Która nie płacze po rodziców domu,

I po mężowskiéj nie zapłacze śmierci.

Biegłem przed niemi, wróciłem do chaty,

I smutny siadłem za zasłanym stołem.

Wtem Żaltis święty zpod388 ławy swą głowę

Pokazał żółtą i do rąk mi przyszedł.

Smutniejszy jeszcze wziąłem go na piersi.

I we drzwi chaty niespokojném okiem

Patrzałem. Aż ci turkot na podwórku.

— Już keleweże wiezie pannę młodą! —