Lecz czas nie przyszedł — Bóg modlitwóm głuchy,

I dziś dzwon jęczy dwa razy, trzy razy,

Christjan spogląda, — nikogo na drodze.

Na mieście rozruch i wesołe krzyki,

A przed kaplicą kapłan, chłopiąt dwoje,

Kilku bojarów i kilku Krzyżaków.

Mindows przez okno wygląda zamkowe.

Patrzy on drogą; brew, co oko kryła,

Wzniosła się w górę, wzniosła, rozmarszczyła.

Gdy na Biskupa spoziéra z wysoka.