I ponad całą ziemią panowały,

Żal mu był ludzi. A jeszcze ich dwoje

Gdzieś na wierzchołku góry jednéj drżało.

Pramżu jadł właśnie niebieskie orzechy,

I rzucił z góry orzecha łupinę.

Wsiedli w nią starzy. Pramżu zamknął duchy

I znowu wrota u otchłań zarzucił.

Morza do brzegów, rzeki do łożyska,

Wszystko, jak dawniéj, na miejsce wróciło,

I ziemia znowu zielenieć zaczęła,