Smokiem się z góry na Romoisa rzucał,

Kiedy pierś jego oszczepem rozbita

Ze zwłok zmęczonych uwolniła ducha,

Milda uczuła śmierć swego kochanka.

Duch jego lecąc do wschodniego kraju,

Zaszumiał blizko88 i mignął koło niéj.

Lecz tyle strachu było w sercu Mildy,

Że nowa boleść już jéj nie dotknęła.

Spójrzała89 tylko, jękła90 i leciała —

Gdzie? — sama nie wié. A chmury ją niosą,