2. Spomiędzy tych trzech murów najbardziej miasta bronił mur najstarszy, albowiem stał na zrębie wzgórza u samej przepaści. Ale Dawid, Salomon i po nich idący królowie starali się jeden przez drugiego, aby z natury warowne położenie jeszcze bardziej umocnić. Mur ten w stronie północnej poczynał się od wieży Hippikos, okrążał Ksystos, Radę i kończył się u zachodnich krużganków świątyni. W stronę zachodu zaś, znowu od wieży Hippikos poczynając, biegł około miejsca zwanego Bezu1103 do Bramy Esseńczyków, potem na południe do źródła Siloa, tu skręcał znowu na wschód około Sadzawki Salomona, stąd do Ofli1104 i wreszcie do wschodnich krużganków świątyni. Mur wtóry rozpoczynał się u bramy Genat, będącej jeszcze w murze pierwszym; okrążał całą dzielnicę północną i dobiegał tylko do twierdzy Antonia. Mur zaś trzeci także się rozpoczynał u wieży Hippikos, skąd najpierw w kierunku północnym biegł do wieży Psefinos, następnie rozciągając się naprzeciwko grobowców adiabeńskiej królowej Heleny, córki Izatesa1105, biegł do Jaskiń Królewskich1106, zakręcał około Wieży Narożnej przy Grobowcu Sukiennika1107 i w Dolinie Kedronu kończył się połączeniem ze starym murem. Tym trzecim murem Agryppa obwiódł nową dzielnicę miejską, przedtem całkiem niebronną, albowiem wskutek przyrostu ludności budowano się za murami. Kiedy już północny skłon góry, na której stała świątynia, wciągnięto w obręb miasta, należało iść dalej i obwieść murem także wzgórze czwarte, zwane Bezeta, położone naprzeciwko twierdzy Antonia, a oddzielone od niego głęboką fosą, którą wykopano dlatego, aby dolne obwarowania Antonii przez to nieco się wzniosły, a dostęp do nich nie był tak łatwy, bo o ile głębsza była fosa, o tyle wieże zyskiwały na wysokości. Nazwa Bezeta, nadana świeżo wzniesionej dzielnicy, znaczy Nowe Miasto1108. Ponieważ osiadłych tu obywateli także trzeba było zabezpieczyć, przeto rodzic obecnie żyjącego króla Agryppy, także Agryppa, zaczął wznosić mur, o którym mówiłem wyżej. Wszelako potem ogarnęły go obawy, że tęgie obwarowanie obudzi czujność Cezara Klaudiusza, że go posądzi o chęć buntu i oderwania się, przeto ledwie dźwignął fundamenty, przerwał budowę. Ale gdyby dzieło to zostało doprowadzone do końca, miasto byłoby nie do zdobycia. Albowiem mur ten układano z głazów olbrzymich, długości dwudziestu łokci, a szerokości dziesięciu łokci, takiego zaś muru nie byłyby skruszyły żadne tarany. Szerokość jego wynosiła dziesięć łokci, a wysokość była zamierzona znacznie śmielej, cóż, kiedy owa przeszkoda ostudziła zapał budowniczego. Później Żydzi pomimo usilnych starań podźwignęli ten mur tylko na wysokość dwudziestu łokci; ponieważ zaś przedpiersie miało dwa łokcie, a blanki trzy, przeto cały mur dźwigał się właściwie na wysokość dwudziestu pięciu łokci.

3. Nad murami wznosiły się wieże czworograniaste, na dwadzieścia łokci wszerz i wzdłuż i tyleż łokci na wysokość. Był to mur lity, równie jak cała ściana obwarowania miejskiego; głazy były tak piękne i tak starannie ze sobą spojone, że cała robota w niczym nie ustępowała budowie Przybytku. Na tym zrębie wysokości dwudziestu łokci wznosiły się wspaniałe izby, a nad nimi poddasza ze zbiornikami deszczówki, do których wiodły kręte, lecz szerokie schody. Trzeci mur miał takich wież dziewięćdziesiąt, w odległości dwustu łokci jedna od drugiej. Nad murem środkowym wznosiło się wież czternaście, a nad starym sześćdziesiąt. Całe miasto miało obwodu trzydzieści trzy stajań. Jeżeli już mur trzeci budził słuszny podziw, to jeszcze bardziej chwytała oczy leżąca na jego północno-zachodnim załomie wieża Psefinos, w pobliżu której Tytus obozował. Dźwigała się na siedemdziesiąt łokci w górę, a kto stanął na niej o wschodzie słońca i spojrzał dokoła, ten sięgał wzrokiem aż hen do Arabii i do morza, szumiącego na krańcu ziemi hebrajskiej. Kształt tej wieży był ośmiokątny. Naprzeciwko niej stała wieża Hippikos, na starym murze jeszcze dwie inne, wszystkie przez króla Heroda zbudowane, a pod względem rozmiarów, oporności i piękna wieże całego świata nie mogły się z nimi mierzyć. Bo w budowę owych wież król tchnął nie tylko całą swoją wrodzoną wielkoduszność i troskliwość o miasto, ale także uczucia, jakie żywił dla przyjaciela, brata, żony, wedle ich imion nazywając owe wieże. Żonę niestety, jak to już powiedziałem, kazał w przystępie zazdrości miłosnej zabić, brata i przyjaciela utracił na wojnie, gdzie zginęli śmiercią bohaterów. Wieża Hippikos, także imię swoje przyjacielowi Heroda zawdzięczająca, była czworograniasta, na łokci dwadzieścia szeroka i długa, na trzydzieści zaś wysoka; mur jej był także wskroś lity. Na tym potężnym zrębie kamiennym znajdował się zbiornik deszczówki głębokości dwudziestu łokci, a nad tym wszystkim wznosiła się dwupiętrowa nadbudówka wysokości dwudziestu pięciu łokci, wiele wspaniałych izb mająca, na samej zaś górze były jeszcze wieżyczki dwułokciowe i trzyłokciowe przedpiersie, że wysokość całej wieży wynosiła niemal osiemdziesiąt łokci. Wieża druga, od imienia brata Fazaelową zwana, miała na długość, szerokość i wysokość po łokci czterdzieści na wskroś litej budowy. U zrębu jej biegł chodnik szerokości dziesięciu łokci, obwarowany przedpiersiami i blankami. Ze środka tych galerii dźwigała się wtóra wieża, wypełniona pięknymi komnatami, zaopatrzona w łaźnię, że całkiem miała wyglądała jak zamek królewski; szczyt jej blankami i wieżyczkami †1109 dokoła był ozdobiony. Cała jej wysokość wynosiła około dziewięćdziesięciu łokci, kształtem swoim przypominała zupełnie latarnię morską z wyspy Faros pod Aleksandrią, tylko była od niej znacznie większa. W owe czasy stała się tyrańską siedzibą Szymona. Wieża trzecia, od imienia królowej zwana wieżą Mariammy, do wysokości dwudziestu łokci posiadała budowę całkiem litą; wszerz i wzdłuż liczono jej także po łokci dwadzieścia. Mieszkania znajdujące się nad tą podstawą były urządzone jeszcze kosztowniej i jeszcze wspanialej niż w innych wieżach, albowiem król mniemał, że wieżę poświęconą pamięci kobiety należy bardziej ozdobić niż wieże, którymi uczcił mężczyzn; natomiast te ostatnie były bardziej warowne. Wysokość całej wieży Mariammy wynosiła łokci dwadzieścia pięć.

4. Ta niezwykła wysokość wież wydawała się jeszcze większa wskutek położenia, bo stary mur, z którego się dźwigały, stał na wielce wyniosłym wzgórzu i stanowił niby jego koronę, wysokości trzydziestu łokci; tedy wieże, nad ową murowaną koronę wyniesione, zyskiwały rzeczywiście wygląd jeszcze potężniejszych. Rozmiar głazu użytego do ich budowy także budził podziw, bo nie był to jakiś zwykły kamień albo głaz skalny dający się podźwignąć na barkach jednego człowieka, ale bloki z białego ciosane marmuru, długości dwudziestu, szerokości dziesięciu, a wysokości pięciu łokci, spojone ze sobą tak misternie, że całość wydawała się raczej jednolitą górą, którą we właściwy kształt obciosali budowniczowie, do tego stopnia wszelkie spojenia nie były widoczne dla oka. Do tych trzech wież wysuniętych na północ przylegał od strony miasta pałac królewski, którego wspaniałości nie odda żadne ludzkie słowo; nie ma takiej budowli, która mogła się była równać z tym nadzwyczajnym pałacem. Otaczał go mur na trzydzieści łokci wysoki, z którego w równych odstępach dźwigały się wieże o izbach biesiadnych dla setek dostojnych gości. Kto opisze te różnorodne rzadkie kamienie, do budowy użyte, te powały1110 o belkowaniu rozmiarami i ozdobnością przechodzące wszystko, na co kiedykolwiek oko patrzyło, tę zawrotną liczbę komnat, te izby przeróżnego kształtu, z których każda miała całkowite dla siebie urządzenie, a sprzęty przeważnie ze złota i srebra uczynione! Całe szeregi kolumnad krzyżowały się ze sobą, biegnąc kołem, a w każdej wznosiły się filary innego pokroju. Pałac tonął w zieleni, a potem szły ogrody o wielkich, przecinających się wzajemnie alejach, obok których biegły kanały i stały fontanny, z których przez miedziane ozdoby wyciekały strumienie; nad sztucznie zatrzymanymi wodami stały liczne gołębniki dla ptactwa, które oswajano. Ale z ust ucieka wszelkie słowo, gdy się chce wypowiedzieć całą piękność i wspaniałość tego pałacu, i tylko serce boleśnie się ściska na wspomnienie, że wszystko to stało się pastwą płomieni przez rękę zbójecką wznieconych. Bo nie Rzymianie przynieśli tu spustoszenie, ale jak już było powiedziane, wewnętrzni kraju nieprzyjaciele, albowiem w początkach powstania wszczął się pożar w twierdzy Antonia, przerzucił się zaraz na pałac królewski, a prócz tego zniszczył jeszcze górne części trzech wież.

V

1. Świątynia, jak już wiadomo, stała na górze1111 silnie obwarowanej, której szczyt był pierwotnie tak ciasny, że wystarczał zaledwie na pomieszczenie samego Przybytku i ołtarza, dokoła zaś ziała głębia o ścianach spadzistych i stromych. Dopiero kiedy król Salomon po stronie wschodniej dźwignął mur, na nasypie ziemnym, który tam uczyniono, wzniesiono pierwszy krużganek; ale z innych stron świątynia nie miała jeszcze żadnej osłony. W ciągu następnych stuleci lud ciągle pracował około nasypów, a szczyt góry rozszerzał. Potem zburzono także mur wschodni i przyłączono tyle obszaru, ile go było potrzeba na całkowite obwiedzenie świątyni kolumnadami. Dopiero kiedy góra została dookoła otoczona potrójnym tarasem, ukończono dzieło, które przeszło wszelkie oczekiwania. W ciągu owych wieków poszedł na to cały skarbiec świątyni, do którego ku chwale Bożej napływały ofiary z najdalszych krańców świata. Wtedy też dopiero obwiedziono murami zarówno niższą część świątyni, jak i wyższą. Najniższa część stała na fundamentach murowanych wysokości trzystu łokci, a w niektórych miejscach jeszcze wyższych, która to podbudowa nie wszędzie była widoczna dla oka, bo tu i ówdzie wypełniała tylko szczeliny i wąwozy, aby doprowadzić powierzchnię do jednego poziomu z miastem. Użyte do tej podbudowy głazy miały po czterdzieści łokci1112. Że nie brakło ni środków, ni zapału w piersiach ludzkich, a także wytrwałości, roboty szły nad wyraz żwawo i oto z biegiem czasu dokonane zostało dzieło przechodzące najśmielsze nadzieje1113.

2. Godne też były budowle, które na tych fundamentach stanęły. Wszystkie krużganki były dwurzędowe, a ich kolumny, z jednej sztuki marmuru ciosane, miały wysokość dwudziestu łokci, dźwigając powałę z cedrowego drzewa ułożoną w tabliczki. Wspaniały budulec, prześliczne obrobienie i świetne dopasowanie całości, wszystko to, razem wzięte, dawało widok nadzwyczajny, choć żadne ozdoby pędzla czy dłuta nie pieściły oka. Szerokość krużganków wynosiła łokci trzydzieści, a cały ich obwód łącznie z Antonią wynosił niemal sześć stajań. Dziedziniec był na całej swojej przestrzeni wyłożony płytami różnorodnego kamienia, a część jego zewnętrzną od wewnętrznej1114 dzielił mur nader misternej roboty, wysokości trzech łokci. Na tym murze w pewnych odstępach stały tablice z obwieszczeniami1115 przepisów o oczyszczeniach, częścią ułożone w mowie greckiej, częścią w rzymskiej, głosząc mianowicie, że żaden cudzoziemiec nie ma prawa wstępu do Przybytku1116; albowiem dalsze części świątyni posiadały nazwę Świętego Przybytku. Stąd też wiodły w górę schody o czternastu stopniach. Cała przestrzeń Przybytku miała kształt czworokąta i była obwiedziona osobnym murem, którego wysokość wynosiła właściwie łokci czterdzieści, tylko że owe schody będące na zewnątrz zakrywały znaczną jego część, z drugiej zaś strony, że mur przylegał już do góry, przeto miał dla oka wysokość tylko dwudziestu pięciu łokci. Schody kończyły się na czternastym stopniu, a potem poczynała się przestrzeń wolna aż do muru na szerokość dziesięciu łokci. I znowu stąd wiodły schody o pięciu stopniach do bram, których było od północy i od południa osiem, czyli po cztery z każdej strony, oraz dwie bramy od wschodu; taka ich ilość była z tego względu konieczna, że kobiety przychodzące na modlitwę musiały zbierać się w osobnym miejscu i przeto wchodziły przez osobną bramę; brama ta umieszczona była w murze naprzeciw pierwszej bramy. Także od strony południa i od strony północy wiodły bramy do dziedzińca kobiet. Przez inne bramy nie wolno było kobietom wcale wchodzić ani się wychylać poza obręb swojego dziedzińca. Dostęp tu miały nie tylko niewiasty żydowskie, ale także cudzoziemki. Od strony zachodniej nie było żadnej bramy, mur tedy ciągnął się bez przerwy. Wewnątrz obwiedzenia Przybytku biegnące między bramami krużganki wiodły do skarbców; piękne ich kolumny szły tylko w jeden rząd, ale prócz wielkości pod każdym innym względem bynajmniej nie ustępowały kolumnom dolnego dziedzińca.

3. Z owych bram dziewięć miało pokrycie ze złota i srebra, łącznie z ościeżnicami i nadprożami; jedna zaś, wiodąca do samego Przybytku, zrobiona była ze spiżu korynckiego1117, znacznie wartością swoją przewyższając tamte, które były posrebrzane lub pozłacane. Wierzeje bram miały po trzydzieści łokci wysokości i po piętnaście szerokości. Zaraz za bramami, już po drugiej ich stronie, stały podobne do wież przedsienia1118, których długość i szerokość wynosiła łokci trzydzieści, a wysokość łokci czterdzieści. Każde przedsienie opierało się na kolumnach, mających dwanaście łokci obwodu. Wszystkie bramy z wyjątkiem jednej były równej wielkości; ta jedna, która ponad bramą Koryncką wiodła z dziedzińca kobiet od wschodu i stała na wprost wejścia do samego Przybytku, znacznie inne przewyższała, gdyż wznosiła się w górę na pięćdziesiąt łokci, a szerokość jej wierzei wynosiła łokci czterdzieści; wierzeje też było nader ozdobne, pokryte grubymi, litymi blachami ze złota i srebra. Wszystkie te drogocenne pokrycia dziewięciu bram stanowiły dar Aleksandra1119, rodzica Tyberiusza. Z dziedzińca niewiast do tej większej bramy wiodło w górę stopni piętnaście, to jest o pięć stopni mniej niż do innych bram.

4. Ku samemu Przybytkowi, wydźwignięte mu pośrodku tego wszystkiego, wiodły schody o dwunastu stopniach. Strona licowa Przybytku stanowiła ścianę równie szeroką jak wysoką, to jest rozmiaru po sto łokci. Natomiast tylna fasada była o czterdzieści łokci węższa, albowiem skrzydła licowe wystawały na obie strony o łokci dwadzieścia. Główne wejście do Przybytku miało na wysokość łokci siedemdziesiąt, a na szerokość łokci dwadzieścia i pięć, żadnych też nie było tu wierzei, albowiem miało to być tak, jako jest odkryte, a nieogarnięte niebo. Ościeżnice tego wejścia całkiem były wyłożone złotem. Kto w głąb spojrzał, ten widział pierwszą, rozleglejszą część Przybytku1120. Wszystko tam świeciło od złota. Wnętrza Przybytku część pierwsza nie była zamknięta, ściany dźwigały się na wysokość dziewięćdziesięciu łokci, długość ich wynosiła pięćdziesiąt łokci, a szerokość dwadzieścia łokci. Wejście, jako rzekłem już, całkiem było obłożone złotem; także wyłożona złotem była przylegająca z obu stron ściana; nad wejściem1121 umieszczony był złoty krzew winny1122, z którego zwieszały się grona wielkości człowieka. Druga część Przybytku była niższa od pierwszej, a wiodły do niej złote podwoje1123 wysokości pięćdziesięciu pięciu łokci, szerokości zaś szesnastu łokci. Zakrywała je całkowicie zasłona babilońska, tkana barwnie z hiacyntu, bisioru1124, karmazynu i purpury, przedziwnej roboty, ujmująca oko różnorodnością dobranej materii. Miała ona wyobrażać cały świat. Karmazyn oznaczał ogień, bisior ziemię, hiacynt powietrze, a purpura morze, karmazyn i hiacynt barwą swoją, natomiast bisior i purpura z powodu swego pochodzenia, gdyż ziemia wydaje jedno, a morze drugie. Na zasłonie widniało wyobrażenie całego nieba, nie były tylko oddane obrazy zwierzyńca.

5. Przez te podwoje wstępowało się do niższej części Przybytku, którego wysokość wynosiła sześćdziesiąt łokci, tyleż długość, a szerokość łokci dwadzieścia. W swej sześćdziesięciołokciowej długości znowu na dwie podzielony był części, z tych część pierwsza1125, mająca długości czterdzieści łokci, zawierała trzy przedmioty przedziwne, a przesławne: świecznik, stół i kadzielnicę. Siedem lamp świecznika siedmioramiennego oznaczało siedem planet1126, dwanaścioro chlebów na stole miało przypominać koło zwierzyńcowe1127 i rok. Kadzielnica, do której sypano trzynaście rodzajów kadzidła, jakie daje pustynia, morze albo ląd zamieszkały, miała uzmysławiać, że wszystko pochodzi od Boga i dla niego tylko ma swój byt. Części najwewnętrzniejszej1128 Przybytku liczono rozmiaru łokci dwadzieścia, a odcinała ją wtóra zasłona. Zupełnie było w niej pusto1129. Niedostępna, nietknięta, niewidzialna, stanowiła miejsce, które zwano Święte Świętych. Po obu stronach niższej części Przybytku stały trzypiętrowe przybudówki o licznych pomieszczeniach, do których wejścia były też z obu stron. Że w części górnej takich przybudówek nie było, przeto tutaj, na wysokości czterdziestu łokci, była węższa; robota tej części wyższej także była prostsza aniżeli niższej. Dodawszy do owych łokci czterdziestu sześćdziesiąt łokci od samego poziomu, otrzymamy ogólnej wysokości łokci sto.

6. Całe zewnętrze świątnicy musiało zachwycać wszelakie oko i wszelaką duszę. Ściany, pokryte wszędzie ciężkimi złotymi płytami, o wschodzie słońca jaśniały żywym blaskiem ognia, rażąc oczy niby świecenie słońca. Gdy pielgrzym dążący do Jerozolimy spojrzał z daleka ku świątyni, zdawało mu się, że ma przed sobą górę pokrytą śniegiem; bo gdzie nie było blach, świeciła jasność kamienia. Cały Przybytek na swym wierzchu był najeżony złotymi strzałami1130, aby go ptactwo nie obsiadało i nie zapaskudzało. Głazy do budowy świątyni użyte miały niekiedy po czterdzieści pięć łokci długości, pięć wysokości, a sześć szerokości. Przed Przybytkiem stał ołtarz na piętnaście łokci wysoki, a na pięćdziesiąt łokci szeroki i długi, kształtu kwadratowego, z czterema narożnikami na podobieństwo rogów; od wschodu było do niego podejście o łagodnym wzniesieniu. Zbudowano go bez użycia żelaza1131 i żelazo w ogóle nigdy go nie miało dotknąć. Dokoła Przybytku i ołtarza szło kamienne obwiedzenie wysokości jednego łokcia, z pięknego kamienia pięknie odrobione, oddzielające kapłanów od ludu. Kto cierpiał na płynienie nasienia albo był chory na trąd, miał wzbroniony wstęp do miasta, a niewiasty w czasie swojej miesięcznej przypadłości miały wzbroniony wstęp do świątyni; one też, będąc nawet w stanie czystości, nie śmiały przestąpić ukazanych wyżej granic. Mężczyźni nie całkiem oczyszczeni wstępu do wewnętrznego dziedzińca świątyni nie mieli, choćby to byli kapłani.