Aż urósł wielki, jak gniew Kunigasa.

Każdy dzień jedno dorzucał łuczywo,

Każdy dzień gniewu do serca doléwał,

I w wieczór jeden — płomień objął wielki

Suchy stos wojny; — błysnęło na zamku,

Buchły płomienie; na górach sąsiednich

Żółte im głowy stosów wtórowały.

A wkoło, jakeś pójrzał266, po równinie

Płonęły wszędzie, migały z daleka.

I słychać było płacz żon, jęki matek,