4. Kiedy Józef w sposób powyższy przemawiał, jedni, stojąc na murach, szydzili z niego, inni mu złorzeczyli, a niektórzy nawet miotali na niego pociski. Skoro nie mógł ich przekonać tak prostymi wywodami, sięgnął do historii ojczystej i zawołał: „Ludzie godni pożałowania, własnych zapominający sprzymierzeńców, czyż to ręką i mieczem chcecie coś wskórać przeciwko Rzymianom? A kogóż to w ten sposób w ogóle zwalczyliśmy? Czyż mścicielem krzywd wyrządzanych narodowi naszemu nie bywał jeden Bóg, nasz Stworzyciel? Czyż to już nie umiecie sięgnąć okiem w przeszłość, aby się przekonać, jak potężnego obraziliście sojusznika? Czy już istotnie zatarły się w pamięci waszej cudowne czyny ojców i ilu to wrogów w tym świętym miejscu zgubę znalazło? Dreszcz mnie przechodzi na myśl, że czyny Boże mam wystawiać przed niegodne uszy; ale słuchajcie, abyście poznali, że bój toczycie nie tylko przeciwko Rzymianom, ale i przeciwko samemu Bogu. Oto król egipski Nechao1167, zwany także Faraonem, ongi na czele tysiącznych zastępów wtargnąwszy, porwał królową Sarę1168, pramatkę narodu naszego1169. Cóż tedy uczynił Abraham1170, mąż jej, a nasz praojciec? Czy rzucił się z mieczem w ręku na swego krzywdziciela, on, mający na rozkazy swoje trzystu osiemnastu namiestników1171, z których każdy rozporządzał niezliczonymi wojskami? Czy mimo to nie uważałby się za całkiem osamotnionego, gdyby go nie był wsparł Bóg, czy to nie wzniósł do niego czystych rąk swoich w miejscu, które wy teraz znieważacie, czy nie wybłagał sobie pomocy owego nieprzezwyciężonego pomocnika niebieskiego? Czyż nie wiecie, jak to już na drugi dzień królowa nietknięta zwrócona została małżonkowi swojemu, a Egipcjanin, ukorzywszy się w miejscu dziś przez was krwią bratnią skalanym, przerażony nocnymi widziadłami, uciekł, srebrem i złotem obdarowawszy1172 Hebrajczyków przez Boga umiłowanych? Czyż mam mówić o przesiedleniu się ojców naszych do Egiptu? Gdzie przez lat czterysta od królów obcych gwałt srogi cierpiąc, nigdy za broń nie chwycili, poleciwszy jedynie sprawę swoją Bogu? Któż nie wie, jak się potem Egipt wszelakim robactwem1173 zaroił, jak przeróżnymi chorobami był trapiony, jaki nawiedził go nieurodzaj, jak w Nilu wody całkiem opadły, jak szło na ten kraj dziesięć plag jedna za drugą, dzięki czemu ojcowie nasi bezpiecznie odejść mogli, bez krwi przelewu, nawet opieką otoczeni, aby się im jaka krzywda nie stała, a to wszystko jedynie dlatego, że Bóg był ich rzecznikiem i wiódł ich ku wolności, wiernych stróżów świątyni swojej? A kiedy Syryjczycy1174 porwali naszemu narodowi Arkę Przymierza, czyż za to nie jęknęła boleśnie cała ziemia palestyńska1175, czy nie został porażony bożek Dagon1176, czyż cały lud, który śmiał na tę Arkę się targnąć, srodze za to nie odpokutował? Wrzody paskudne pokryły ich sromotę, razem z jadłem wychodziły z nich wnętrzności; i oto te same ręce, co ją porwały, odniosły ją w uroczystym pochodzie przy brzmieniu cymbałów i kotłów, składając wielkie ofiary przejednania za naruszenie świętości. Bóg sprawił dla Żydów, iż rzeczy taki obrót wzięły, albowiem zamiast chwytać za broń, na niego się zdali. A król asyryjski Sennachereim1177, co to na czele ludów całej Azji to oto miasto nasze obległ, czyż padł ludzką ręką ugodzony? Przenigdy, bo te ręce ludzkie, wszelką broń odrzuciwszy, wyciągnięte były do Pana i oto anioł jego w ciągu jednej nocy niezliczone wojska wroga poraził, kiedy zaś o wschodzie słońca Asyryjczyk ocknął się, znalazł sto osiemdziesiąt i pięć tysięcy umarłego ludu swego1178, tedy z resztą sił swoich zbiegł przed Hebrajczykami, którzy ani żadnego nie mieli uzbrojenia, ani też wcale go nie ścigali. Słyszeliście także niezawodnie o niewoli babilońskiej1179, w której tułaczy1180 lud przez lat siedemdziesiąt pozostając wcale się nie rwał do wolności, póki Cyrus1181 gwoli1182 Boga sam mu jej nie pomiłował1183; przywróceni przez niego do ziemi ojczystej znowu mogli Tego, który z nimi zawarł przymierze1184, czcić w jego świątyni. Krótko mówiąc, nie ma przykładu, aby ojcowie nasi mieczem, a bez Boga odnieśli jakieś zwycięstwo, albo też bez miecza, a z Bogiem ponieśli jakąś klęskę. Nie opuszczając swoich siedzib, zwyciężali, jeśli Bóg tak postanowił, natomiast w bój ruszywszy, zawsze przegrywali. Oto kiedy król babiloński obległ stolicę naszą, a król nasz Sedecjasz mimo proroctw Jeremiaszowych podjął walkę, to i sam dostał się do niewoli i patrzeć musiał na zburzenie miasta wraz ze świątynią1185. A przecież o ile bardziej umiarkowany był ów król od waszych przewodników, a jego lud od was! Bo kiedy Jeremiasz wielkim głosem obwieszczał, że z powodu grzechów Bóg się od nich odwrócił i że zginą, jeśli miasta nie poddadzą, ani król, ani naród nie targnęli się na jego życie1186. A wy, o których zbrodniach tam popełnionych wcale mówić nie będę, bo po prostu nie potrafię dobyć z siebie słów na opowiedzenie tego wszystkiego, wy złorzeczycie mi, że chcę wam udzielić zbawiennej rady, miotacie na mnie pociski w złości, że niecne postępki wasze wspominam, bo nawet wysłuchać tego nie możecie, co dzień w dzień popełniacie. Ale oto, gdy Antioch Epifanes zaległ tu pod miastem z wojskiem swoim, srogo przeciwko Bogu zgrzeszywszy, przodkowie nasi zbrojny na niego uczynili napad; wszelako na głowę pobici zostali, miasto splądrowane, świątynia na trzy i pół roku opustoszała. Lecz cóż będę w dalszym ciągu podobne przytaczał przykłady! Wracam do Rzymian i pytam, kto pchnął ich na nasz naród? Czyż nie bezbożność samych obywateli? Co stało się powodem zawojowania kraju naszego? Czyż nie zamieszki śród naszych przodków, czyż nie szaleństwa Arystobula i Hyrkana i wzajemna przeciw sobie nienawiść nie sprowadziła Pompejusza na miasto, że Bóg oddał w ręce rzymskie lud nasz, wolności już niegodny? I oto po trzymiesięcznym oblężeniu miasto się poddało, a jednak ówcześni obywatele nie zawinili tak przeciw Zakonowi, nie skalali tak świątyni, jak wy, lepiej też od was we wszelkie środki wojenne byli zaopatrzeni. Czyż nie jest wam znany koniec Antygona, syna Arystobulowego, za panowania którego Bóg znowu na grzeszny naród nasz zesłał niewolę? Herod, syn Antypatra, sprowadził Sosjusza, Sosjusz Rzymian sprowadził, którzy przez sześć miesięcy oblegali miasto, zdobyli, splądrowali za winy obywateli. Oto, że naród nasz nigdy na sile oręża nie mógł budować, bo ilekroć za ten oręż chwycił, zawsze popadał w niewolę. Niechaj tedy ci, którzy te święte obsadzili miejsca, zdadzą rzecz na sąd Boga, ludzkich zrzekając się sposobów walki, póki jeszcze nie wygasła w nich wiara w Wyższego Sędziego. A zresztą gdzież są z waszej strony czyny, którym Prawodawca błogosławił? Cóż natomiast zaniechaliście z tego, na co on przekleństwo swoje rzucił? O ileż bardziej bezbożni jesteście od tamtych, którzy tak rychło upadli! Już wam nie wystarczają owe skrycie popełniane przestępstwa, jak kradzież, oszukaństwo, cudzołóstwo; rabunku się chwytacie, mężobójstwa, szukacie sobie dróg do całkiem niepomyślanych zbrodni. Ze świątyni uczyniliście sobie jaskinię bezpieczną, Przybytek skalany ręką swojską, Przybytek, nawet przez Rzymian z czcią omijany, przez tych Rzymian, którzy niejednego własnego zrzekli się zwyczaju, byle tylko naszego nie obrazić Zakonu. I wciąż jeszcze oczekujecie pomocy od Tego, którego tak niezmiernie obruszyliście na siebie? Ale przypuśćmy, że ręce, które do Boga wznosicie, są nieskalane; bo czyste były ręce króla naszego1187, gdy Boga błagało pomoc przeciwko Asyryjczykom i Bóg też owo wielkie wojsko przez jedną noc poraził. Ale czyż postępowanie Rzymian da się porównać z postępowaniem Asyryjczyków, że na podobną pomoc ze strony Boga liczycie? Toż król dał wtedy okup, aby uratować miasto, a oni, przysiąg niepomni, puścili z dymem świątynię, gdy tymczasem Rzymianie tylko daniny od was żądają, którą ojcowie wasi ich ojcom zawsze płacili. Skoro to osiągną, ani miasta nie uszkodzą, ani też świątyni nie ruszą, wszystko w naszym pozostanie ręku, nietknięte, rodziny, dobytek, Zakon nasz święty. Tylko człowiek szalony może mniemać, że Bóg stanie jednako po stronie sprawiedliwego i niesprawiedliwego. Rychłe jest jego ramię ku pomocy, kiedy tego potrzeba; Asyryjczyków zaraz w pierwszą noc zgromił, gdy się tutaj przed miastem rozłożyli obozem. Gdyby tedy uznał nas za godnych wolności, Rzymian zaś ukarania, byłby jako wówczas na Asyryjczyków takoż i na nich od razu rękę swoją opuścił, kiedy to Pompejusz na szedł nasz naród, kiedy Sosjusz się tu znalazł, kiedy Wespazjan Galileę pustoszył, wreszcie teraz, kiedy Tytus stanął przed bramami miasta. Ale ani Magnus, ani Sosjusz porażeni nie zostali, przeciwnie, wzięli miasto szturmem, a Wespazjan w czasie wojny z nami nawet do władzy doszedł monarszej. Toż dla Tytusa źródła ziemi chętniej niż dla was łono swoje otwierają Przed jego przybyciem, jak wiadomo, wyschło Siloa i wszystkie źródła podmiejskie, że trzeba było wodę kupować amforami. Teraz zaś na pożytek waszych wrogów źródła te dają tyle wody, że starczy nie tylko dla wojska i zwierząt, ale także do zlewania ogrodów. Zresztą z tymi cudownymi oznakami spotykano się i dawniej, a mianowicie w czasie pierwszego zdobywania miasta, kiedy je brał wspomniany król babiloński, który potem także świątynię spalił, a przecież ówcześni obywatele wcale się takich nie dopuścili nadużyć, jak wy. Przeto sądzę, że Bóg opuścił Święte Świętych, a stanął po stronie waszych nieprzyjaciół. Jeżeli nawet każdy prawy człowiek opuszcza dom skalany bezeceństwem i oczy swoje odwraca od jego mieszkańców, czyż mniemacie, że Bóg, przed którego okiem nic się nie ukryje, zechce dłużej pozostawać wśród złości waszego domostwa? A cóż da się u was jeszcze ukryć lub przemilczeć? Czy jest coś z tego, co nie byłoby wiadome nieprzyjaciołom waszym? Podeptać Zakon, to dla was zaszczyt; jeden przez drugiego chce jeno pokazać, jak to gorszym być potrafi; bezwstydy niby cnoty na oczy ludzkie wystawiacie! A jednak widzę jeszcze dla was drogę, na której znaleźć możecie ratunek, wstąpcie jeno na nią, a Bóg zawsze temu przebaczy, kto wyzna, że zgrzeszył i tego grzechu żałuje. Ludzie zakamieniali! Rzućcie od siebie wszelką broń, zmiłujcie się nad ojczyzną na wpół zrujnowaną, obróćcie się, a patrzajcie, jak wielką rzecz zamyślacie wydać na zgubę, jakie miasto, jaką świątynię, ilu narodów ofiary! Któż chciałby w to wszystko miotnąć zapaloną pochodnię? Któż żąda, żeby tego wszystkiego nie było? Cóż jest godniejsze ratunku nad to właśnie, ludzie nieubłagani, mniej czułości mający niż kamienie! A jeśli na to wszystko nie umiecie już spojrzeć okiem tubylca, ulitujcie się bodaj nad własnymi rodzinami, niech każdemu stanie w pamięci żona, dziecko, ojciec, matka, których niebawem zmiecie głód albo wróg. Wiem, że niebezpieczeństwo zagraża także mojej matce, mojej żonie, mojej rodzinie, nie tak bardzo niepokaźnej, i staremu, świetnemu rodowi; więc może mniemacie, że dlatego w sposób podobny do was przemawiam. Zabijcie ich, weźcie w zamian za wasz ratunek krew moją; bo i ja gotów jestem umrzeć, jeżeli zgonem swoim doprowadziłbym was do opamiętania”.
X
1. Tymi słowy przemawiał do nich Józef, łzami zalany. Ale bynajmniej ich nie zmiękczył, ani też nie zdołał wpoić im przekonania, że z całą ufnością mogą otworzyć bramy miasta. Wśród ludu natomiast zaraz poczęło się zbiegostwo. Za byle co sprzedawano dobytek, cenne klejnoty, otrzymane sztuki złota połykano, aby się uchronić od grabieży rozbójników, uciekano do Rzymian, a kiedy złoto znów z nich wychodziło, zaspakajali nim swoje potrzeby. Albowiem Tytus nie bronił nikomu odejść, dokąd by chciał, skutkiem czego zbiegostwo jeszcze bardziej wzrosło, bo każdy, uchodząc z miasta niedoli, w rzymskie nie popadał niewolnictwo. Tedy ludzie Jana i Szymona bardzo się zaczęli krzątać około tego, aby temu zbiegostwu tamę położyć, i więcej byli teraz tym zajęci niż staraniami, aby Rzymian do miasta nie wpuścić. Na kogo padł tylko jakiś cień podejrzenia, tego bezzwłocznie karano śmiercią.
2. Ludziom zamożniejszym ciężko było z miasta uciekać, ciężej w nim pozostawać; albowiem łakomiono się na ich majątek i zabijano ich pod pozorem, iż chcą zbiec. Wraz ze wzmagającym się w mieście głodem rosła zaciekłość powstańców i były to zaiste dwie klęski, które z każdym dniem coraz bardziej srożyły się nad ludnością. Zboża już nigdzie nie można było dostać na oczy. Powstańcy wpadali do domów, przetrząsali wszystko, a jeśli je gdzie znaleźli, katowali ludzi za ukrywanie, nie znalazłszy, katowali za to, że pewnie je dobrze schowali. Z wyglądu nieszczęśliwych obywateli sądzili, czy jest tam co do jedzenia, czy nie: kto miał wygląd człowieka należycie odżywionego, tego posądzali, że ukrywa zapasy żywności, a ludziom wychudzonym dawali spokój i nie uważali za potrzebne ich zabijać, skoro zapewne z niedostatku wnet sami pomrą. Bogatsi za jedną miarę pszenicy oddawali potajemnie całe swoje mienie, a mniej zamożni czynili to za jedną miarę jęczmienia. Potem, zamknąwszy się gdzieś w najciemniejszym kątku domu, niesłychanie wygłodzeni, pożerali ziarno niezmielone albo też robili wypiek, o ile na to pozwalały okoliczności, a przede wszystkim strach. Nikt już stołu nie nakrywał, potrawy na wpół surowe wyciągano z ognia i pochłaniano.
3. Litość zbierała, jak ci ludzie się żywili, ale bardziej przejmował widok, że mocniejsi opływali w dostatki, kiedy słabszym pozostawała tylko skarga. Głód umie podeptać wszelkie uczucia, żadnego jednak tak nie unicestwi, jak wstydu1188. Człowiek głodny z niczym się nie liczy. I oto żony mężom, dzieci rodzicom, a — co najstraszniejsze — matki swoim niemowlętom z ust wydzierały pożywienie, a kiedy ukochane dzieciny konały im na rękach, miały odwagę zabierać im ostatnią kroplę pokarmu. Ale mimo to nie zdołano ukryć się przed okiem powstańców, którzy bezustannie podglądali, aby im wyrwać z rąk, co się tylko wyrwać dało. Gdziekolwiek postrzegli, że jakiś dom jest zamknięty, uważali to za znak, że ludzie tam coś jedzą; szybko wyłamywali drzwi, wpadali, wyrywając jadło niemal z gardła. Starców, broniących swego kęsa, bito; kobiety, które chciały coś ukryć pospiesznie, wleczono za włosy. Siwizna, dzieci, to ich zupełnie nie wzruszało, przeciwnie, kiedy jakieś maleństwo czepiało się chciwie swej kromki, chwytali je i ciskali o podłogę. A jeśli ktoś zdążył połknąć coś, nim mu to wyrwano, z takim jeszcze srożej postępowali, jak gdyby krzywdy swojej dochodzić musieli. Celem wykrycia żywności obmyślali dla ludzi najstraszniejsze tortury, nieszczęśliwcom tym zatykali grochem otwory wstydliwe i wbijali im w siedzenie ostre paliki. Za ukrytą garść mąki albo kromkę chleba ludzie musieli znosić najokropniejsze katusze. Oprawcy natomiast żadnego nie cierpieli niedostatku, bo ostatecznie gdyby działali pod naporem konieczności, postępowanie ich mniejszą wzbudzałoby ohydę. Im chodziło tylko o samo pastwienie się, a także o takie nagromadzenie zapasów żywności, aby mieli zupełnie zabezpieczoną przyszłość. Kto nocą podkradał się aż pod rzymskie straże celem uzbierania warzyw i ziół, a już mniemał, że uszedł czujności nieprzyjaciela, tego chwytali powstańcy, gdy wracał, wszystko mu odbierali a choćby ich był błagał i zaklinał na groźne1189 imię Boga, aby mu choć odrobinę tego zostawili, co zebrał z narażeniem własnego życia, do cna go ograbiali. Taki człowiek mógł zaiste czuć się szczęśliwy, że go cało z rąk swoich wypuścili.
4. To cierpieli najbiedniejsi ze strony gromad otaczających tyranów. Natomiast obywateli wybitniejszych i zamożniejszych ciągano przed samych tyranów. Tu, aby ich stracić, oskarżano ich kłamliwie o zdradę, o zamiar wydania miasta Rzymianom, a najczęściej o chęć ucieczki. Ludzi ograbionych przez Jana odsyłano jeszcze do Szymona, a ograbionych przez Szymona odsyłano znowu do Jana. W ten sposób ci tyrani przepijali niejako do siebie krwią ludu i dzielili się między sobą jego ciałem. Gdy szło o władzę, to się zawsze ze sobą pokłócili, ale gdy szło o popełnienie jakiejś zbrodni, zaraz między nimi następowała jednomyślność. Kto drugiego nie dopuścił do współgrabieży dokonanej na obywatelu, ten uchodził za nikczemnego samoluba; człowiek od grabieży odsunięty uważał się za pokrzywdzonego, jak gdyby go pozbawiono jakiegoś szczytnego przywileju, a nie sposobności do łupiestwa.
5. Niepodobna opisywać po kolei wszystkich dokonanych przez nich okropności; można tylko powiedzieć, że czegoś podobnego nie wycierpiało żadne miasto, a jak świat światem nie było równie zbrodniczego pokolenia. Na koniec złorzeczyli jeszcze swoje samemu narodowi hebrajskiemu, aby wobec obcych usprawiedliwić niecne postępki, ale tym tylko udowodnili, co odpowiadało w całej pełni rzeczywistości, że była to hołota niewolnicza, zbieranina wyrzutków i gromada bękartów narodu1190. To oni doprowadzili miasto do upadku, to oni zmusili Rzymian do przypisania sobie smutnego zwycięstwa, to oni miotali do świątyni leniwy ogień1191. A kiedy patrzyli z Górnego Miasta, jak płomienie pożerały Przybytek, serce im nie drgnęło, ani jedna łza z oka nie padła, a przecież nawet Rzymianie nie mogli się oprzeć uczuciu grozy. Ale o tym będziemy mieli czas później pomówić, gdy przyjdzie kolej na odnośne wypadki.
XI
1. Tytus tymczasem naglił żołnierzy, aby spieszyli z budową szańców, choć Żydzi z murów czynili wojsku znaczne szkody. Równocześnie też rozsyłał oddziały jazdy dla chwytania Żydów, którzy się z miasta opuszczali w wąwozy celem poszukiwania żywności. Do tych wąwozów schodzili już także i powstańcy, którym rabunek w mieście nie zapewniał strawy w dostatecznej ilości; wszelako przeważnie zjawiała się tutaj biedota ludowa. Ta nędza byłaby dawno zbiegła do Rzymian, gdyby nie troska o rodziny, bo uchodząc razem z nimi, nie mogli omylić czujności straży, nie mieli zaś serca pozostawiać ich na mściwą rzeź owych zbójców. Wszelako głód tych i owych ośmielał do ucieczki; ale choć z miasta uszli niepostrzeżenie, w ręce wrogów *1192 wpadali. Zaskoczeni, bronili się, a gdy się już walczyło, nie pora było błagać o łaskę. Najpierw ich biczowano, następnie w przeróżny sposób torturowano, a wreszcie rozpinano na krzyżach w pobliżu murów. Tytusowi było ich wprawdzie żal, zwłaszcza że dziennie chwytano do pięciuset takich, a nieraz i więcej; wszelako nie uważał za rzecz bezpieczną wypuszczać na wolność ludzi pojmanych w walce, strażować zaś takiej liczby także nie było można, bo wnet liczba strażowanych przerosłaby liczbę straży. Ale głównie dlatego skazywał ludzi tych na śmierć, bo żywił nadzieję, że ten groźny widok nakłoni oblężonych do poddania miasta, albowiem gdyby tego nie uczynili, to zobaczą, co ich czeka. Legioniści, pałając gniewem i nienawiścią, przybijali tych nieszczęśników do krzyży dla urągowiska w najrozmaitszych położeniach, a było ich tylu, że niebawem zabrakło miejsca na krzyże, a krzyży do rozpinania ciał.
2. Ale ów przerażający widok nie skruszył powstańców, przeciwnie, zdołali nawet wpoić wylękłemu ludowi swoje na to zapatrywanie. Ściągali na mur rodziny ukrzyżowanych, a także tych, którzy się oświadczali za poddaniem, aby na swoje oczy widzieli, na jakie męki zostali wydani ci, co szukali zbawienia u nieprzyjaciela; a także mówili im, że ludzie owi dostali się na krzyż nie jako jeńcy, którzy stawiali opór, ale jako błagający łaski rzymskiej. To było też powodem, że znaczna część takich, którzy nosili się z zamiarami ucieczki, teraz zaniechała tego, dopóki nie poznano prawdy. Ale i takich nie brakło, którzy właśnie natychmiast zbiegli do nieprzyjaciela na pewną śmierć, bo woleli zaraz z jego ręki zginąć, niż powolnie zamierać z głodu. Wielu pojmanym Tytus kazał uciąć ręce, żeby nie uchodzili za zbiegów i żeby co innego gadać nie mogli, i w takim stanie odesłać do Szymona i Jana z upomnieniem, żeby nareszcie zrzekli się daremnego oporu, żeby nie zmuszali go do zburzenia miasta, że to już ostatnia chwila do namysłu, niechaj dbają o ratowanie samych siebie, o ratowanie miasta tak pięknego, o ratowanie Przybytku, który przecież dla nikogo innego nie stoi, tylko dla nich. A tymczasem objeżdżał szańce, wzywał żołnierzy do pośpiechu, aby móc groźbę poprzeć szybkim czynem. Ale Żydzi za całą odpowiedź poczęli z murów złorzeczyć Cezarowi i jego ojcu; krzyczeli1193, że stokroć wolą śmierć od niewoli, że do ostatniego tchu będą się starali wedle mocy i możności czynić szkody Rzymianom, że już im nawet na mieście nic a nic nie zależy, skoro, jak Tytus powiada, ma być zburzone; a co do Przybytku, to Bóg ma od niego lepszy, a jest nim świat. Wszelako, skoro w nim zamieszkał, to i siedzibę swoją obronić potrafi, a oni, lud z nim sprzymierzony, gardzą wszelakimi pogróżkami, bo od pogróżek do czynu droga jeszcze dość daleka. A jak się to wszystko ma skończyć, Bóg jeden rozstrzygnie. Oto co w połączeniu z urąganiem jako odpowiedź wykrzykiwali.