Głuche milczenie na zamku gościło;

Niewielu dworzan przed wroty siedziało,

W sinią dal smutnie, ponuro patrzało.

Ogary spały z najeżonym włosem,

Wychudłe; czasem łeb wznosiły czarny,

Smutnie zawyły, i znowu spuszczały.

Zarósł mchem dawniéj gościnny podwórzec,

Rzadkiemi teraz deptany nogami.

Milczały ściany, i cisza dokoła,

Jak na zwaliskach spalonego sioła,