I szli, a niosąc z sobą dary drogie,

Dzień, noc do Mistrza z poselstwem śpieszyli.

Długo jechali, bo drogi zamiotły

Śniegi i wrogi, i jak zwierz lękliwy,

Puszczą i błoty371 sunąć się musieli,

Aby nie spotkać Daniłłowych ludzi.

A drogę gwiazdy wskazywały w nocy,

We dnie zimowe, blade, zmarzłe słońce.

Nieprędko wieże Marienburga grodu

Ujrzeli czarno wyniosłe na niebie.