Nad ojca losem i nad nim jęczała.
— Siostro! weź — rzekła — weźmij mego syna.
Niech go gdzie prosta kobiéta wychowa;
Niech nie wié, kto mu ojcem, a kto matką;
Niech długo nie wié! Ja ponad nim z dala
Będę czuwała macierzyńskiém okiem.
Dając mu życie, ciężki los mu dałam;
Serca o przyszłość wówczas nie pytałam;
Ale do walki ja udzielę siły.
Wzrośnie on! wówczas drżyjcie nawet Bogi!