Wszystko wychodzi na skinienie pana.

Kniaziowie z zamków z swemi poczty śpieszą,

Bojary ludzi po siołach zgarniają.

I płacz po Litwie żon, niewiast i dzieci,

I jęk po Litwie na płomieniach leci.

A lud, co został po siołach bezbronny,

Pędzi się w lasy, za błotami kryje,

I słucha, rychło wróg wbieży w pustynie

Z mieczem i ogniem, mszcząc się za swe klęski?

O, stos to straszny — i długo stał zimny,