Że takich nawet było tam niemało,

Co wprzód ganili zbytnie złota zbiory,

A potem sami napełniali wory.

Wszystko wtenczas ze zwykłych karbów wyboczyło,

Nikogo ni w świątyni, ni w domu nie było,

A choć niejeden dostał potężnie po głowie,

Choć niejeden utracił życie albo zdrowie,

Wszystko to było niczem, blask złota nagrodził,

Utratę nawet ojca wyrodkom osłodził.

Lecz niedługo mniemana uciecha potrwała: