5. Dokonawszy tego, Bassus szybkimi pochodami ruszył na las zwany Jardes. Słyszał bowiem, że ukrywało się tam mnóstwo zbiegów z czasów oblężenia Jerozolimy, a także z Machero. Na miejscu przekonał się, że pogłoska była prawdziwa; dlatego też najpierw cały las otoczył konnicą, która chcącym się przebić Żydom uniemożliwiła ucieczkę, następnie piechocie nakazał las wycinać. Żydzi doprowadzeni do ostateczności musieli zebrać się na odwagę, bo tylko jakiś śmiały czyn mógł im dać ratunek; tłumnie tedy rzucili się na Rzymian. Ci jednak wytrzymali natarcie, a ponieważ obie strony walczyły z całym uporem, Żydzi z rozpaczliwą śmiałością, Rzymianie z wytrzymałością wielką, przeto bitwa bardzo się przeciągała i tylko koniec jej całkiem wypadł niespodziewanie, bo ze strony rzymskiej padło ogółem dwunastu ludzi, a niewielu raniono, natomiast po stronie Żydów nikt nie uszedł, a poległo trzy tysiące ludzi, między nimi Judas, syn Ariego1397, wódz, o którym wyżej znajduje się wspomnienie, że podczas oblężenia Jerozolimy dowodził oddziałem i że uratował się przez podziemny chodnik.
6. W owym czasie Wespazjan nadesłał pismo do Bassusa i Laberiusza1398 Maksimusa, ówczesnego namiestnika, z rozkazem wyprzedania całej ziemi żydowskiej. Miasta zbudować nie chciał, obszary ziemi za swoją uważał własność; tylko ośmiuset wysłużonym żołnierzom dał grunta w okręgu Ammaus, w odległości trzydziestu stajań od Jerozolimy. Na wszystkich zaś Żydów, gdziekolwiekby mieszkali, nałożył pogłównego dwie drachmy1399, który to podatek mieli płacić na Kapitol, jak dawniej płacili na świątynię w Jerozolimie. Oto w jakie położenie popadli Żydzi.
VII
1. Już był upłynął czwarty rok1400 od wstąpienia na tron Wespazjanowego, kiedy na Antiocha, króla Kommageny, spadł wielki cios z następującego powodu. Cezeniusz Petus, ówczesny Syrii namiestnik, czy że to była prawda, czy też, że pałał nienawiścią względem Antiocha, czego ściśle nie dało się wyjaśnić, wystosował do Cezara pismo z doniesieniem, że Antioch ze swym synem Epifanesem chce się od Rzymu oderwać i że w tym celu już zawarli układ z królem Partów. Trzeba ich tedy ubiec, aby nie zyskali na czasie i całego państwa rzymskiego nie nabawili nowej wojny. Cezar nie lekceważył tej wiadomości, bo samo sąsiedztwo obu królów już wymagało zastosowania pewnych środków ostrożności. Samosata bowiem, stołeczne miasto Kommageny, stoi tuż nad Eufratem, jeśliby tedy Partowie rzeczywiście z nosili się podobnymi zamiarami, łatwo by im przyszło przekroczyć rzekę, a w tym mieście na pewno znaleźliby schronienie. To tedy, co pisał Petus, zyskało wiarę. Petus otrzymał też polecenie, aby przedsięwziął wszystkie środki, jakie tylko uzna za niezbędne, toteż nie zwlekając wcale, spadł znienacka na Kommagenę, kiedy ani Antioch, ani nikt z jego otoczenia czegoś podobnego wcale się nie spodziewał. Petus miał ze sobą legię szóstą, kilka kohort piechoty oraz kilka oddziałów jazdy. Towarzyszyli mu też królowie Arystobul z Chalkidyki1401 i Soajmos z Emesy1402. Nie spotkali się z żadnym oporem, albowiem żaden tuziemiec nie śmiał na nich ręki podnieść. Gdy ta nagła wiadomość dobiegła do Antiocha, ten wcale nie myślał dobywać oręża na Rzymian, ale rzuciwszy wszystko, wraz z żoną i dziećmi zbiegł potajemnie, sądząc, że się tym sposobem nawet wobec Rzymian najlepiej oczyści z wszelkich podejrzeń. Pociągnął w dolinę odległą od miasta o sto dwadzieścia stajań i stanął w niej obozem.
2. Petus wysłał natychmiast część wojska dla zajęcia Samosaty, co wykonano, sam zaś z resztą sił swoich uderzył na Antiocha. Król mimo rozpaczliwego położenia jeszcze nie chciał orężnie przeciwko Rzymianom występować, tylko czekał, co przypadek da, jedynie narzekając na swój los. Ale synom jego, dzielnym, młodym, silnym, w rzemiośle wojennym wyćwiczonym, wcale nie przyszło tak łatwo ugiąć karku bez oporu wobec nieszczęść, jakie na nich spadały. Epifanes i Kallinikos porwali się do broni. W walce, która wrzała dzień cały, wielkie wykazali męstwo, a gdy dzień się zmroczył, cofnęli się, żadnych szczególnych strat nie poniósłszy. Ale mimo tak pomyślnego wyniku bitwy Antioch nie czuł się bezpieczny; uciekł z żoną i córkami do Cylicji, którym to czynem zupełnie splątał odwagę wśród swoich żołnierzy. Ci, mniemając, że król zrzekł się całkowicie swego królestwa, przeszli na stronę Rzymian, wcale nie ukrywając swojej rozpaczy. Tedy Epifanes, nim jeszcze odbiegli go wszyscy żołnierze, musiał wraz ze swoim otoczeniem pomyśleć o ratowaniu się przed wrogiem i oto jedynie z dziesięcioma jeźdźcami umknął za Eufrat. Tam, odetchnąwszy nieco po tym, co im groziło, udali się do Wologeza, króla Partów, który bynajmniej ich nie przyjął lekceważąco jak zbiegów, ale z całym szacunkiem, jak gdyby im jeszcze w pełni dawne przyświecało szczęście.
3. Gdy Antioch schronił się do Tarsu1403 w Cylicji, Petus kazał go przez pewnego centuriona ująć i do Rzymu w okowach odesłać. Wszelako Wespazjan w takiej postawie wcale go przed sobą widzieć nie pragnął i raczej wolał go powitać z dawną przyjaźnią niż okazywać mu nieubłagany gniew z powodu rzekomego buntu. Jeszcze tedy w drodze kazał mu zdjąć okowy i pod pozorem odłożenia podróży do Rzymu zostawić w Lacedemonie. Prócz tego takie wyznaczył mu dochody, że Antioch mógł nie tylko żyć dostatnio, ale po królewsku. Kiedy wiadomość o tym doszła do otoczenia Epifanesa, zaraz synom jego spadła ciężka troska z serca, albowiem oczekiwali dla ojca rzeczy najgorszych. Poczęli nawet żywić nadzieję, że i względem nich Wespazjan okaże się łaskawy, tym bardziej, że Wologezos w sprawie ich pisał do niego; bo choć im się dobrze wiodło, nie mogli żyć za granicami państwa rzymskiego. I rzeczywiście Wespazjan im także łaskę swoją przyobiecał. Tedy przybyli do Rzymu, niebawem w ślad zanim i pojawił się z Lacedemonu ojciec, więc tam już pozostali, wszelkimi możliwymi otoczeni zaszczytami.
4. Alanowie, szczep scytyjski zamieszkały między rzeką Tanais1404 i jeziorem Meotis1405, o których już gdzieś wspominałem1406, zamierzali w owym czasie zrabować Medię, a nawet zapuścić się jeszcze dalej, z którego to powodu weszli w układy z królem Hyrkanów1407; on bowiem był panem przesmyku, który król Aleksander1408 żelazną zamknął bramą. Król pozwolił im przejść przez ten wąwóz. Tedy liczne hordy Alanów spadły na Medów, którzy się takiego najścia wcale nie spodziewali. Alanowie kraj licznie zaludniony, liczne stada bydła mający i w ogóle zamożny, spustoszyli, a nikt im wcale żadnego nie stawiał oporu. Przerażony król Pakoros zbiegł w okolicę niedostępną, wszystko na łup zostawiając, i zaledwie udało mu się za sto talentów wykupić z niewoli żonę i nałożnice, które mu Alanowie uprowadzili. Hordy rabując swobodnie, nigdzie nie karcone, dotarły aż do Armenii. Tam wówczas panował król Tyrydates1409. Ten ruszył na nich ze swoim wojskiem, stoczył z nimi bitwę, ale w niej o mało żywcem pojmany nie został, bo mu któryś z hordy nieprzyjacielskiej pętlę zarzucił i byłby go niezawodnie powlókł za sobą, ale król zdołał powróz mieczem przeciąć i zbiec. Alanowie bitwą tą bardziej jeszcze rozsrożeni, spustoszyli cały kraj i uprowadziwszy z sobą licznych jeńców i bogate łupy zrabowane z obu królestw, nareszcie powrócili do swych siedzib.
VIII
1. Po śmierci Bassusa objął zarząd nad Judeą Flawiusz Silwa1410, a znalazł cały kraj uspokojony z wyjątkiem jednej twierdzy, która się nie była poddała, tedy zaraz z całą siłą, jaką rozporządzał, przeciwko niej ruszył. Twierdza ta zwała się Masada1411. Obsadzili ją sykariusze1412, a przewodził im wielce wpływowy mąż imieniem Eleazar1413, potomek owego Judy, który, jak to już wyżej mówiłem1414, kiedy Kwiryniusz kazał sporządzać spis ludności, wielu Żydów podmówił, aby się temu sprzeciwili. I teraz sykariusze sprzysięgli się przeciw wszystkim, którzy poddali się Rzymianom, wszędzie takich za otwartych swoich wrogów traktowali, napadali na nich, porywali im dobytek, a domostwa ich puszczali z dymem. Nie ma bowiem różnicy, powiadali, pomiędzy nieprzyjaciółmi a takimi Żydami, co to zrzekłszy się wolności, o którą zażarte toczyły się boje, dobrowolnie pod rzymskie poszli jarzmo. Ale mowy te były jedynie marną pokrywką ich chciwości i okrucieństwa, a czyny ich najlepiej dowodziły, czym właściwie byli. Owi Żydzi bowiem razem z nimi należeli do powstania, razem wojnę przeciwko Rzymianom toczyli *1415 ale im jednak sykariusze srożej od Rzymian dali się we znaki; kiedy zaś sykariuszom całe kłamstwo wykazywali, ci za tę prawdę jeszcze się srożej nad nimi znęcali. W owym czasie w ogóle między Żydami krzewiły się przeróżne zbrodnie, żadnego nie pominięto przestępstwa, a gdyby ktoś chciał rozumem swoim jeszcze jakieś wymyślić, nie zdołałby na pewno tego uczynić. Zarówno życie osobnika, jak i życie ogółu ciężko niedomagało, ludzie prześcigali się po prostu w uczynkach bezbożnych względem Boga i niesprawiedliwościach względem bliźniego. Możni uciskali tłum, a tłum znowu godził w możnych. Ci dążyli do tyraństwa, tamci do gwałtów i rabunku bogatych. Ale ów szał czynienia krzywdy i pastwienia się okrutnego nad współobywatelem, to właśnie wyszło było jedynie od sykariuszy. Ludzie ci prześladowanym przez siebie jednostkom żadnej słownej nie oszczędzili zniewagi, a w dziedzinie czynu ani jednego zamachu na ich istnienie. Ale i oni wydali się ludźmi umiarkowanymi wobec takiego Jana. Ten bowiem nie tylko mordował tych, co mu u boku stanęli z radą sprawiedliwą i pożyteczną, nie tylko obchodził się z nimi, jak można by się jedynie obchodzić z najbardziej niebezpiecznym nieprzyjacielem, ale w dodatku całą ojczyznę wtrącił w otchłań zguby, co mógł tylko uczynić człowiek, który podniósł bunt przeciw samemu Bogu. Na jego stole zawsze można było widzieć zabronione potrawy, całkiem nie dbał o przepisy tyczące oczyszczeń, nic też dziwnego, że podeptał wszystkie prawa bliźnich i ojczyzny, skoro podeptał prawa samego Boga. A czyż lepszy był Szymon, syn Giory? Czyż oszczędził jakich gwałtów wolnym Żydom, on, który im zawdzięczał swoje jako tyrana stanowisko? Czyż węzły przyjaźni albo węzły krwi nie kusiły go dzień w dzień do tym zapamiętalszych mordów? Skrzywdzić obcego wydawało się im już tylko czymś zwykłym, całkiem powszednim w kraju grzeszkiem, ale czynem dopiero w całym znaczeniu świetnym było błysnąć okrucieństwem względem osób bliskich. Dołączyło się do tego jeszcze szaleństwo Idumejczyków, którzy z tamtymi iść chcieli o lepsze. Nędznicy ci pomordowali arcykapłanów, ażeby już z bojaźni bożej ślad nawet nie został; wniwecz też obrócili cały porządek publiczny i doprowadzili wszystko do owego ostatecznego zamętu, w jakim mógł już jedynie kwitnąć ów ród gorliwców, których postępki całkowicie znaczenie tej nazwy usprawiedliwiły; albowiem każdą zbrodnię starali się gorliwie naśladować i jedynie o to gorąco dbali, aby nie pominąć jakiego przestępstwa, o którym pamięć ludzka nie słyszała. Wobec siebie wprawdzie nazwę tę tak wykładali, że są gorliwi w spełnianiu dobrych uczynków i da się to chyba w ten sposób pojąć, że albo okrutnicy ci tę nazwę jako szyderstwo od pokrzywdzonych dostali, albo też istotnie zbrodnie poczytywali za sprawiedliwe uczynki. Toteż każdy z nich tak skończył, jak na to w zupełności zasługiwał, a wszystkich Bóg należycie pokarał. Katusze, jakie tylko zdolna znieść natura ludzka, były im zadawane, a nawet męka ostatnia, śmierć, we wszelaki sposób urozmaicona. Mimo to rzec można, że ludzie ci mniej wycierpieli, niż innym cierpień zadali, bo zadośćuczynienie w pełnej mierze było po prostu niemożliwe. Tych, którzy padli ofiarą własnych okrucieństw swoich, żałować tutaj nie wydałoby mi się rzeczą godziwą; dlatego powracam do tej reszty mojej opowieści, jaka mi jeszcze pozostała.
2. Tedy na Eleazara i siedzących z nim w Masadzie sykariuszy wyruszył wódz rzymski na czele swojej potęgi, całą okolicę bez trudu zajął, w miejscach stosownych załogi zostawił, żeby zaś nikt nie mógł mu ujść z twierdzy, obwiódł ją dokoła murem, a na murze porozstawiał straże. Następnie obrał na obóz takie miejsce, które najbardziej sprzyjało rozwinięciu ruchów oblężniczych, a mianowicie tam, gdzie skała, na której stała twierdza, łączyła się z pobliską górą, aczkolwiek wskutek tego dowóz żywności połączony był z niezmiernymi trudnościami; a nie tylko żywność z niemałym mozołem i z bardzo daleka wyznaczeni do tego Żydzi musieli do obozu rzymskiego sprowadzać, ale także wodę, albowiem w pobliżu nie było żadnego źródła. Po dokonaniu tych przygotowań Silwa przystąpił już do robót oblężniczych, które wymagały wielkiej sztuki i wielkiego mozołu ze względu na siłę twierdzy, której położenie od przyrody dane było takie: