Nie śmiejąc ruszyć, pozostał na miejscu.
Starzec swe sakwy na ziemi porzucił,
A sam powoli usiadł pod mogiłą.
Milczeli oba, spoglądali tylko.
Z podróżnych węzłów dobył sigonota
Mizerną strawę, i, szepcąc modlitwy,
Rzucił ofiarę, nim zaczął pożywać.
Witol w milczeniu spoglądał na niego.
— Idziesz daleko — rzekł mu wróżbit352 stary —
A z czémżeś, bracie, wybrał się na drogę?