Ogary jego daleko zostały,

Sokół gdzieś w lesie uwiązł na gałęzi.

Sam jeden Witol leciał bez oddechu,

Nie wiedząc, gdzie go dziki koń poniesie.

Coraz przez nowy pędząc kraj nieznany,

Czuł, jak mil wiele za nim już zostało.

Słońce się nawet na zachód skłaniało,

I w chmur drużynie różowych, złocistych,

Jak młoda xiężna445 śród swych dziewek dworu,

Kiedy ją wiodą do chłodnéj kąpieli,