On na kark jego, jak na konia, skoczył,

A w ręku pancerz łuskowy ścisnąwszy,

Język i oczy na wierzch mu wysadził.

Wówczas potwora, szybując skrzydłami,

Z Witolem razem w powietrze się wzbiła,

I coraz nikła na pochmurném niebie,

Aż gdzieś za szarym obłokiem się skryła.

Wojsko patrzało w ponurem milczeniu,

I dwór królewski z zamczyska poglądał,

I posły, stojąc na góry wierzchołku,