Idź ty do swoich, ja pójdę za swemi.

Zbierzmy przyjaciół, a nim stos ojcowski

Dogaśnie, drugą rzucim nań ofiarę,

Pójdzie na łowy z ojcem, ulubieniec!

Lepiéj tam jemu, szeptał Trajnys cicho,

Na co nam czekać, czego zwlekać dłużéj?

Żeby on stosy do wojny zapalił,

Zgromadził ludu, zamki poosadzał,

Kupił przyjaciół, ujął kunignsów

I nas bezbronnych wziął, jak w gnieździe ptaki!