Że z ptaki nawet po ptasiemu gadał,

Zwierzętóm dzikim wyciem odpowiadał,

I wiódł na sidła samiczém wołaniem.

Dziwny to człowiek; on, — poselstwa usta.

Reszta składali posłuszne im ciało,

I tak czynili, jak cztérech kazało.

Orszak był świetny; sto koni żmudzinów

Niosły posłańców, i dary, i sługi,

I kiedy Swarno zatrąbił u bramy,

Ledwie ostatni na most podjeżdżali.