Odbieram piłkę, boś już przebrał miarę

Lubię wesołość, niewinne pustoty,

Lecz po zabawie — zaraz do roboty.

A kto na niczem śmie cały dzień trawić,

Nie wart się bawić.

Deszczyk

Mamo, rzekł Staś, deszczyk rosi,

Poplami kapelusz Zosi,

Jakże niepotrzebnie pada!

Tu matka dziecku wykłada: