Konia i sługi!! — zakrzyknął, miecz stary
Porwał ze ściany i wylał ofiarę.
Zdumieni słudzy z daleka patrzali,
Jak szłyk wdział czarny, zbroił się do drogi,
W skórzane wiżos obuł silne nogi,
Lecz słowa więcéj nie wyrzekł; w milczeniu
Nocą wyjechał za zamkowe mury,
Konia ku Litwie gościńcem skiérował.
Uderzył nogą i z wichrem poleciał.
A kędy leciał, jak wiatr liście spadłe