Jak Bóstwo, wita, uderzywszy czołem.

Ptak głos radośny ostatni wydaje,

Wzleciał, nie ptakiem — rycerz to na koniu

Złotemi skrzydły pędzi wschodnią drogą;

Z gwiazdą na czole i gwiazdą na piersi,

Z białym na ręku sokołem, z ogary,

Na Anafielas odważny się wspina.

Za nim tuż tęskny duch orlicy leci;

Spogląda na wschód, to na dziécię swoje,

To znów na niego, dzieląc się na dwoje.