Łomy ją, w poprzek leżące, grodziły;
Rzeki, jak gdyby umyślnie, pod nogi,
Pieniąc i szumiąc, biegły, podpływały;
Przez nie zaledwie wązka356 wiodła kładka,
Lud dąb spróchniały z gałęźmi rzucony,
Co się pod nogą chylił i uginał.
Ze śmiałém sercem szedł Witol przed siebie,
Łamał gałęzie grodzące mu drogę
I wązkie kładki jednym mijał skokiem.
Noc coraz bliżéj, a nie widać chaty,