Chciał go pochwycić, uwikłać i zdusić;

Ale się Witol ucieczką ratował,

I miecz podniosłszy, uciął głowę gadu.

Wtém wszystko znikło, jak senne marzenie,

I krwi na mieczu nawet nie zostało.

Grajtas gdzieś z wichrem uciekł zawstydzony.

Witol szedł daléj.

Już blisko noc była,

Ale zawady spotykał co chwila:

Droga się coraz w ścieżynę zmieniała;