Na sosnach dwie pary gołębi

Wzlatują, szczebiocą, gruchają.

A sosny od ziemi spróchniałe,

Podcięte siekierą bartnika,

Zieloną gałęzią wiéwają,

Choć z dołu pożółkłe zsychają.

I dymią — Bo ogień dziuplami

Ku górze się wije milczący,

Rdzeń zjada i życie wypija.

I chwila, a wiater, co teraz