2. Żydzi na ogół bardzo mężnie odpierali napady, ale wieże wyrządzały im znaczne szkody; albowiem ustawiono na nich lżejsze kusze i spadał stamtąd istny deszcz przeróżnych pocisków, włóczni, strzał i głazów. Wcale do tych wież dobrać się nie mogli, bo były wysokie, ani ich zdobyć, ani takiego ciężaru zwalić, ani wreszcie podpalić, gdyż były okute żelazem. Cofając się zaś poza linię padających pocisków, byli zupełnie bezsilni wobec taranów, które tłukąc mur bez przerwy, przecież w końcu stały się niebezpieczne. Mur począł pękać pod uderzeniami Pogromcy1149; tak sami Żydzi nazwali największy rzymski taran, ponieważ uderzenia jego były wielce potężne. Powstańcy, wyczerpani ciągłymi walkami i nocami z dala od miasta bez snu spędzanymi, czy to działając lekkomyślnie, czy też całkiem bezrozumnie, zaniechali strzeżenia pierwszego muru i w niesłychanym znużeniu po większej części rozeszli się, mniemając, że muru tego nie potrzeba pilnować, skoro są obstawione dwa inne. Gdy tedy Rzymianie spostrzegli, że wszystkie straże cofnęły się za drugi mur, zaczęli się piąć po szczerbach uczynionych przez Pogromcę, przedostali się przez mur na drugą stronę, otworzyli wierzeje od wewnątrz i wpuścili całe swoje wojsko. Tak tedy zdobyto mur pierwszy, a stało się to w piętnastym dniu oblężenia to jest siódmego dnia miesiąca Artemisios1150; zaraz też zburzono ten mur na znacznej przestrzeni, a także, wzorem tego, co zrobił ongi Cestiusz, północną część miasta.
3. Tytus przeniósł teraz swój obóz znacznie bliżej na tak zwane Obozowisko Asyryjczyków1151, zająwszy całą okolicę aż do Kedronu. Od muru drugiego znajdował się już tylko w odległości lotu strzały, tedy natychmiast przystąpił do szturmu. Żydzi stawili opór bardzo zacięty. Hufce Jana broniły Antonii, północnej kolumnady świątyni i grobowisk króla Aleksandra1152, wojsko zaś Szymona, osadziwszy się przy grobowcu arcykapłana Jana, broniło bramy, koło której biegł wodociąg w stronę wieży Hippikos. Wielokrotnie wypadali za mury, zmagając się z nieprzyjacielem, ale za każdym razem spędzano ich z powrotem do miasta; nie znając bowiem rzymskiego sposobu walczenia pierś o pierś, ulegali, natomiast na murach zawsze brali górę. Rzymian cechowała siła i doświadczenie, Żydów owa śmiałość wyhodowana przez strach1153 i usposobienie do opornego znoszenia wszelkich nieszczęść; ci żywili nadzieję, że się przecież obronią, tamci, że rychło zdobędą miasto. Żadna strona nie spoczęła, walczono całymi dniami, ci napadali, tamci się bronili czyniąc gromadne wycieczki za mur, wrzał więc bój na rozmaity sposób. Toczono walki od rana do wieczora, nocą nikt oka nie zmrużył, a noce te były stokroć gorsze od dnia widnego; Żydzi obawiali się napadu na mur, Rzymianie napadu na obóz. Obie strony tedy czuwały w mroku z bronią w ręku, a ledwie zaczynało świtać, już rzucano się do ponownej walki. Żydzi dla przypodobania się swoim wodzom toczyli spory, kto spomiędzy nich ma się pierwszy rzucić w niebezpieczeństwo; największy szacunek wzbudzał Szymon, największą też zdolny był utrzymać karność, wszyscy podwładni tak do niego lgnęli, że gdyby tylko rozkazał, każdy na siebie samego byłby podniósł rękę. Rzymian do boju gnało to, że zawsze zwyciężali, nigdy nie ponosili porażek, mieli przed oczami te ciągłe pochody, to ustawiczne zaprawianie się, ogrom państwa, a wreszcie postać Tytusa, który wszędzie był obecny. Ustać w bitwie w obliczu Cezara, który osobiście z wrogiem się zmagał, uchodziło za hańbę; kto walczył mężnie, miał w nim świadka, a zarazem rozdawcę nagród, tedy każdy chciał na jego oczach błysnąć świetnym czynem. Niejeden przeto żołnierz wykazywał odwagę przewyższającą jego siły. Kiedy w owe dni silny zastęp żydowski stanął przed murami w szyku bojowym, a oba wojska dopiero z daleka miotały na siebie włócznie, niejaki Longinus1154, jeździec, z szeregu rzymskiego na rumaku swoim wyskoczywszy, rzucił się w sam środek zastępu żydowskiego, rozpędem swoim rozbił ich, dwóch najdzielniejszych mężów trupem położył, jednego, co się na niego porwał, włócznią w twarz ugodziwszy, drugiemu, który się właśnie do ucieczki brał, tę samą włócznię w bok wraziwszy, sam zaś ze środka nieprzyjacielskich zastępów cało do swoich wrócił. Był to rzeczywiście czyn wielce męski, wielu też znalazł naśladowców. Żydzi nic sobie nie robili ze strat, jakie ponosili, a myśl ich była tylko tym zajęta, jaki by nieprzyjacielowi cios zadać; śmierć była dla nich igraszką, jeżeli tylko zdołali przy tym zabić któregoś z nieprzyjaciół. Tytus natomiast równie dbał o bezpieczeństwo swoich żołnierzy jak o zwycięstwo, nierozważne wyrywanie się naprzód nazywał szaleństwem, a mężnym mianował tylko tego, który brał się do rzeczy rozważnie, aby sam żadnej nie poniósł szkody, przeto wpajał wojsku nie tylko męstwo, ale i przezorność.
4. Wreszcie od strony północnego muru pod jego osobistym kierunkiem podsunięto taran pod wieżę, na której strażował pewien przebiegły Żyd, imieniem Kastor, mający przy sobie dziesięciu równie jak on chytrych, reszta bowiem była już zemknęła przed strzałami łuczników. Jakiś czas, przykucnąwszy za blankami, siedzieli spokojnie; ale gdy wieża poczęła się chwiać, wylegli nagle w różnych miejscach. Kastor, wyciągnąwszy ręce, niby to błagał łaski, wzywał Cezara i wielce jękliwie prosił o zmiłowanie. Tytus uwierzył mu prostodusznie; mniemał też, że się już Żydzi opamiętali. Kazał taran zatrzymać, wzbronił łucznikom wypuszczać dalej strzały do ludzi błagających łaski i kazał Kastorowi mówić, czego żąda. Gdy ten odparł, że chce zejść z wieży i poddać się, Tytus powinszował mu rozsądku, oświadczył też, że będzie bardzo rad, jeśli wszyscy postąpią tak rozumnie jak on, albowiem wtedy chętnie pogodzi się z miastem. Zaraz spomiędzy owych dziesięciu połowa przyłączyła się do błagań tamtego, ale pozostali krzyczeli, że wolą umierać jako wolni ludzie niż zostać rzymskimi niewolnikami. Dość długo spierali się między sobą, a tymczasem walka była zaniechana, z czego korzystając, Kastor posłał do Szymona z zawiadomieniem, że może z całym spokojem odbyć naradę w przedmiocie niecierpiącym zwłoki, bo on tu zamierza jeszcze dość długo rzymską starszyznę bałamucić. Równocześnie udawał, że chce także opornych towarzyszów swoich namówić do poddania się Rzymianom. Ci, rzekomo wielce oburzeni, unieśli nad przedpiersiem swoje nagie miecze, przebijali sobie pancerze1155 i niby to martwi padali. Podziw ogarnął Tytusa i jego otoczenie z powodu pozornej stanowczości tych ludzi, a ponieważ z dołu nie mogli wszystkiego dobrze widzieć, rozpływali się nad ich dzielnością a zarazem ubolewali nad ich losem. Wtem ktoś, wypuściwszy strzałę, ugodził Kastora w oblicze około nosa; ten, strzałę z rany wyciągnąwszy, ukazał ją Tytusowi, a skarżył się na wyrządzoną mu krzywdę. Cezar natychmiast skarcił łucznika i kazał stojącemu obok siebie Józefowi, aby podszedłszy do Kastora, rękę mu podał. Ale Józef odrzekł, iż nie może się na to ważyć, albowiem mniema, że ludzie ci coś niedobrego knują; a także i tych odmawiał1156, co za niego iść chcieli. Wtedy pewien zbieg imieniem Eneasz powiedział, że on pójdzie. A gdy Kastor zawołał, aby odebrano od niego także pieniądze, jakie ma przy sobie, Eneasz podbiegł tym skwapliwiej i nastawił pod wieżą swoją szatę. Kastor nagle chwycił skałę, cisnął w Eneasza, chybił jednak, bo ten się pilnował, natomiast ranił stojącego obok żołnierza, który wybrał się tu razem z Eneaszem. Gdy Cezar obaczył, że to wszystko było oszustwem, doszedł do wniosku, iż litość na wojnie naraża tylko na straty, których się unika, będąc srogim. Dotknięty też do żywego owym szyderstwem, nakazał tym potężniej puścić w ruch belkę tarana. Kiedy wieża była bliska runięcia, Kastor wraz z towarzyszami podpalił ją; potem, między płomieniami zniknąwszy, skrytym chodnikiem do swoich uciekli, czym raz jeszcze wywołali wśród Rzymian zdumienie, którzy mniemali, że ludzie ci prosto w ogień się rzucili.
VIII
1. W pięć dni po wzięciu pierwszego muru Cezar zajął mur drugi, a to w sposób następujący1157. Skoro Żydzi odstąpili, Tytus na czele tysiąca hoplitów1158 i wyborowego żołnierza ze swego otoczenia wtargnął do tej dzielnicy, zajął w Nowym Mieście Targowisko Wełny, Rynek Krawców, Kuźnice, aż do uliczek poprzecznych1159. Gdyby był natychmiast kazał zburzyć wedle przysługującego mu prawa wojennego ów łam zdobytego muru i miejskiej dzielnicy, do zwycięstwa jego nie byłyby się przymieszały żadne straty. Ale sądząc, że ułagodzi oporność Żydów ludzkim z nimi obejściem, nie uczynił w murze dostatecznego wyłomu na wypadek, gdyby odwrót był konieczny. Bo skoro, jak mniemał, postąpił przychylnie, Żydzi nie zgotują mu żadnej zasadzki. Wkraczając do miasta, zabronił nawet zabijać kogokolwiek z pojmanych ani też nie dał domów podpalać; wreszcie kazał oświadczyć powstańcom, iż zostawia ich woli, czy chcą walczyć dalej, lecz bez szkody obywateli, bo tym obiecuje nawet zwrot całego mienia. Bardzo mu bowiem zależało na tym, aby mógł uratować miasto dla siebie, świątynię dla miasta. Lud już i przedtem tego tylko chciał, ale powstańcy zaraz zaczęli przypuszczać, że Tytus tylko dlatego robi takie obwieszczenie, bo się nie czuje zbyt silny do zajęcia reszty miasta. Zagrozili tedy ludowi śmiercią, jeżeli będzie żywił myśl o poddaniu się, kto zaś słowo pisnął o pokoju1160, tego natychmiast ubijali. Wnet też zaczęli tu i ówdzie Rzymian opadać, czy to w uliczkach, czy prażąc ich z dachów, inni zaś przez Górne Bramy1161 uczynili wycieczkę na miasto. Rzymskie straże pilnujące muru popadły w zamieszanie; żołnierz opuszczał wieże i uciekał do obozu. Zastęp rzymski otoczony w mieście podniósł wrzawę; żołnierze, będący za murami, a o nich zatrwożeni, także uczynili krzyk. Natomiast liczba Żydów ustawicznie rosła, a dzięki dokładnej znajomości miasta zyskując przewagę, wielu nieprzyjaciół trupem położyli, resztę zaś w tył wyparli. Rzymianie nic innego nie mogli robić, tylko opór stawiać; wyłom w murze był zbyt wąski, gromadnie zbiec nie mogli. I już naprawdę zdawało się, że wszyscy, którzy do miasta wtargnęli, zostaną wycięci do nogi, gdyby nie pomoc, jaką im dał Tytus. Rozstawiwszy łuczników na krańcach ulic, sam wśród największego znajdując się tłoku, zarzucał wroga gradem pocisków. Przy nim znajdował się Domicjusz Sabinus1162, mąż dzielny, który wtedy wielką wykazał waleczność. Cezar, wciąż zasypując Żydów pociskami, nie dał im kroku naprzód postąpić, aż wszyscy żołnierze dokonali odwrotu.
2. Tak to już po zdobyciu wtórego muru Rzymianie zostali w tył wyparci. Zaraz też w Żydów nowy duch wstąpił i bardzo ich to powodzenie podźwignęło; sądzili, że Rzymianie nie odważą się po raz drugi uderzyć na miasto, a gdyby to nawet uczynili, poniosą klęskę. Ale za wszystkie popełnione zbrodnie Bóg zaćmił im rozum, bo wcale nie zauważyli, że wyparte z miasta zastępy stanowiły tylko drobną cząstkę siły rzymskiej, a zarazem ślepi byli na głód, który począł miastu zagrażać. Powstańcy wprawdzie mogli się byli w dalszym ciągu posilać niedolą ludu i pragnienie swoje gasić krwią, jaka się lała w mieście; wszelako lepsza cząstka obywateli dawno już cierpiała niedostatek, a wielu marło z powodu braku środków do życia. Rzekłbyś jednak, że powstańcy w wytępieniu ludu widzą dla siebie jakieś ułatwienie; ci tylko według nich warci byli żyć, którzy nie chcieli nic słyszeć o pokoju, a swoje istnienie poświęcali wyłącznie zwalczaniu Rzymian, na śmierć zaś ludzi innej myśli patrzyli jak na śmierć cudzoziemców1163. Oto jak postępowali sobie w mieście z ludnością. Natomiast Rzymian, napady ponawiających, zbrojną odpierali ręką, wyłomy w murze wałem własnych piersi zasłaniając. Przez trzy dni mężny stawiali opór, aż dnia czwartego nie byli już w stanie podołać gwałtownemu natarciu Tytusa; pobici tedy, na dawniejsze cofnęli się stanowisko. Tytus po raz wtóry zawładnął murem, kazał też natychmiast całą jego część północną zburzyć, wieże od strony południa tęgo obsadzić, sam zaś począł rozmyślać nad sposobem zdobycia trzeciego muru.
IX
1. I znowu sądził, że trzeba szturmy powstrzymać, aby powstańcom dać czas do namysłu, bo może wobec zburzenia drugiego muru i wobec grożącego głodu zmiękną nieco, albowiem nagrabiona żywność na długo starczyć im nie mogła. Przerwy tej użył Tytus dla dokonania ważnej czynności. Przypadał bowiem termin płacenia żołdu. Kazał hegemonom wyprowadzić wojska na widoczne dla nieprzyjaciela miejsce, aby każdemu wojownikowi został pieniądz odliczony. Wojska wystąpiły wedle zwyczaju w pełnym rynsztunku i z bronią obnażoną, jeźdźcy zaś prowadzili za uzdy ozdobione rzędami konie. Na całej przestrzeni przed miastem świeciło się od srebra i złota, a widok ten, cieszący oczy Rzymian, wielce zatrwożył nieprzyjaciela. Stary mur na całej swej rozciągłości, a także północna strona świątyni napełniła się tłumami ciekawych, ludzie stawali nawet na dachach domów, a w mieście nie było miejsca, gdzie nie roiłoby się od obywateli. Potęga rzymska zebrana na jednym obszarze, wspaniały rynsztunek wojenny, ład panujący w szeregach, wszystko to przejęło drżeniem nawet najbardziej zaciekłych. Kto wie, czy widok ów nie byłby powstańców naprowadził na inne myśli, gdyby nie to, że za krzywdy wyrządzone ludowi nie spodziewali się ze strony Rzymian żadnego przebaczenia. Sądzili, że jeśli złożą broń, będą i tak karani śmiercią; woleli tedy ginąć przynajmniej w boju. A zresztą sam już los tak chciał, aby winni padli do spółki z niewinnymi i aby z powstańcami razem całe miasto poszło na zatracenie.
2. Cztery dni zajęło Rzymianom wypłacanie żołdu wszystkim legiom, a kiedy w ciągu tego czasu żadnych ze strony Żydów nie było wystąpień w sprawie pokoju, Tytus dnia piątego podzielił wojska na dwie części: jedna część miała sypać okopy naprzeciwko Antonii, druga naprzeciwko grobowca Jana1164, jedna też miała uderzyć na Górne Miasto, a druga przez Antonię na świątynię, albowiem bez wzięcia tej ostatniej nawet w razie zdobycia miasta trudno byłoby się tam utrzymać. W tych tedy miejscach legie zaczęły wznosić wały. Tym, którzy około grobowca się krzątali, czynili przeszkody Idumejczycy łącznie z doskonale uzbrojonymi zastępami Szymona, tym zaś, którzy wał wznosili koło Antonii, ludzie Jana i gorliwcy. Żydzi mieli teraz nie tylko wygodniejsze, bo górujące nad wrogiem stanowisko, ale i kusze, z których się już wyuczyli miotać pociski, gdyż ćwicząc się w tym codziennie, w krótkim czasie nabyli wprawy. Posiadali trzysta skorpionów i czterysta balist, którymi dotkliwie razili Rzymian w czasie dokonywania robót oblężniczych. Tytus zaś, jasno zdając sobie sprawę z tego, że o ile zatrata miasta będzie dla niego szkodą, o tyle uratowanie zyskiem, nie opuścił w czasie tych robót żadnej sposobności, aby wpływać na usposobienie Żydów, przeplatał czyn wojenny pokojowymi wezwaniami, a wiedząc, że słowo nieraz większy odniesie skutek niż oręż, nie tylko osobiście wzywał oblężonych, ażeby przez poddanie się ratowali i tak już na wpół zdobyte miasto, ale prócz tego wysłał Józefa, aby przemówił do nich w ojczystym języku, sądząc, że może rodak prędzej na nich podziała.
3. Ten tedy obszedł mur, a stanąwszy w miejscu, do którego strzała nie dolatywała, a mógł być dobrze słyszany, począł im usilnie tłumaczyć1165, aby mieli jakiś wzgląd na los własny, los ludu, los ojczyzny, los świątyni i dla tych świętości nie zdradzali obojętności większej od cudzoziemców. Kiedy bowiem Rzymianie przybytki wrogów swoich otaczają szacunkiem i dotąd ręki na nich nie położyli, choć przecież innej są wiary, oto ludzie, co pod cieniem tych przybytków wyrośli, co to mają być spadkobiercami owej świętej spuścizny, wszystko czynią, co tylko jest w ich mocy, aby je w perzynę obrócić. Oto mury tęższe, jak przecie widzą, już runęły; pozostał jeden, bezsprzecznie najsłabszy. Wiadomo im chyba, że rzymskiej potęgi nikt nie złamie, podleganie zaś Rzymowi także nie jest dla nich nowością. Jeżeli piękną jest rzeczą imać się oręża za walkę o wolność, trzeba tak było postępować w samych początkach zagrożenia tej wolności. Bo skoro ktoś już został pokonany, a przez bardzo długi czas poddaństwo znosił i nagle chce jarzmo z siebie zrzucać, to szuka on po prostu śmierci, a nie wolności. Można ostatecznie wymówić posłuszeństwo władcy słabemu, ale chyba nie takiemu, który panowanie swoje utwierdził nad całym światem. Gdzież są krainy, które się oparły zaborowi rzymskiemu, prócz tych, co z powodu skwarów lub mrozów żadnej nie przedstawiają dla nich wartości? Wszędzie szczęściło się Rzymianom, a Bóg, który różnym narodom dawał władzę nad światem, teraz złożył ją do rąk Italii. Istnieje prawo dla zwierząt i ludzi jednakie, że trzeba ulegać silniejszemu i że ten bierze górę, kto broń lepszą posiada. Dlatego też już przodkowie Żydów1166, którzy przecież zarówno tężyzną cielesną, jak i tężyzną ducha, a wreszcie wszelakimi środkami obrony lepiej od dzisiejszych potomków swoich byli wyposażeni, ulegali Rzymianom, czego na pewno nie byliby czynili, gdyby się nie spostrzegli, że Bóg wspiera Rzymian. Na jaką jeszcze ostoję liczą Żydzi, skoro przeważająca część miasta już jest zdobyta, a ci, którzy są tam zamknięci, gdyby się nawet mury szturmom rzymskim oparły, wiodą żywot bardziej opłakany od jeńców wojennych? Nie jest już tajemnicą dla Rzymian ten głód, panujący w mieście, od którego na razie sam lud cierpi, ale który niebawem pocznie niszczyć także zbrojne zastępy powstańcze. Gdyby Rzymianie dali nawet spokój orężnemu dobywaniu miasta, to tam, wewnątrz murów, jest wróg inny, wróg niezwyciężony, z każdą godziną potężniejszy, jest ów głód, przeciwko któremu nikt nic mieczem nie wskórał, a powstańcy, wyjątku nie stanowiący, także podobnej klęsce rady nie dadzą. Mówił im jeszcze Józef, iż uczyniliby najlepiej, gdyby się opamiętali, nim pogrom będzie nieunikniony, a myśleli o ratunku, póki jeszcze jest na to czas. Rzymianie wszystko puszczą w niepamięć, jeśli tylko Żydzi nie doprowadzą ich do ostateczności; leży to bowiem w naturze rzymskiej, iż jako zwycięzcy zawsze wykazują pewną łagodność i że zawsze korzyść stawiają wyżej nad pofolgowanie namiętności. A nie jest też dla nich żadną korzyścią brać miasto bezludne lub kraj opustoszały. Dlatego Cezar raz jeszcze próbuje okazać im swoje względy; ale jeśli będzie zmuszony brać miasto siłą, to potem nikogo już nie oszczędzi, skoro głosu jego, gdy w ciężkim odzywał się położeniu, nie słuchano. Że niebawem i trzeci mur zostanie zdobyty, na to dowód taki, że już dwa padły; a gdyby nawet wszelkie umocnienia okazały się nienaruszalne, to głód będzie za Rzymianami przeciwko Żydom walczył.