I długo mówił, i mówił ze łzami,

I żegnał wszystkich; wszyscy go żegnali,

Padali na twarz i łkając płakali.

Nareście329 ustał starzec, ręką skinął,

Stanął na stosie, wzniósł oczy do nieba,

Modlił się długo i lud błogosławił.

Usiadł; a ogień wziąwszy poświęcony,

Sam stos, ostatnią ofiarę, podpalił.

Wyschłe się drzewo zajęło, i w chwili

Gęsty dym starca osłonił dokoła.