bo nieprzyjaciel zastępował im drogę, także pomiarkowawszy, do czego ich doprowadziło nieposłuszeństwo względem dowódców, czując zresztą, że skoro wrócą, wymierzona im będzie sroga kara, postanowili brnąć już w krwi dalej. Tedy z niezmierną zaciętością rzucili się do walki; ale nareszcie, choć ciężkimi ranami zostali przez Żydów pokryci, sami też bynajmniej nie lekkie im zadawszy, zdołali przebić się przez otaczającego ich nieprzyjaciela, który gdy już byli w odwrocie, jeszcze aż do grobowców Heleny nie przestawał miotać za nimi pocisków.
4. Tedy Żydzi oddali się dzikiej radości, że im się tak podstępnie udało podejść Rzymian, szydzili z nich, uderzając w tarcze, skacząc, krzycząc z uciechy. Legioniści, przybywszy do obozu, zostali zgromieni przez centurionów, a rozgniewany Cezar powiedział im, że Żydzi1098, których do walki jedna rozpacz prowadzi, czyniąc jednak wszystko z rozwagą i przezornością, puszczając się na podstępy, urządzając zasadzki, postępując jednomyślnie i wierność towarzyszom boju okazując, odnieśli powodzenie. Rzymianie zaś, którzy dzięki dotychczasowej sprawności i posłuszeństwu względem wodzów zawsze brali górę, nagle tamtym cnotom przeciwne wady zaczynają ujawniać i oto ponieśli porażkę, zostali pobici, bo nie umieli powściągnąć swej żądzy czynu, a co najgorsze, w obliczu Cezara ośmielili się ruszyć do boju, nie otrzymawszy na to rozkazu. Srodze tu zostało — mówił dalej — pogwałcone prawo wojenne i bardzo się rodzic jego rozgniewa, skoro się o tym dowie, on, co w bojach posiwiał, nigdy podobnej nie doznawszy porażki. A prawa wojenne są takie, że za najmniejsze przewinienie karzą śmiercią. I oto pomimo tak srogich praw cały oddział wojska ośmielił się samowolnie wyrwać z szeregów. Toteż winni muszą się natychmiast przekonać, że u Rzymian nawet zwycięstwo nie jest zaszczytem, jeżeli wbrew rozkazowi zostanie odniesione. Ze słów tych, skierowanych do wodzów, zdawało się, że względem winnych chce zastosować całą surowość prawa. Legioniści owi całkiem upadli na duchu, widząc przed sobą śmierć zasłużoną. Ale legiony otoczyły Tytusa i błagały o łaskę dla współtowarzyszy; niech ze względu na karność powszechną wybaczy niekarność wyjątkową; z pewnością też ci, co teraz zawinili, zechcą poniesioną klęskę nagrodzić w przyszłości męstwem.
5. Cezar chętnie uległ tym prośbom, bo było mu to po myśli; jednego bowiem żołnierza można karać wedle gołego faktu, ale gdy chodzi o liczbę większą, trzeba postępować wedle sensu. Przebaczył tedy żołnierzom i tylko im wpoił na przyszłość zasady rozwagi; sam zaś rozmyślał, w jaki sposób mógłby Żydów za ten podstęp ukarać. Kiedy po upływie czterech dni cała przestrzeń aż do murów została wyrównana, w celu bezpiecznego przeprowadzenia taborów i wojska rozstawił swoje zastępy doborowe w siedmiu rzędach wzdłuż muru od północy na zachód, a mianowicie na przedzie piechotę w trzech rzędach, w tyle konnicę także w trzech rzędach, a między konnicę i piechotę jako siódmy rząd ustawił łuczników. Dzięki temu Żydom została odjęta wszelka możliwość napaści, a tabory trzech legii wraz z jucznymi zwierzętami mogły przeciągnąć bezpiecznie. Sam Tytus obozował w odległości mniej więcej dwóch stajań od muru, na jego załomie, naprzeciwko wieży Psefinos, gdzie północna przestrzeń tego muru skręca w stronę zachodu. Reszta jego wojsk stanęła obozem naprzeciwko wieży Hippikos1099, także w oddaleniu dwóch stajań od miasta. Natomiast legia dziesiąta pozostała na Górze Oliwnej.
IV
1. Trzy mury broniły dostępu do Jerozolimy, z wyjątkiem miejsc, gdzie urwiste skały czyniły wszelki dostęp niemożliwym, albowiem tam stał jeden tylko mur. Miasto było zbudowane na dwóch sąsiadujących ze sobą wzgórzach, przedzielonych doliną, w którą spływały domy zbitymi szeregami. Wzgórze, na którym stało Miasto Górne1100, było znacznie wyższe i miało kształt podłużny. Król Dawid, ojciec Salomona, twórcy pierwszego Przybytku, rozpatrzywszy się w silnym położeniu tego wzgórza, nazwał je zamkiem1101, my zaś zowiemy je Rynkiem Górnym. Wzgórze sąsiednie, zwane Akra, na którym stało Dolne Miasto, ma łagodne spady na obie strony. Naprzeciw niego leżało wzgórze trzecie, pierwotnie od Akry niższe i oddzielone doliną. Wszelako Hasmonejczycy, doszedłszy do władzy, zasypali tę dolinę celem połączenia miasta z świątynią, a także przez rozkopy zmniejszyli wyniosłość Akry, aby nie górowała nad świątynią. Dolina Tyropojon1102, która, jako rzekłem, rozdziela wzgórza Dolnego i Górnego Miasta, sięga aż do Siloa; jest to źródło, z którego wyciekają bardzo obfite i bardzo smaczne wody. Oba wzgórza znikąd nie były dostępne, albowiem ściany ich dźwigały się stromo, a przepaściste wąwozy otaczały je dokoła.