Po tchu zaprawnym Bogini oddechem,

I warknął w górze, a potém się groźny

Zwalił na niego, jak dąb na krzewinę.

Lecz Romois, jakby przykuty do ziemi,

Nie zadrżał nawet. Duch podniósł się znowu,

Dokoła obiegł, cisnął wodą w oczy,

Piaskiem i błotem, i drzewy75 całemi

Miotał na niego, jak deszczem na skałę.

On jedną ręką pociski odpychał,

Drugą, jak gdyby widział zemsty posła,