Na zdarte plecy, na wylękłe lica,

I szydzi w swojéj cudzoziemskiéj mowie;

Szyderstwo mimo ludu przelatuje,

Ale ze twarzy poznał Litwin wroga.

I spuścił oczy, i jęki powściąga,

Aby zły człowiek z boleści nie szydził. —

Już po ofierze, Mistrz wyszedł za wrota,

A lud z podwórca popłynął w milczeniu;

Jedni ranionych nieśli, drudzy ze krwi

Twarze i plecy idąc ocierali,