Z białych brzóz co dzień nowy gmach wysławię.

Ty z ramion moich będziesz świat oglądać,

I czasem w drodze chmurne czoło moje

Rozjaśnisz piosnką, pieszczotą, spójrzeniem.

Chceszli pójść ze mną? Chcesz, piękna Zjedyno,

Żebym cię porwał i ojcu twojemu

Wielkiemi skarby za ciebie zapłacił? —

Zjedyna nic mu nie odpowiedziała,

Ale od okna przed nim nie uciekła.

Alcis zrozumiał, wziął ją na ramiona,