2. W owym też czasie zdarzyło się, że również Żydzi z Antiochii, którzy dotąd szczęśliwie uniknęli wszelkich nieszczęść1367, jakie ich plemieniu niosła wojna, wskutek oszczerczych zarzutów znaleźli się w wielkim niebezpieczeństwie, albowiem ludność Antiochii zarówno wskutek zdarzeń dawniejszych, jako też i wskutek nowo uknutych oskarżeń, popadła w ogromne wzburzenie, co postaram się opowiedzieć treściwie, aby opis dalszych wypadków w zupełności był zrozumiały.

3. Naród żydowski żyje w zmieszaniu z wieloma ludami prawie na całym obszarze ziemi1368, ale w Syrii, ze względu na sąsiedztwo rodzinnej ziemi, zwłaszcza zaś w Antiochii, mieście nader wielkim, stanowił bardzo poważną część ludności. Zresztą królowie, którzy szli po Antiochu, pozwalali im swobodnie się tu osiedlać. Sam Antioch, z przydomkiem Epifanes, zburzył był Jerozolimę i zrabował świątynię, ale jego następcy zwrócili wszystkie spiżowe sprzęty Żydom antiocheńskim do ich tamtejszej synagogi i nadali im równe z Grekami prawa. Późniejsi królowie taką samą otaczali ich pieczołowitością, dzięki czemu Żydzi bardzo się tam rozmnożyli, świątynię kosztownymi i wspaniałymi przyozdobili ofiarami, znaczną część Greków na swój nawrócili obrządek, uczyniwszy ich tedy niejako członkami swej gminy. Kiedy rozgorzała wojna, ledwie Wespazjan był się zjawił w Syrii, wszędzie jęła się przeciwko Żydom ujawniać wielka nienawiść. Wtedy to niejaki Antioch, cieszący się znacznym poważaniem, gdyż ojciec jego piastował urząd przełożonego Żydów antiocheńskich, wystąpił w teatrze przed zgromadzonym ludem, oskarżając własnego ojca i wszystkich Żydów, iż pewnej nocy zamierzają całe miasto puścić z dymem, zarazem też wydał w ręce ludu kilku zamiejscowych Żydów jako rzekomych członków sprzysiężenia. Lud, posłyszawszy to, nie mogąc zapanować nad wzburzeniem, natychmiast w teatrze ułożył stos i oskarżonych spalił, następnie napadł na Żydów, bo mniemał, że im rychlej pomstę na nich wywrze, tym skuteczniej miasto rodzinne od grożącego mu niebezpieczeństwa uchroni. Antioch, podżegając tłum w dalszym ciągu i chcąc dać dowód, jak od Żydów odstał i jak srodze ich nienawidzi, jął składać ofiary wedle obyczaju greckiego. Radził też, aby innych Żydów do tego przymuszać i powiadał, że który z nich będzie się temu opierał, tym samym przynależność swą do spisku ujawni. Antiocheńczycy poszli rzeczywiście za jego radą, ale tylko nieznaczną część Żydów zdołali do tego odstępstwa nakłonić; opornych stracono. Wódz rzymski przydzielił nawet Antiochowi żołnierzy, przy pomocy których człowiek ten srodze uciskał swoich współobywateli, nie pozwolił im święcić szabatu i zmuszał ich, aby w dzień ten oddawali się zwykłej pracy. A umiał swe zamysły przeprowadzać z taką siłą, że nie tylko w Antiochii, ale także w innych miastach na czas pewien przestano obchodzić szabaty.

4. Po tym nieszczęściu, które dla lepszego zrozumienia zdarzeń następnych opisałem, spadł na Żydów antiocheńskich cios wtóry. Zdarzyło się, że wybuchnął pożar i objął rynek czworokątny, Radę, archiwa i pałac królewski, a z taką szerzył się gwałtownością, że gdyby nie nadludzkie wysiłki, byłoby niezawodnie całe miasto zgorzało. Zaraz też Antioch krzyknął, że Żydzi są sprawcami tej pożogi. Oskarżenie to, rzucone w chwili, kiedy obywatele byli zgorączkowani nieszczęściem, byłoby podziałało nawet i w tym wypadku, gdyby już dawniej nie było podobnych gadek; ale teraz, z powołaniem się na przeszłość powtórzone, wzburzyło Antiocheńczyków do ostateczności i jak gdyby sami widzieli Żydów głownie na miasto miotających, niby wściekli rzucili się na spotwarzonych. Legat Naios1369 Collega z trudem zaledwie zdołał ukrócić zamieszki, żądając, aby o tym, co zaszło, przede wszystkim został zawiadomiony Cezar; nowo przez Wespazjana mianowanego namiestnika Cezeniusza Petusa jeszcze nie było na miejscu. Skoro jednak Collega rzecz dokładnie zbadał, odkrył całą prawdę; pokazało się, że spomiędzy Żydów, których Antioch był wskazał jako podpalaczy, żaden wcale nawet nie postał na miejscu pożaru i że sprawcami pożogi było kilku nędzników, wielkich zaiste winowajców, którzy sądzili, że jeśli spłonie Rada i wszystkie miejskie dokumenty, nikt nie będzie mógł ich pociągać za należności. W każdym razie w ciągu śledztwa Żydzi byli bardzo zaniepokojeni o swoją przyszłość.

IV

1. Skoro Cezar Tytus dowiedział się, jak gotowały się na przyjęcie jego rodzica wszystkie miasta italskie, a zwłaszcza z jakim oddaniem i świetnością powitał go Rzym, wszelkie troski o ojca ustąpiły miejsca uczuciu ogromnej radości. Jeszcze Wespazjan był daleko poza granicami Italii, a już wszystkie umysły garnęły się do niego, oczekiwano jego przybycia z napięciem, kierując się jedynie życzliwością, bez żadnego przymusu. Senat, mając w pamięci wszystkie klęski, jakie spowodowała szybka kilkakrotna zmiana tronu, czuł się szczęśliwy, że kierownikiem nawy państwowej został mąż w wieku poważnym, mający za sobą świetną przeszłość wojskową, gotowy niezawodnie całej swej władzy używać wyłącznie dla dobra poddanych. Lud, wyniszczony wojnami domowymi, z jeszcze większą wyczekiwał go niecierpliwością; on, mówiono sobie, położy koniec wszystkim dotychczasowym dolegliwościom, pod nim zapanuje powszechne bezpieczeństwo, dostatek. Wojsko zaś ze szczególnym zaufaniem zwracało się myślą ku niemu; wiedziało doskonale, jakie znaczenie miały wojny, których był zwycięskim kierownikiem; wojsko też napatrzyło się na nieudolność i tchórzostwo innych wodzów1370, spodziewało się tedy, że właśnie pod jego berłem1371 zmyje niejedną hańbę, zyska dawną cześć i pierwotną potęgę. Kiedy tak wszystkie warstwy wyczekiwały nowego władcy w podniosłym, a wielce dla niego życzliwym nastroju, ludzie wyższych stanowisk nie uznali za właściwe, aby go czekać w mieście; wyruszyli tedy na jego spotkanie daleko za Rzym. Ale i innym obywatelom tęskno było czekać, każdy wolał biec naprzód niż niecierpliwić się na miejscu, ruszyły tedy naprzeciwko tak ogromne tłumy, że miasto wyglądało jak wyludnione, jedyny wypadek owego radosnego wyludnienia, większa bowiem była liczba tych, którzy ruszyli na spotkanie, niż tych, którzy pozostali w mieście. A kiedy dano znać, że już się zbliża, kiedy ci, co byli naprzód ruszyli, głosić poczęli nadzwyczajne rzeczy o jego łaskawości względem każdego, wtedy cała reszta obywateli z żonami i dziećmi także zapragnęła powitać go na drodze, a kędy przejeżdżał, tłumy, ujęte jego przyjaznym zachowaniem się i łagodnością oblicza, wydawały okrzyki na jego cześć, zowiąc go dobroczyńcą, zbawcą, jedynym władcą godnym Rzymu. Miasto, przystrojone wieńcami, zapełnione dymami kadzideł, wyglądało jak świątynia. Z trudem zaledwie zdołał władca przejechać między tłumami do pałacu, w którym natychmiast po przybyciu złożył ofiary bóstwom domowym. Lud począł święcić uroczystości, zasiadano do uczt wedle gmin, rodów, sąsiedztw, a tłumy, lejąc libacje1372, błagały Boga, aby długie lata pozwolił Wespazjanowi dzierżyć szczęśliwie berło rzymskie, a tron przekazał bezspornie jego synom i dalszym ich potomkom. Od owego wspaniałego przyjęcia Wespazjana poczęły się też dla Rzymu czasy nader pomyślne.

2. Znacznie wcześniej, kiedy jeszcze Wespazjan bawił w Aleksandrii, a Tytus zajęty był obleganiem Jerozolimy, znaczna część Germanów zbuntowała się1373, do których też zaraz przyłączyli się Galowie w liczbie niemałej, a wspólnie rzecz prowadząc, żywili nadzieje, że zdołają pozbyć się rzymskiego jarzma. Galów do tego buntu i wojny pchała przede wszystkim ich nieuległa natura, do żadnej niezdolna rozwagi, przy najmniejszych błyskach powodzenia na oślep rzucająca się w zamęt niebezpieczeństwa. Grała tu także i nienawiść do ujarzmicieli i świadomość, że oto Rzymianie byli pierwsi, którzy ich w niewolników pozamieniali. Ale najwięcej odwagi czerpali z ogólnego położenia, jakie się było wtedy wytworzyło. Skoro ujrzeli, że Rzym wskutek częstej zmiany imperatorów osłabł na sile wewnętrznej, skoro posłyszeli, że w różnych częściach tego olbrzymiego państwa gotuje się na zawieruchę, postanowili należycie wyzyskać złe położenie Rzymu i rozterki. Podburzyli ich zaś i ożywili nadziejami szalonymi wodzowie Classicus i Vitellus1374, którzy już od dawna knuli bunt, a teraz, gdy im czas wydał się po temu, jawnie wystąpili, pociągając za sobą ludy i tak do podobnych rzeczy skłonne. Już się była przeważająca część Galii otwarcie do powstania przyłączyła, już i inni opowiadali się, że także niebawem za broń chwycą, kiedy niby na zrządzenie Opatrzności Wespazjan posłał pismo do Petiliusza Cerealiusza, byłego namiestnika Germanii, nadając mu tytuł konsula i rozkazując mu objąć zarząd nad Brytanią. Ten tedy, ruszając wedle otrzymanych zleceń, zasłyszał po drodze1375 o buncie Germanów, a ponieważ ci siły swoje już skupili, przeto natarł na nich, stoczył z nimi walną bitwę, pobił na głowę, zmuszając ich tym samym do zaniechania bezowocnych przedsięwzięć i do rozwagi. Poskromienie ich byłoby i tak rychło nastąpiło, gdyby nawet Cerealiusz nie był się na nich tak gwałtownie rzucił. Zaledwie bowiem wieść o ich buncie dobiegła do Rzymu, Cezar Domicjan, wcale się długo nie namyślając, jakby to był niezawodnie uczynił każdy inny młodzieniec w jego wieku, ożywiony męstwem1376 odziedziczonym po ojcu i posiadając niezwykłe na swoje lata doświadczenie bojowe, bezzwłocznie ruszył zbrojnie na barbarzyńców. Ci na samą wiadomość o jego wyruszeniu stracili ducha i poddali się z wielkim strachem, za szczęście sobie poczytując już to, że bez poniesienia klęski mogli ugiąć się pod dawne jarzmo Rzymian. Domicjan, poczyniwszy w Galii odpowiednie zarządzenia, aby uniemożliwić w przyszłości wszczynanie podobnych buntów, wrócił do Rzymu okryty sławą i dokonawszy czynu może nad wiek swój, ale bądź co bądź takiego, jakiego można się było spodziewać po synu podobnie niepospolitego rodzica.

3. Równocześnie z wieścią o wspomnianym buncie Germanów spadła do Rzymu wiadomość o tym, że Scytowie1377 porwali za broń. Liczne scytyjskie plemiona, zwane Sarmatami1378, znienacka przekroczywszy Ister1379, wtargnęły do ziem z tej strony tej rzeki położonych1380, z niezmierną też gwałtownością, tym bardziej że całkiem niespodzianie, rzuciły się na rzymskie załogi, zniosły je po większej części, a nawet wtedy po krwawym oporze zginął legat Fontejusz Agryppa; następnie ograbili i spustoszyli cały kraj Rzymowi podległy. Skoro wieść o tych wypadkach i o spustoszeniu Mezji dobiegła do Wespazjana, wysłał na poskromienie Sarmatów Rubriusza Gallusa. Ten zgromił ich w otwartym polu, ogromną ilość położył trupem, reszta ze strachem zbiegła do swoich siedzib. Na tym wojna została zakończona, a wódz, mając na myśli przyszłe bezpieczeństwo, zostawił tam silne i liczne załogi, że już barbarzyńcy za rzekę zapuszczać się nie mogli. Oto w jaki sposób wojna w Mezji tak rychło została rozstrzygnięta.

V

1. Cezar Tytus, jak wspomnieliśmy, czas jakiś bawił w Berytos; skąd kolejno odwiedzał miasta syryjskie, wszędzie wspaniałe urządzając igrzyska, na których jeńcy żydowscy ginąć musieli na znak, że zostali pokonani1381. W czasie tego objazdu Cezar zwiedził także rzekę, godną zaiste poznania ze względu na jej szczególną przyrodę. Toczy się ona w królestwie Agryppy między Arkeą1382 a Rafaneą, a posiada właściwości istotnie zdumiewające. Wody jej są obfite i toczą się bystro, ale na dni sześć całkiem wysychają, że począwszy od źródła widać samo tylko łożysko. Dnia siódmego natomiast znowu toczą się dalej1383 jak poprzednio, jak gdyby żadna przerwa nie nastąpiła, a zmiany te powtarzają się ściśle w opisanym porządku. Z tego powodu przezwano ją Rzeką Szabatową, wedle dnia siódmego, który Żydzi święcą.

2. Kiedy mieszkańcy Antiochii posłyszeli o zbliżaniu się Tytusa, wpadli w radość, a nie mogąc się go doczekać, wylegli z miasta i ruszyli naprzeciw niego niemal o trzydzieści stajań, nie tylko mężczyźni, ale żony i liczna dziatwa. Ujrzawszy go w oddaleniu, stanęli po obu stronach drogi, wyciągali ku niemu ręce na znak powitania i wśród wesołych okrzyków wprowadzili go do miasta. Ale wśród tych czołobitnych okrzyków nieustannie prosili Tytusa, aby Żydów wygnał z miasta. Tytus wysłuchał w milczeniu, nie udzielając co do tego żadnych obietnic. A ponieważ nie wiedziano, jak sobie postąpi, przeto Żydzi doznawali poważnych obaw, tym bardziej że Tytus w Antiochii się nie zatrzymał, ale wnet ruszył dalej do Zeugmy1384 nad Eufratem, gdzie czekało go poselstwo od Wologeza1385, króla Partów, które mu wręczyło złoty wieniec z powodu odniesionego nad Żydami zwycięstwa. Ugościwszy należycie posłów królewskich, wrócił do Antiochii. Na gorącą prośbę rady i obywateli, aby przybył do teatru, gdzie go oczekiwał zebrany lud, łaskawie się zgodził. Gdy tu wszelako poczęto prosić go natarczywie, aby wygnał Żydów z miasta, dał wielce trafną odpowiedź, mówiąc: „Wszakże ojczyzna, do której można by ich jedynie wypędzić, leży w ruinie, gdzież mają się tedy podziać”. Zaraz też Antiocheńczycy wystąpili z drugą prośbą, gdy pierwsza została odrzucona. Żądali mianowicie, aby uznał za nieważne tablice spiżowe, na których było wyryte prawo żydowskie. Ale i tej prośby Tytus nie wysłuchał, przeciwnie rozkazał, aby w stosunku do Żydów w Antiochii wszystko zostało po dawnemu. Potem udał się do Egiptu. Kiedy przeciągał koło Jerozolimy, kiedy smutne zwaliska zestawił z dawną świetnością tego miasta, kiedy uprzytomnił sobie potęgę zburzonych obecnie obwarowań, ich moc i ich piękno, ogarnęła go żałość za tym miastem upadłym i gdy inny cieszyłby się w duchu, że tak potężną twierdzę zdołał zsiłować, on raz po raz złorzeczył tym, którzy zapalili powstanie i wszystkie owe klęski na nieszczęsne sprowadzili miasto, z czego jasno wynika, jak mało mu zależało na tym, by męstwo swoje wypróbować na losie pokaranego ludu. Pośród zwalisk miasta wciąż jeszcze wykopywano dużo z owych ogromnych skarbów żydowskich. Aczkolwiek już przedtem Rzymianie znaczne uwieźli stąd łupy, wciąż jeszcze, idąc za wskazówkami jeńców, znajdowano srebro, złoto i inne cenne przedmioty, które mieszkańcy wobec niepewnych losów wojny zakopali w ziemi.