I szeptał jeszcze, a trwożliwe oko

Marti, na próżno słów tajne znaczenie,

Z ruchu i oczu wybadywać chciało.

Mistrz usty śmiał się, i jakby rozprawiał

O dawnych sprawach, swobodne miał czoło.

Kończąc się ku niéj obrócił pogodny,

Na dwoje chłopiąt poglądał troskliwie,

I matkę o nich jął się wypytywać,

Ona spokojna, bo nie widzi burzy,

Śmiejąc się, złote głaszcząc synów włosy,