Silną się piersią przedzierał, jak strzału.

Zaledwie Witol ujrzał wieś przed sobą,

Już jéj nie było, już za nim znikała.

Rzeki jak wstęgi migały srébrzyste;

Gaje, jak wieńce z zieloności wite;

Pola, jak żółte i czerwone plamy.

Ponad nim chmury pędzone wiatrami

Stać się zdawały, i milcząc poglądać;

A ziemia, jakby zpod444 stóp uciekała,

Kręcić się, zwijać, w tył cofać zdawała.