I dłoń podaje, i marszczy się groźnie,

I znowu czoło jasno wypogadza.

Patrzają Kruhlcy, dziwią się i smucą.

— Kiedyż to Mindows tak był z Niemcem zgodny?

On, co gdy dawniéj dotknął obcéj dłoni,

Jak gdyby węża spotkał, rękę sciskał399,

Gniew buchał słowy, gniew oczyma tryskał.

I dzień tak cały razem z sobą siedzą,

I drugi mija, jeszcze Niemiec w zamku;

Trzeci się kończy, koni nie siodłają.