Już twarz i suknie Witola przemarzły,

I oręż jego posiwiał u boku,

I koń, jak gdyby kamieńmi drogiemi

Okryty, w pyłach zamarzłych połyskał.

— Zimno nam, koniu! — mówił Witol znowu.

— Nie mnie: bo pędzę do swojéj kochanki497.

Ani mnie nogi od biegu martwieją,

Ani mi siły od znoju ustają;

Bo czuję Aszwę498 kochankę przed sobą.

Ty tylko, Panie, musisz być znużony.