Kochali jak dziecię, na rękach nosili,

Trawką, kwiateczkami z rączki ją karmili,

A owa owieczka tak bardzo zhardziała,

Że z braćmi, siostrami, bawić się nie chciała.

Aż tu ktoś dziateczkom pieska podarował,

Żeby ich zabawiał, i u nich się chował;

Poszła w kąt owieczka. Czyż nie znacie dzieci?

U nich to najmilsze, co nowo zaświeci.

Musiała owieczka pójść w pole z innemi,

Sama sobie trawki wyszukać po ziemi.