Mindows spoglądał, potrząsł czarną głową,
Jak dzik, gdy paszczę otworzy széroką.
— Na łowy, krzyknął, i do was, mój stary,
Pojadę chwilę odpocząć, do grodu —
Daleko jeszcze? — Tu w lasach, śród błota,
Zamczysko moje, na wałundę212 drogi. —
— Na łowy! daléj, — rzekł Mindows, i konia
Puścił ku lasu213. — Psy zagrały znowu,
I w ciemnéj puszczy myśliwi zniknęli.