A nad nią niebo zagniewane, czarne,

Milczące, jakby przed burzy nadejściem.

Nagle jéj dziécię rzucając się w łonie,

Obudza Mildę z zdrętwiałej rozpaczy.

Czuje, że wkrótce da życie synowi,

Że czas mu począć utrapione życie,

I matce z nim się na wieki rozdzielić.

Lecz gdzie go złoży? komu go powierzy?

I gdzie się skryje, by go na świat wydać?

Myśli, wtém pamięć przychodzi jéj w smutku.