I źwierza z gajów wypędzał na pole.

Sam jeden Witol szedł z myślami swemi,

I, nie pilnując drogi, między puszczę,

W ostęp się gęsty, kędy jesień nawet

Jeszcze nie doszła, powoli przeciskał.

Szedł długi ranek, kiedy źródło czyste

Na chwilę jego wędrówkę wstrzymało.

Ujrzał doń ścieżkę wijącą się z góry,

A wpośród drzewek na górze dom biały;

Stanął; wtém piosnkę usłyszał wesołą,