Lecz niedawno go dostał, nie znał jego cnoty.

Chciałby się więc dowiedzieć. Na miasto wychodzi.

Otóż i zegar w oknie. — Czy mnie wzrok zawodzi,

U mnie dopiero druga, tu już pół do trzeciej!

Eh, nie, to być nie może, jak szalony leci!

Tak mówił i szedł dalej. Patrzy drugiej nie ma. —

Nie — rzecze — i ten próby z moim nie wytrzyma,

Bo druga już być musi... Cóż znowu za żarty?

Na poblizkim zegarze widzi pół do czwartej.

Nie wierzy, idzie dalej. Źle idą zegary,