3. Tytus pociągnął dalej do Egiptu, pospiesznym pochodem minął pustynię i przybył do Aleksandrii, skąd zamierzał popłynąć do Italii. Wszelako najpierw odprawił dwie towarzyszącemu legie, które do dawnych leż odesłał, a mianowicie legię piątą do Mezji, a dziesiątą do Panonii. Następnie kazał spomiędzy jeńców żydowskich wybrać siedmiuset najroślejszych i najdorodniejszych, z nimi zaś Szymona i Jana, bezzwłocznie wyprawić do Italii, aby tam byli prowadzeni w pochodzie tryumfalnym. Przeprawa przez morze udała mu się pomyślnie. Teraz Rzym jemu podobne jak ojcu gotował przyjęcie, wyruszono na jego spotkanie, a największym zaszczytem dla Tytusa było to, że sam rodzic wyjechał z miasta naprzeciw niego1386. Tłumnie zebrani obywatele wprost nieziemskiej doznawali radości, widząc tam owych trzech1387 razem ze sobą na jednym miejscu. W kilka dni później wszyscy trzej postanowili obchodzić tryumf wspólnie, aczkolwiek senat każdemu z nich osobny tryumf wyznaczył. Ponieważ dzień na święto zwycięstwa naprzód został ogłoszony, przeto z licznej ludności rzymskiej żywa dusza w domu nie została, zajęto wszystkie miejsca, gdzie tylko można było stanąć, tyle jedynie wolnej zostawiając przestrzeni, ile było koniecznie potrzeba dla przepuszczenia tych, na których zwracały się wszystkie oczy.

4. Wojsko zostało jeszcze nocą przez wodzów poprowadzone za bramy i ustawione w szeregach nie przy górnym pałacu, ale w pobliżu świątyni Izydy1388, gdzie imperatorowie spędzili noc. Zaledwie błysnęła jutrzenka, Wespazjan i Tytus wystąpili w wieńcach laurowych i szatach purpurowych, jak nakazywał zwyczaj, udając się do portyku Oktawii. Tu czekał ich senat, najwybitniejsi dostojnicy urzędów państwowych i czoło rycerstwa. Przed portykami była dla nich ustawiona trybuna z krzesłami z kości słoniowej. Skoro tam zasiedli, wojsko ozwało się hucznym okrzykiem na ich cześć, sławiąc ich świetne czyny. Żołnierstwo również nie miało broni, natomiast było przyodziane w szaty jedwabne i miało na głowach laurowe wieńce. Wespazjan, wysłuchawszy tych rozgłośnych wołań, dał znak ręką, aby umilkli, a gdy zapanowała cisza, wstał, zakrył szatą prawie całą głowę i odmówił modlitwę, jaką przepisywał zwyczaj. To samo uczynił Tytus. Następnie Wespazjan przemówił krótko do obecnych, po czym żołnierze siedli do biesiady, jaką im w podobnych wypadkach imperatorowie zawsze wyprawiają. Potem ruszył ku bramie zwanej tryumfalną, pod którą przeciągają te uroczyste pochody. Tu spożywszy posiłek i wdziawszy szaty tryumfalne, złożyli ofiary bogom w ich świątyni przy bramie i teraz rozpoczął się pochód, który ciągnął przez teatry, aby tłumy lepiej mogły mu się przypatrzeć.

5. Niepodobna wyliczyć i należycie opisać tego wszystkiego, co tam było godne widzenia, owych wspaniałych dzieł sztuki, owych bogactw, owych osobliwości przyrody, o jakich ludzki umysł po prostu nie miał wyobrażenia. Wszystkie cuda i kosztowności, tu i ówdzie po domach bogatych ludzi rozproszone, w ów dzień zebrane razem świadczyły o potędze państwa rzymskiego. Najróżniejsze wyroby ze złota, srebra, kości słoniowej, widziano tu nie w owej zwykłej wystawności, jak to bywa w chwilach uroczystych, ale rzekłbyś, że jakaś rzeka tych przedmiotów płynie przed oczami, szaty tkane z najprzedniejszej purpury, a także na sposób babiloński barwnymi haftowane obrazami, błyskotliwe kamienie osadzone w złotych koronach, albo też w innej oprawie, niesiono w takiej ilości, iż wprost dziwne się wydawało, czemu nas uczą zwać te kamienie rzadkimi. Niesiono posągi bogów zdumiewającej wielkości, wykonane przepięknie z najkosztowniejszych materiałów; prowadzono zwierzęta przeróżnych, a nader rzadkich gatunków, a każde w ozdobach wedle kraju, z jakiego pochodziły. Nawet ludzie do niesienia tych przedmiotów wyznaczeni odziani byli w szaty z najprawdziwszej purpury, przetykanej złotem; ci zaś, którzy właściwy pochód stanowili, jeszcze bardziej oślepiali oczy kosztownościami i wspaniałymi szatami. Zastęp jeńców także bez przyozdobienia nie kroczył, a oko, patrząc na przepych i barwność szat, nie postrzegało wcale postaci wynędzniałych w niewoli i jej losach. Szczególny podziw powstał w tłumach, kiedy się ukazały niesione trybuny1389 olbrzymich rozmiarów, a każdego tylko trwoga zdejmowała, żeby to nie runęło, albowiem niektóre miały po trzy, a nawet cztery piętra. Bił z nich nadzwyczajny przepych, te i owe obwieszone były tkaninami przetykanymi złotem, na wszystkich zaś po umieszczane były przedmioty ze złota i srebra. Były też na nich dziwną sztuką wyrażone wszystkie chwile wojny, dokładnie cały jej przebieg wyobrażające: oto piękna kraina spustoszeniu ulega, tam całymi falangami pada nieprzyjaciel rażony, tam wróg pierzcha, tam do niewoli go biorą, tam olbrzymie mury pod uderzeniami taranów padają, tam szturm odbywa się na twierdzę, tam na mury licznie zaludnionych miast żołnierstwo się wdziera, gdzie indziej wojsko wpada przez bramy i rzeź między obywatelami szerzy, tam bezbronni ręce wyciągają, litości błagając, tam do świątyń gorejące lecą pochodnie, tam domy zapadają się nad głowami mieszkańców, aż wreszcie, gdy oko już napatrzyło się tych spustoszeń i klęsk, ostatnie, co widzisz, rzeki się toczą, nie przez uprawne pola, nie dla ludzi już albo dla zwierząt, ale przez krainę płyną, która w ogniu stoi, bo takie to klęski Żydzi, wszcząwszy ową wojnę nieszczęsną, na ojczyznę swoją sprowadzili. Było to wykonane tak pięknie i tak dokładnie, że kto na to spojrzał, to się tak z tym w myśli swojej potem nosił, jakby tam wszędzie sam był. Na każdej takiej trybunie stał wódz zdobytego miasta w ubiorze i postaci, jak został pojmany. Potem następowały nawy1390 w znacznej liczbie. A teraz łupy, wśród których powszechną uwagę zwracały przedmioty zabrane z świątyni jerozolimskiej: złoty stół wagi wielu talentów, także świecznik złoty, ale całkiem innego kształtu niż te, które były u nas używane; z podstawy szedł słupiec, a od niego w rozgałęzieniu cienkie ramiona, jak to wyobrażają trójząb, na każdym ramieniu była umieszczona u góry spiżowa lampa, tedy razem siedem, aby świętość tej liczby u Żydów okazać. Ostatnim łupem, który niesiono, był Zakon Żydowski. Wreszcie kroczył zastęp ludzi niosących posągi Bogini Zwycięstwa, a wszystkie były wykonane ze złota i kości słoniowej. Teraz dopiero jechał na koniu Wespazjan, za nim Tytus, obok którego Domicjan, sam we wspaniałej szacie i na rumaku przepysznym.

6. Cały ten świetny pochód skierował się do świątyni Jowisza Kapitolińskiego i przed nią się zatrzymał. Nakazuje bowiem stary zwyczaj stać tu tak długo, dopóki goniec nie przyniesie wiadomości o śmierci wodza nieprzyjacielskiego. Był nim Szymon, syn Giory, razem z innymi jeńcami prowadzony w tryumfie. Zarzucono mu teraz powróz, powleczono na wzgórek nad Forum, a jednocześnie straż go smagała; wedle prawa rzymskiego w tym miejscu odbywają się egzekucje przestępców skazanych na śmierć. Kiedy zgon jego obwieszczono tłumom, zewsząd zerwały się huczne okrzyki i poczęto składać ofiary, a po szczęśliwym dokonaniu i odprawieniu przepisanych modłów imperatorowie udali się do pałacu. Niektóre osoby zostały zaproszone do ich stołu; tłumom zgotowano sute biesiady po domach. Dzień ten był dla Rzymu świętem zwycięstwa, końcem domowych rozterek i początkiem opromienionej nadziejami szczęśliwszej przyszłości.

7. Po odbytym tryumfie i zaprowadzeniu ładu w państwie Wespazjan postanowił wznieść świątynię Bogini Pokoju, a dokonał tego nader szybko i nad wszelkie oczekiwania wspaniale. Bo też sięgnął nie tylko do skarbów własnych i odziedziczonych, ale kazał ją jeszcze ozdobić dziełami pędzla i rylca. Miało tu być zebrane wszystko na jednym miejscu, co ludzie chcący takie rzeczy oglądać musieliby szukać w podróżach po całej ziemi. Tu też kazał ustawić złote sprzęty świątyni żydowskiej, które bardzo cenił. Natomiast Zakon Żydowski1391 i purpurowe zasłony Samotni1392 polecił przenieść do swego pałacu i tam starannie przechowywać.

VI

1. Do Judei w charakterze legata został wysłany Lucjusz Bassus, który stanąwszy na czele wojsk, jakimi dowodził Cerealiusz Witellianus, zmusił do otworzenia bram warownię Herodejon, a następnie zabrawszy wszystkie siły, przeważnie rozproszone oddziały na drobne, oraz legię dziesiątą1393, poszedł oblegać Machero. Okazało się, że twierdzę tę trzeba było koniecznie zburzyć, bo była bardzo niedostępna i zawsze służyć mogła Żydom za ostoję do buntu. Sama natura takie dała jej położenie, że w jej obrońcy duch rośnie, a oblegającego nękają różne strachy i wątpliwości. Twierdza wydźwignięta na wysokiej skale i już to jedno sprawia, że szturm do niej jest wielce utrudniony; ale przyroda inne jej jeszcze dała osłony, czyniąc ją prawie całkiem nie do zdobycia. Oto ze wszystkich stron obległy ją wąwozy, których dna oko wcale sięgnąć nie może, przedrzeć się przez nie trud niepospolity, zasypać niepodobieństwo1394. Dolina, która tu wcina się w góry od strony zachodu, ma sześćdziesiąt stajań i sięga aż do Jeziora Asfaltowego, a właśnie tutaj Machero najwyżej wzbija się w górę. Wąwozy od strony północnej i południowej są wprawdzie mniej rozległe, ale przez nie kierować napad jest także rzeczą całkiem niemożliwą; a co się tyczy wąwozu wschodniego, to głębia jego wynosi sto łokci, a druga jego strona wyrasta w górę wznoszącą się naprzeciwko Macheru.

2. Świetne położenie tej miejscowości ocenił pierwszy Aleksander1395, król żydowski, zbudował też tu twierdzę, zburzoną następnie przez Gabiniusza w wojnie z Arystobulem. Kiedy Herod został królem, zaraz orzekł, iż żadna inna miejscowość nie stanowi punktu tak ważnego i tak się do utwierdzenia nie nadaje, jak ta, zwłaszcza z powodu sąsiedztwa z Arabią. Dlatego też pusty rozległy obszar obwiódł murem i zagrodził wieżami, wewnątrz zbudował miasto, a w środku tego wszystkiego dopiero twierdzę. Prócz tego obwiódł murem jeszcze sam szczyt góry i opatrzył narożnymi wieżami wysokości stu sześćdziesięciu łokci. Pośrodku wzniósł pałac o obszernych, wspaniałych komnatach, a w rozmaitych miejscach zbudował cysterny dla chwytania deszczówki, aby cała ta miejscowość mogła być w wodę należycie zaopatrzona. Jeżeli tedy natura już silne stworzyła tu utwierdzenia, to on, walcząc z nią o lepsze, sztucznymi obwarowaniami całkiem to miejsce niedostępnym uczynił. Nagromadził też tu znaczną ilość pocisków i machin wojennych i w ogóle wszystko uczynił, aby załoga, należycie wyposażona, możliwie długo zdołała opierać się oblężeniu.

3. Między zabudowaniami pałacowymi rosła tam ruta zdumiewającej wielkości, albowiem na wysokość i obwód nie ustępowała w niczym drzewu figowemu. Podanie głosiło, że stała tu od czasów Heroda i byłaby niezawodnie długie lata jeszcze przetrwała, gdyby jej Żydzi nie byli ścięli w czasie zajęcia twierdzy. W wąwozie północnym, sąsiadującym z miastem, pewne miejsce zwie się Baaras, tam rośnie korzeń tejże nazwy, posiada barwę płomienia, a pod wieczór wydziela z siebie światłość; kto się zbliży i chce go ująć, wcale tego uczynić nie jest w stanie, bo korzeń uchyla się i nie pierwej uda się go przychwycić, aż się go zleje1396 albo uryną, albo miesięcznymi upławami niewiast. Ale i wtedy jeszcze ten, co go dotknie, musi umrzeć, chyba że tak ów korzeń niesie, aby się z ręki w dół zwieszał. Można się jednak do niego dobrać jeszcze w inny, a bezpieczniejszy sposób, mianowicie taki: należy go podkopać ze wszystkich stron, aby tylko koniuszkiem tkwił w ziemi. Wtedy trzeba przywiązać do niego psa, a gdy ten poskoczy za odchodzącym człowiekiem, wyrwie ów korzeń z ziemi, wszakże zaraz musi zdychać, rzekłbyś jako zadośćuczynienie za tego, co go chciał mieć; wtedy też można go już ująć bez żadnego niebezpieczeństwa. Mimo wszelkich narażeń ludzie bardzo go poszukują; tak zwane demony, czyli duchy zbrodniarzy, które włażą do ciał ludzi żywych i każdego uśmiercą, komu rychła pomoc nie będzie dana, bardzo pospiesznie przed tym korzeniem uciekają, nawet wtedy, gdy się go tylko potrzyma w pobliżu chorego. Wytryska tu też kilka ciepłych źródlisk różnego smaku; są gorzkie, są i prawie całkiem przaśne. Niżej w dolinie napotyka się jeszcze liczne źródliska zimne, jedne tuż koło drugich. Ale największym zdumieniem ogarnia dziw taki. Oto w pobliżu jest jaskinia niezbyt głęboka, zakryta zwieszającą się skałą; nad tą skałą wznoszą się dwie wypuklizny kształtu piersi kobiecych, z jednej tryska woda zimna bardzo, z drugiej bardzo gorąca, które zmieszane razem dają kąpiel wielce przyjemną, wielce uzdrawiającą, zwłaszcza doskonale działającą na nerwy. Prócz tego znajdują się tu kopalnie siarki i ałunu.

4. Bassus, przyjrzawszy się dokładnie owej miejscowości ze wszystkich stron, postanowił zasypać wąwóz wschodni i przez to utworzyć sobie dostęp do twierdzy. Zaraz się też do tego zabrał, bo zależało mu na tym, aby jak najrychlej pobudować wały dla ułatwienia wszystkich działań oblężniczych. Wtedy Żydzi w twierdzy zamknięci rozdzielili się między sobą, a mianowicie Żydzi miejscowi, uważając zamiejscowych za bezładny tłum, zmusili ich do osadzenia się w mieście na dole, aby tam odpierali pierwsze wrogów napady, sami natomiast zajęli wyżej położoną twierdzę, że była warowna i że zapewniała im większe bezpieczeństwo; zresztą sądzili, że gdyby doszło do układów i twierdzę Rzymianom poddali, zdołaliby wyjść cało. Początkowo o to się tylko starali, aby wszelkie zabiegi oblężnicze udaremnić. Dzień za dniem wypadali na Rzymian, ścierali się z nimi w ręcznym boju, o ile Rzymianie w bój taki z nimi się wdali, a choć sami ginęli dość licznie, przecież i Rzymianom poważne czynili krzywdy. Każda strona zwyciężała, jeśli umiała wyzyskać sprzyjające okoliczności: Żydzi, jeśli napadali Rzymian znienacka, Rzymianie, jeśli w porę się spostrzegli i czekali ich w zwartych szeregach. Ale nie tymi utarczkami miało się skończyć oblężenie; czysty przypadek sprawił, że Żydzi rychło się poddali. Wśród oblężonych znalazł się niejaki Eleazar, młodzieniec śmiały, waleczny, wyróżniający się podczas napadów, bo umiał zagrzewać towarzyszy do natarcia na Rzymian i do urządzania im różnych przeszkód przy budowie wałów, napady ułatwiając tym, co z nim ruszali, i odwrót, bo zawsze ostatni z pola schodził. Otóż dnia pewnego, gdy walka już się rozstrzygnęła, a obie strony z niej się wycofały, Eleazar przez szydercze zachowanie się względem wroga, a także mniemając, że nikt nie wda się z nim w bój, pozostał za bramą, począł pogawędkę ze na murze stojącymi Żydami i całkiem się w tej rozmowie zapomniał. Postrzegł to rzymski żołnierz imieniem Rufus, rodem Egipcjanin. Szybko tedy, nim można się było pomiarkować, podbiegł, młodzieńca w pełnym będącego uzbrojeniu pochwycił, uniósł do rzymskiego obozu, kiedy ci, co na to patrzeli, ani się nawet z przerażenia w tym wszystkim połapać nie mogli. Wódz rzymski kazał porwanego młodzieńca rozebrać do naga i w miejscu możliwie widocznym chłostać. Żydów ogarnął wielki żal, całe miasto uderzyło w płacz na widok jego mąk, że aż dziwne zaiste było, jak losy jednego człowieka mogły ich wszystkich takim przejąć współczuciem. Skoro Bassus to spostrzegł, zaraz też umyślił sobie podstęp; zapragnął tedy współczucie w mieszkańcach aż tak rozbudzić, aby mu miasto wydali; i oto rachuby wcale go nie zawiodły. Kazał zaraz postawić krzyż, aby zrozumiano, że Eleazar będzie na nim rozpięty. Żydzi, widząc te przygotowania, jeszcze w większe uderzyli lamenty, wołając, że już tego widoku wcale nie zniosą. Teraz i Eleazar począł ku nim błagalnie wołać, aby mu nie dali ginąć śmiercią najbardziej męczeńską, aby go ratowali, poddając miasto Rzymianom, bo oni i tak dzięki swej sile i swemu szczęściu już wszystko naokół zagarnęli w swoje ręce. Wołania jego kruszyły im serca; wielu też mieszkańców poczęło się za nim wstawiać, bo należał do licznej i bardzo rozgałęzionej rodziny. Żydzi tedy wbrew swej naturze dali się skusić do litości i zaraz wysłali poselstwo, które miało się układać o poddanie twierdzy, a Żydom zastrzec tylko prawo swobodnego oddalenia się i uwolnienie Eleazara. Rzymianie razem ze swoim wodzem przystali na te warunki, ale gdy liczni mieszkańcy niżej położonego miasta dowiedzieli się, jaki układ stanął pomiędzy Rzymianami a załogą twierdzy, postanowili nocą zbiec potajemnie. Zaledwie jednak otworzyli bramy, kiedy ci, co układ z Rzymianami zawarli, dali o ich zamysłach znać Bassusowi, czy dlatego, że ludziom tym zazdrościli ratunku, czy że bali się, żeby ich Rzymianie za tę ucieczkę nie pociągnęli do odpowiedzialności. Najmężniejsi spomiędzy zbiegów zdołali się przebić przez rzymskie zastępy i ujść, na tych zaś, co jeszcze z miasta nie wyszli, Rzymianie napadli, wysiekli do tysiąca siedmiuset, kobiety zaś i dzieci sprzedali w niewolę. Mimo to Bassus uznał, że powinien dochować układu względem tych, z którymi umówił się o poddanie twierdzy, przeto pozwolił im swobodnie odejść, a także wydał im Eleazara.