Mistrz wiódł Mindowsa i Marti Królowę,

Przed ołtarz święty, do łask bożych zdroju.

Lecz próżny obrzęd — gdy uchylał głowę,

Sercem niezgięty, stał jeszcze Mindowe

I nie pojmował znaczenia téj wiary,

Któréj wyznawcy zostawał imieniem —

Stał, dziko patrzał, szemrał przysiąg słowa,

A wzrokiem tonął w dalekiéj przestrzeni,

I myślą tonął w przyszłości pochmurnéj.

Lecz nie tak Marti białą wzięła szatę,