I sługi swoje od siebie odpychał,

A koniuszego do wilczéj zagrody

Wrzucić rozkazał.

Noc była nadeszła.

Kobiéty króla pocieszać przybiegły.

Wrzawą i płaczem szumiał zamek cały.

Witol do swojéj précz uszedł świetlicy.

Po drogim koniu tęskniąc, przyjacielu;

I długo, długo siedząc u ogniska,

Wspominał o nim, próżny żal podsycał.